Blog > Komentarze do wpisu

Bezkarne obijanie twarzy

Sporty walki z boksem na czele to druga, zaraz po sportach motorowych, najbardziej mi obojętna kategoria dyscyplin sportowych. Skuszony jednak magią „walki XXI wieku” postanowiłem obejrzeć pojedynek Adamka z Kliczką. Z jednej strony wszystko mi mówiło, że to się nie może udać, a z drugiej bardzo chciałem się mylić.

Taką walkę było jednak dobrze obejrzeć w czyimś towarzystwie, a nie samotnie w domowym zaciszu. Tak na wszelki wypadek, żeby było z kim porozmawiać, gdyby reklamy trwały tradycyjnie godzinami lub też na ringu nie działo się nic ciekawego. W tym calu udałem się do centrum Białegostoku, aby znaleźć lokal, lub jak to mawiają redaktorzy Subiektywnego Podcastu Sportowego „lokal publiczny”, który oferuje transmisję z gali. Jak się okazało, niemal wszędzie gdzie był telewizor, można było obejrzeć tę walkę. W jednych lokalach była to wykupiona polska transmisja, a w innych korzystano z usług niemieckiej stacji RTL. Co ciekawe, niemal wszędzie to wydarzenie przyciągało tłumy ludzi, którzy byli spragnieni potu, krwi i sukcesu Polaka. Niemal od razu przypomniała mi się sytuacja ze słynnego, a wręcz i kultowego skeczu Marcina Dańca.

Tutaj jednak było o tyle lepiej, że walka odbywała się we Wrocławiu, a więc odpadał problem bardzo późnej godziny walki. Choć nie powiem, żeby kilka minut po 23 w nocy była to najlepsza pora na uprawianie jakiegokolwiek sportu. Jednak oprócz tego to jeszcze kilka innych fragmentów powyższego skeczu, jak na przykład potworny ścisk, zauważyłem przechodząc obok kilku miejsc. Na szczęście w moim sprawdzonym miejscu takiego kłopotu nie było i bez praktycznie żadnego problemu mogłem zobaczyć pojedynek. Do ostatnich jednak chwil przyjmowano zakłady, czy polscy operatorzy telewizyjni zbojkotują transmisje RTL i zablokują sygnał. Pomimo tego, że wydawało się to nierealne, to nutka niepewności gdzieś tam była. Jak się później okazało, zupełnie niepotrzebnie. W moim przypadku Cyfra+ stanęła jak zwykle na wysokości zadania.

Kiedy zaczęły się w telewizji pojawiać materiały na temat obu bokserów, a przede wszystkim ich parametry, to wtedy jeszcze bardziej zacząłem się utwierdzać w tym, że szanse na sukces są znikome. 12 kilogramów oraz 12 centymetrów mniej to w boksie, a tym bardziej w wadze ciężkiej, przepaść nie do przeskoczenia. Ale skoro obie strony tego „konfliktu” chciały to sprawdzić na własnej skórze, to proszę bardzo. Znakomite wrażenie wzbudzał we mnie pokazywany wielokrotnie w niemieckiej telewizji wrocławski stadion. Pomimo tego, że językiem niemieckim władam w stopniu znikomym, to słowa pochwały pod jego adresem potrafiłem wyłapać bez większych trudności. Miło było też zobaczyć chodzącą legendę konferansjerki, nie tylko bokserskiej, ale ogólnie sportowej w osobie Michaela Buffera. Jego kultowe, a nawet i opatentowane „Let’s get ready to rumble!” jak zawsze wzbudza niekontrolowany przypływ adrenaliny, nawet u kogoś kto podszedł do walki bez emocji. Niestety była to jedyna adrenalina, jaka wydzieliła mi się tego wieczora, bo później już zaczęła się walka.

