|
Blog > Komentarze do wpisu
Pomiędzy meczamiEurobasket ponownie wraca do Spodka. Po dniu przerwy koszykarki wracają na parkiety aby prawdopodobnie definitywnie rozstrzygnąć sprawę awansu do łódzkich finałów. W momencie gdy pisze ten tekst za oknem w Katowicach pada znowu ulewny deszcz. Polskie koszykarki zawalczą dziś o to, żeby po meczu nie musiały uronić równie rzewnych łez.
Okazja do tego jest wręcz wymarzona ponieważ zmierzą się one z Chorwatkami, które podobnie jak i gospodynie nie mają na swoim koncie w drugiej fazie żadnego zwycięstwa. Polki wygrywając w tym spotkaniu podtrzymują swoje iluzoryczne szanse na awans. Jednak ja czysto prywatnie nie podzielam opinii jaką się gdzieniegdzie szerzy na temat tego, że Jeszcze mamy całkiem spore te szanse. Zasada naszego ewentualnego awansu jest w tej chwili dość prosta. Polska musi wygrać swoje dwa mecze w tym mecz z Francją, a Hiszpanki muszą swoje starcia przegrać. Czy jest to możliwe? Teoretycznie i matematycznie oczywiście tak. Ja jednak opierałbym się bardziej na tym co do tej pory widziałem i na tym co się dzieje w polskim zespole. Nie wiem czy na przykład odpuszczanie sobie treningów na dzień przed meczem z Chorwacją jest dobrym pomysłem. Abstrahując jednak na chwilę od sportowego aspektu rozgrywek w Katowicach i w ogóle całego Eurobasketu to kilka dni temu Katowice dzielnie walczyły w innej kategorii. Od dłuższego czasu miasto to jak i kilka innych w całym kraju rywalizowało o miano Europejskiej Stolicy Kultury w 2012 roku. W ostatecznym rozstrzygnięciu ten tytuł przypadł dla Wrocławia. Jednak wieczorny pokaz multimedialny na ulicy Mariackiej w Katowicach udowodnił, że miasto było jak najbardziej przygotowane na ewentualny sukces. Odbiegając jeszcze od polskiej imprezy to w międzyczasie ustalono zasady rozgrywania sezonu PLK w sezonie 2011/2012. Przyznam, że wiele z tych nowo wyznaczonych zasad jest dla mnie nie do końca zrozumiałych i nie do końca do przyjęcia. Na przykład zniesienie rozgrywek Pucharu Polski w tej formie jaka obowiązywała przez dwa ostatnie sezony jest swoistym i typowo polskim i bardzo krótkowzrocznym strzałem we własne kolano. Oczywiście spowodowane to było naciskiem klubów, które nie chciały grać, a jeśli już by grały to by sabotowało te rozgrywki. Idąc tym tropem i posługując się tym sposobem rozumowania dojdziemy to złotego środka czyli grania jednego meczu na dwa tygodnie i trzy lub więcej tygodniowej przerwy w rozgrywkach na okres świąt Bożego Narodzenia na przykład. Czy tego właśnie chcemy? Zaś minionej nocy odbył się za oceanem wyczekiwany jak zwykle Draft NBA. Kluby zapewniły sobie mniejsze lub większe wsparcie na nadchodzące miesiące. Czy są jacyś specjalni wygrani tegorocznego draftu? Teoretycznie jest nim oczywiście Cleveland, które miało dwa wybory już w pierwszej 5. Jednak czy ilość przerodzi się w jakość będziemy musieli jeszcze sporo poczekać. Moje Toronto Raptors idzie dalej obranym torem i po raz kolejny wzięli zawodnika z Europy, a dokładniej z Litwy. Jonas Valunciunas ma być od nowego sezonu podstawowym centrem zespołu z Kanady. Czy będzie nim tylko „z urzędu” czy stanie się realnym wzmocnieniem pod koszem, którego Raptors potrzebują od zawsze okaże się niebawem. Ja nauczony doświadczeniami z lat ubiegłych póki co jestem sporym sceptykiem co do tego wyboru i tego gracza. Nie obraziłbym się jednak jeśli nastąpiło by miłe zaskoczenie. Wracając jeszcze na chwilę do Katowic to być może jutro uda mi się zrobić coś czego nie udało się całej grupie znakomitych polskich koszykarzy na przestrzeni wielu lat. Mianowicie, już jutro najprawdopodobniej będzie okazja aby wybiec na parkiet katowickiego Spodka w roli zawodnika i zagrać na boisku głównym mecz. Mecz wprawdzie towarzyski i w swoim gronie ale jednak. W końcu niewielu polskich zawodników może powiedzieć „grałem kiedyś mecz w Spodku”. Liczę na to, że jutro dołączę do tej wąskiej rzeszy ludzi. piątek, 24 czerwca 2011, torontos
|