Blog > Komentarze do wpisu

Polskie dwa dni prawdy

Już dziś oraz jutro trzy polskie zespoły piłkarskie zagrają o swoją lepszą przyszłość, bliższą lub dalszą. Wisła Kraków po raz kolejny zapuka do bram Ligi Mistrzów, a Legia Warszawa ze Śląskiem Wrocław będą próbować się dobić do Ligi Europejskiej. Zadanie to jak zwykle nie jest proste, ale też i nie niewykonalne, tak jak bywało to w latach poprzednich.

Wisła Kraków od samego początku wstąpienia w struktury klubowe pana Cupiała cierpi na polski „syndrom Champions League”. Przejawia się to tym, że niemal co roku pod Wawelem mówi się, że ten sezon będzie przełomowy i będziemy walczyć o awans do tych elitarnych rozgrywek. Jednak jak to wychodzi w praktyce, nie trzeba chyba nikomu przypominać. Trzeba jednak przypomnieć na przykład lata, kiedy to na drodze do rozgrywek grupowych stawali naprzeciwko Wisły rywale w postaci Realu Madryt czy tez wielkiej Barcelony. W starciu z takimi tuzami ciężko nawet myśleć o pozytywnym rozstrzygnięciu, a co dopiero wywalczyć je na boisku. Były też lata, kiedy to Wisła była bardzo blisko spełnienia swego marzenia. Najbardziej jaskrawym przykładem jest rywalizacja z greckim Panathinaikosem Ateny, kiedy to w Krakowie udało się wygrać w stosunku 3:1, a w Atenach działy się piłkarskie cuda. Po raz kolejny bez happy endu dla polskiego zespołu. O wpadkach w postaci odpadania z rozgrywek z jakimiś teoretycznie słabszymi rywalami nawet nie będę już wspominał. Wystarczająco dużo inni popastwili się nad Wiślakami w tamtym okresie.

W tym roku ma być jednak inaczej. Dzięki reformie rozgrywek Ligi Mistrzów Wisła nie miała już szans wpaść na zespoły pokroju europejskich gigantów futbolu. Nie oznacza to jednak, że droga do fazy grupowej będzie dużo łatwiejsza. Oczywiście klasa tych zespołów jest zupełnie inna, ale przeciwnikom także bardzo zależy na tym, aby uzyskać awans do finansowego eldorado. Los sprawił, że tym razem Wiślacy zmierzą się z cypryjskim APOEL-em Nikozja. Czy było to dobre losowanie? Gracze i działacze z Krakowa nie powinni narzekać. Bardziej powinni się skupić na sobie i na swojej grze, a wtedy wszystko będzie w ich rękach, a właściwie nogach. W dwóch pierwszych rundach Wisła wygrała wszystkie swoje 4 mecze i bez większych problemów awansowała do tej fazy. Jest to o tyle ważne, że zawodnicy, którzy teraz występują pod Wawelem, są skupieni na jednym celu, jaki im przyświeca i po prostu go realizują. Brak męczarni w poprzednich rundach to dla mnie zaskoczenie, miłe zaskoczenie. APOEL ma już za sobą start w Lidze Mistrzów i w tych spotkaniach to może być ich jakiś atut. Tym bardziej, że wielu zawodników z tamtego składu występuje do dziś w zespole z Cypru. Co jeszcze świadczy na korzyść rywali Krakowian? Pierwszy mecz na wyjeździe, czyli w Polsce, a decydujący rewanż u siebie. Z jednej strony jest to przewaga psychologiczna, a z drugiej pewien balast, z którym muszą sobie poradzić. Zadaniem Wiślaków jest jak największe utrudnienie im tego. Pierwsze starcie już dziś o 20:45. 