Ta niestety tak jak wcześniej przypuszczałem była totalnie jednostronnym widowiskiem. Tomasz Adamek na pewno ma wielkie serce do walki, bardzo dobrą technikę, a także szczere chęci, ale natury nie oszuka. Zasięg ramion Ukraińca sprawiał, że Polak nie mógł praktycznie przez cały pojedynek zbliżyć się tak, jak chce do rywala lub go po prostu ustawić pod siebie. W przeciwieństwie do Witalija, który sprawiał wrażenie jakby zbyt szybko nie chciał tej walki kończyć, pomimo że by po prostu mógł. W drugiej rundzie po jednym z potężnych ciosów idol wrocławskich kibiców zachwiał się na nogach, ale chyba tylko siłą woli udało mu się na nich utrzymać i nie upaść. Sytuacja ta nie umknęła jednak włoskiemu sędziemu, który zmuszony był do liczenia Polaka. Kolejne rundy to albo zabawa w kotka i myszkę i ganianie się po ringu to w jedną to w drugą stronę albo też zabawa w chodzonego i unikanie jakiegokolwiek kontaktu przez obu bokserów.  Nie wiem co było gorsze. Poza tym nie trzeba było być wielkim ekspertem, aby zobaczyć przewagę Ukraińca, ponieważ przebywające w lokalu w tym samym czasie kobiety także to widziały i głośno komentowały. Widziało to także około 40 tysięcy widzów na trybunach i niestety przez to tylko czasami udawało im się gromadnie poderwać i wykrztusić z siebie jakiś doping dla polskiego idola. A tymczasem Tomasz Adamek robił wszystko, aby tylko przetrwać. Udawało mu się to do 10 rundy, w której włoski arbiter zarządził techniczny nokaut oczywiście na korzyść Ukraińca.

Wśród moich „współoglądaczy” nie było widać jakiegoś wielkiego zmartwienia tym faktem, ponieważ najprawdopodobniej większość zdawała sobie sprawę z przewagi, jaką uzyskał w tej walce Kliczko. Nawet gdyby sędzia nie przerwał walki, to zapewne albo w końcu jakiś atomowy cios doszedłby dokładnie twarzy Adamka albo przegrałby on na punkty. Nie zmienia to i tak efektu końcowego, czyli tego, że pas mistrza świata w dalszym ciągu pozostaje w tych samych rękach. A z czym zostaje Polak? Jak dla mnie z poczuciem tego, że podjął wyzwanie i próbował. Gdyby tego nie zrobił, to mógłby mieć on uzasadnione pretensje do samego siebie, że unikał takiego wyzwania. A teraz przynajmniej ma chyba swego rodzaju pewność, że Kliczko to zupełnie inna liga. Liga być może już dla niego nigdy nieosiągalna. 

niedziela, 11 września 2011, torontos
Share |

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: koles, *.dynamic.chello.pl
2011/09/11 11:11:53
Dolar zarobil dolary! :)
-
gladysh1
2011/09/11 16:52:19
Byłem na walce i musze przyznać, że emocje były niesamowite. Najfajniejsze w tym wszystkim było jednak to, że mimo porażki wszyscy dookoła mieli uśmiechnięte buzie. Wracając autobusem nie słychać było pretensji czy wielkich żalów. Wszyscy byli dumni, że nasz chłopak walczył, ale najbardziej z tego jaka otoczka temu towarzyszyła. We Wrocku poczuliśmy Europę i na twarzach kibiców malowała się duma, że u nas także potrafimy zrobić widowisko na światowym poziomie. Zbliżamy się wielkimi krokami do Europy czy ktoś tego chce czy nie. Oczywiście można narzekać na niedoróbki na stadionie, ale nie warto. cieszmy się bo mamy z czego.
-
2013/07/30 11:15:48
Kliczko jest z innej planety - szybkość, siła - przewiduje ruchy jakby widział 3 sekundy w przód...zdominował swoją klasę wagową. A Adamek to Polak - twardy, nieustępliwy próbujący, choć w walce przyjął tyle uderzeń, że pewnie po niej udali się na rezonans magnetyczny kregoslupa i serię innych badań, tak go Witalij obijał. No cóż, Kliczko jest po prostu lepszy, choć Adamek to i tak klasa światowa.