Blog > Komentarze do wpisu

Zbiornik sportowy odc. 21

Ostatni tydzień w świecie sportu upłynął przede wszystkim pod znakiem sportów, którymi przeciętny kibic nie interesuje się zbyt często. Takie dyscypliny jak piłka nożna kobiet czy też wyścigi żużlowe nie są to sporty goszczące każdego niemal dnia na pierwszych stronach gazet czy też portali internetowych. W minionym tygodniu miały one jednak swoje 5 minut chwały.

Mistrzostwa świata w piłce nożnej mężczyzn to zaraz po olimpiadzie najbardziej medialna sportowa impreza na całej naszej planecie. Skupia ona w trakcie jej trwania miliony ludzi z najróżniejszych zakątków świata i rozpala ich do czerwoności z powodu emocji. Kobiecy odpowiednik tej samej imprezy nie cieszy się już taka popularnością. Jednak jego tegoroczny finał na pewno przejdzie do historii. Zmierzyły się w nim reprezentacje USA i Japonii czyli prawdziwe starcie Dawida z Goliatem. W roli tego słabszego oczywiście Japonia. Nie przeszkodziło to jednak w tym aby walczyć z całych sił i sięgnąć po rzutach karnych po tytuł mistrzowski. Tak wyglądał ten konkurs i tak komentował to japoński komentator:

Tak jak i Japończycy tak i też Polacy w minionych dniach mieli swoje chwile radości. Po raz trzeci z rzędu udało im się sięgnąć po tytuł mistrzowski w drużynowych mistrzostwach świata na żużlu. W nagrodę za to podobnie jak w piłkarskim mundialu puchar już na stałe zostanie w Polsce. Sukces jednak nie przyszedł łatwo. Ale od czego Polacy mają Tomasza Golloba? Ile to już razy ten zawodnik udowadniał swoja wielkość? Lata mijają, pokolenia się zmieniają, a on ciągle pozostaje po prostu wielki. Nawet dla mnie czyli dla osoby, która tylko śledzi „mniej więcej” wyniki żużlowe i nigdy nie była na meczu żużlowym. Tyle lat utrzymać się nie tyle w czołówce co na prawdziwym sportowym szczycie to jest prawdziwa sztuka. Dlatego też czapki z głów!

W przeciwieństwie do polskich żużlowców nie popisali się za to po raz kolejny już polscy kibole. Ich gościnne występy na Litwie znowu musiała pacyfikować policja. Co ciekawe do tego aby po raz kolejny „pokazać się” w Europie nie potrzebny był występ polskiego zespołu. Coraz ciekawiej się robi.

Prawie tak samo ciekawie jak w Ameryce Południowej podczas rozgrywanego tam Copa America. Imprezy, która już teraz na długo przed zakończeniem i wyłonieniem końcowego triumfatora jest po prostu sensacyjna. Dlaczego? Dlatego.

W minionym tygodniu polskie drużyny rozegrały mecze w europejskich pucharach. Po skromnych zwycięstwach 1:0 Wisły oraz Śląska istnieje nadzieja, że oba zespoły w komplecie zobaczymy w kolejnych rundach. W tym samym też tygodniu swoje sparingi grały inne polskie zespoły. Na uwagę zasługuje na pewno zwycięstwo Polonii Warszawa nad aktualnym mistrzem Niemiec czyli Borussią Dortmund 2:1. Wiadomo, że to tylko mecz o pietruszkę ale widać że Polonia już w sezonie przygotowawczym zaczyna straszyć rywali z polskiej ligi. Szkoda tylko, że w niemieckim zespole kłopoty z grą w pierwszej jedenastce w nadchodzącym sezonie może mieć Kuba Błaszczykowski.

Przechodząc na zakończenie do najbliższej mi zdecydowanie koszykówki musze przyznać, że jak na okres wakacyjny w tym roku dzieje się bardzo dużo. Szczególnie w młodzieżowych zespołach narodowych, które występują co chwila w różnej rangi imprezach mistrzowskich. Najmilej to lato będą chyba wspominać młode polskie zawodniczki, które sięgnęły po brązowy medal na mistrzostwach Europy do lat 20. Oby z tej kadry w przyszłości wyrosły dziewczyny zdolne wspomóc pierwszy zespół narodowy.

Tyle szczęścia, a przede wszystkim umiejętności nie mieli będący w tym samym wieku koszykarze, którym po raz kolejny nie udało się wydostać z Dywizji B. Jednak jeśli przegrywa się mecze z takimi potęgami koszykówki jak Gruzja czy Rumunia to może rzeczywiście nie zasługujemy aby grać wyżej? Plusem tej całej sytuacji, że za rok o awans powalczy o ten sam cel reprezentacja trenera Szambelana. Brak wywalczenia ewentualnego awansu przez ten zespół będzie już chyba tylko oznaczał, że jesteśmy skazani na Dywizję B.

W międzyczasie nasz jedynak w lidze NBA szukał sobie klubu, który ewentualnie by go przygarnął na ewentualność przedłużającego się lockautu za oceanem. Na początki były plotki, że być może zawita on na stare śmieci czyli do drużyny ŁKS Łódź. Jednak póki co żadnego polskiego zespołu nie stać na koszykarza tej rangi co Marcin Gortat, a co dopiero beniaminka PLK. Dlatego też najprawdopodobniej jeśli sytuacja będzie tego wymagać Polish Hammer zagra w Spartaku Sankt Petersburg. Dobrze to czy źle bardzo dobrze opisał Michał Owczarek na swym blogu. Zachęcam do przeczytania.

wtorek, 19 lipca 2011, torontos
Share |