W czwartek zaś do rywalizacji o mniej prestiżową, ale równie potrzebną fazę grupową Ligi Europejskiej zawalczą zawodnicy Legii Warszawa oraz Śląska Wrocław. Dla obu tych klubów ewentualny awans z różnych powodów potrzebny jest niemal jak powietrze. Legioniści zmierza się ze znacznie silniejszym rywalem niż będzie miał zespół z Wrocławia, a mianowicie Spartakiem Moskwa. Kiedy tylko ta drużyna została wylosowana, większość mediów zaczęła wspominać „stare, dobre czasy”, czyli lata 90-te i pojedynki z ówczesnym Spartakiem. Pojedynki de facto przegrane. Jednak od tamtego czasu zmieniło się wiele, ale nie to, że to Spartak wystąpi w roli faworyta, a Legia zaledwie pretendenta. Spragnionym jakiegokolwiek sukcesu Warszawiakom awans ten pozwoliłby na chwilę spokojnie odetchnąć i powiedzieć, że w końcu im się coś także udało. Poziom frustracji by spadł o kilka punktów procentowych i życie na Łazienkowskiej byłoby pod kilkoma względami lepsze. Czy jednak czysto sportowo ten zespół jest gotowy na to wyzwanie? Poprawę w grze Legii w tym sezonie i w stosunku do poprzedniego sezonu widać gołym okiem. Jednak tu nasuwają się dwa pytania. Pierwsze to czy można było grać gorzej niż w ubiegłym roku oraz drugie czy skok jakościowy w grze drużyny z Warszawy jest na tyle duży, aby przeskoczyć kolejnego rywala. Połowiczną odpowiedź na to pytanie poznamy już w czwartek, kiedy to w Warszawie o godzinie 18:00 odbędzie się pierwszy z meczów. 

Śląsk Wrocław jako debiutant na tym poziomie rozgrywek stoi przed zadaniem wyeliminowania z gry Rapidu Bukareszt. Zespołu, który dla przeciętnego kibica w Polsce zapewne niewiele mówi, ale jak się pewnie okaże, może narobić sporo krzywdy polskiemu zespołowi. Podopieczni charyzmatycznego Oresta Lenczyka, aby myśleć o wygraniu tej rywalizacji, w moim odczuciu, muszą poprawić dwie rzeczy. Pierwsza z nich to skuteczność, ponieważ o ile w poprzedniej rundzie nieudane akcje Piotra Ćwielonga uszły płazem, to teraz Wrocławianie nie muszą mieć tyle szczęścia. Tutaj jeden celny strzał może zadecydować o być albo nie być w dalszej grze, tak więc warto by się nad tym aspektem gry jeszcze bardziej pochylić. A jest o co grać. W przypadku Śląska przede wszystkim o to, żeby nowy, świetny stadion, który jest już na ukończeniu, był zapełniany większą ilością widzów nie tylko kilka razy do roku na meczach z Lechem, Legią czy też Wisłą. Rywale z Ligi Europejskiej mogą ten komfort zapewnić niemal co tydzień. Nierozłącznym też aspektem ewentualnego awansu są gratyfikacje finansowe. Te również nie wyglądają tak najgorzej, ponieważ być może w uboższej siostrze Ligi Mistrzów nie zarabia się takich kroci, ale jak pokazał choćby Lech Poznań można tam podnieść z murawy również niezłe sumy pieniędzy. Trzeba tylko walczyć i wygrywać w kolejnych spotkaniach, a bonusy za te zwycięstwa same przyjdą. Czy Śląsk zbliży się do nich w jakiś znaczący sposób będzie można zobaczyć już o 20:00 w najbliższy czwartek. 

środa, 17 sierpnia 2011, torontos
Share |

Komentarze
2011/08/17 11:51:33
Dobry wpis Kamilu!

Powiem Ci, że mam dobre przeczucia i wietrzę duży sukces tej jesieni.
Nie lekceważę potencjału APOELU, ale zdaję sobie sprawę, że to ONZ w barwach wiślackich w piłę grać potrafi. Pozdrawiam!