| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          




Kategorie: Wszystkie | Basket | Futbol | Inne | Live! | Multimedia | Torrenty | Zbiornik
RSS
poniedziałek, 05 września 2011

Czasami jest tak, że kompletnie nie mam pomysłu jaki mecz wam zaprezentować i udostępnić w kolejnej notce z torrentem. Bywa też jednak i tak, że rozwiązanie tego problemu przychodzi po prostu samo. Czasem też samo życie mi podpowiada co może wam się spodobać. Zobaczymy jak będzie dziś.

Jako, że od kilku dni większość ludzi interesujących się generalnie basketem skupia swoją uwagę na litewskim EuroBaskecie, to wybór meczu był z mojej strony trochę zawężony. Poza tym NBA sama solidnie sobie pracuje na to aby się nią w tej chwili nie zajmować, bo jej największe dobro i tak w tej chwili gra za naszą wschodnia granicą. A więc jeśli europejska, często niedoceniana, koszykówka to na pewno jakiś mecz o stawkę. A z drugiej strony dlaczego by się ograniczać i tylko jeden mecz, a nie więcej? I tak oto tym tropem doszedłem do wniosku, że zanim koszykarze na litewskich parkietach rozstrzygną między sobą kto jest najlepszy, to warto by przypomnieć sobie jak to wyglądało w poprzednich latach.

Dlatego też zapraszam dziś do ściągnięcia i obejrzenia aż 6 ostatnich finałów Mistrzostw Europy! Wśród tych spotkań niemal wszystkie są godne uwagi i obejrzenia. W wielu z nich występują gracze, którzy kiedyś cieszyli kibiców swoją grą zarówno na starym  kontynencie jak i w NBA, a dziś już czynnie nie uprawiają tego sportu. Co ciekawe w aż 4 z 6 finałowych meczów grają koszykarze Hiszpanii. Jak widać szkolenie młodzieży i rozsądne zarządzanie ligą w latach 90-tych potrafiło przynieść kapitalne skutki dla tego kraju. Efekty tej pracy Hiszpanie zbierają do dziś kiedy są niemal murowanym kandydatem do kolejnego triumfu. My zaś póki co musimy się cieszyć z pojedynczych wygranych spotkań takich jak te wczorajsze z Turcją i liczyć, że kiedyś będzie nam dane widzieć nasz zespół w takim finale.

Tymczasem jednak zapraszam do zapoznania się z historią koszykówki, która wcale nie jest dużo gorsza niż ta zza oceanu.



 

 

DOWNLOAD

niedziela, 04 września 2011

Gdyby ktoś zadał kibicom polskiego basketu pytanie, jaki zespół w ostatnim czasie sprawia najwięcej kłopotów, to odpowiedź byłaby chyba jednoznaczna. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że Asseco Prokom Gdynia i zarząd Polskiej Ligi Koszykówki w ostatnim czasie narobiły wokół i tak słabej dyscypliny w naszym kraju jeszcze więcej smrodu. 


A o co znowu się rozchodzi? O to samo co zwykle, to znaczy od dokładnie dwóch lat. O udział polskiego zespołu w podobno „prestiżowej” lidze VTB. Jednak z tą ligą jest taki problem, że po pierwsze, tego rzekomego prestiżu nikt jeszcze na oczy nie widział, a przede wszystkim przez te rozgrywki cierpi cały polski basket. Bo inaczej nie można nazwać tego, że z powodu jakichś komercyjnych rozgrywek nie zobaczymy mistrza Polski w pierwszej fazie sezonu. Decyzja o wykluczeniu Asseco z pierwszej części regularnego grania wywołała burzę. Jak na razie w dużej części tylko w różnego rodzaju mediach, ale także są już pierwsze oznaki, że także i w środowisku są tacy, którzy będą starać się podobno walczyć, aby ta uchwała jeszcze została zmieniona.

Na pierwszy oficjalny sprzeciw odnośnie takiemu obrotowi sprawy zdecydował się Pan Kazimierz Wierzbicki, prezes sąsiada z Trójmiasta, czyli Trefla Sopot. Jego list otwarty pojawił się na oficjalnej stronie klubowej, ale w błyskawicznym tempie rozprzestrzenił się po otchłani polskiego internetu, a także blogosfery. Swoje zdanie na ten temat zdążyło już  do tej pory wypowiedzieć już praktycznie większość znanych i cenionych dziennikarzy czy blogerów. Jeśli ktoś chciałby się z tymi opiniami zapoznać, to zapraszam do odwiedzenia tych miejsc:

Piotr Szeleszczuk - "Dwa miliony judaszowych srebrników"

Szczepan Radzki - "Dla prezesów szampan i kwiaty"

Marcin Korpolewski - "Bolesna rzeczywistość..."

Andrzej Person - "Źle się bawicie, panowie!"

Patryk Kurkowski - "Wróciła Polska Liga Komedii"

Grzegorz Magiera - "Dział propagandy na 6+"

Michał Świderski - "Gdynia poza Polską (Ligą Koszykówki)"

Lista jest zapożyczona od Łukasza Ceglińskiego z jego wpisu na blogu.

A co ja na ten temat sądzę? Przede wszystkim 3 rzeczy. Pierwsza z nich to fakt, że w tamtym roku gdy zaistniał przez sezonem podobny temat, byłem zwolennikiem rozwiązania, żeby Asseco rzeczywiście zwolnić z gry dla „dobra polskiej koszykówki”. Wtedy jednak zarówno ja jak i większość ludzi myślała i działała w dużej mierze po omacku. Nikt tak naprawdę nie wiedział, z czym się wiąże występ Asseco w lidze VTB i jakie z tego mogą być korzyści bądź wynikające straty. Po roku doświadczeń, w większości dość mało pozytywnych, jestem tak jak większość orędownikiem tezy, że mistrz Polski MUSI występować w lidze od początku rozgrywek. Nie ma innego wyjścia, jeśli chcemy mówić o jakimkolwiek, choćby szczątkowym, budowaniu marki tego sportu w Polsce.

Druga sprawa to fakt, że ta decyzja to kolejny strzał w stopę (ile to już ich było?) zarządu „nowego PZKOSZ”. Jak się okazało nowe nie zawsze jest lepsze, a zdarza się też, że i w niektórych aspektach gorsze. W ostatnich dniach miałem okazję być w kinie na filmie pod tytułem „Szefowie wrogowie”. Produkcja jak na komedię naprawdę bardzo fajna, ale co ważniejsze, można w niej odnieść idealne odniesienie do naszej rodzimej sytuacji w polskim baskecie, jaką mamy okazję teraz obserwować. Jeśli ktoś ma ochotę, to niech zobaczy ten film, a przekona się o czym mówię i czy mam rację.

Trzeci zaś aspekt jaki chciałbym dziś wypunktować to rozwiązanie, jakie zasugerował mi znajomy, a dla mnie wydaje się, że byłoby naprawdę całkiem niezłe w tym całym zamieszaniu. O czym mowa? Mianowicie o tym, że Asseco mogłoby być zwolnione z występu w pierwszej fazie rozgrywek, ale po powrocie do ligi zostałoby przypisane do grupy zespołów z miejsc 7-16. W przypadku takiego rozwiązania zespoły z niższych miejsc w tabeli miałyby okazję do zmierzenia się z potentatem w sezonie regularnym. Poza tym Asseco, skoro byłoby takie silne, mogłoby to udowodnić i awansować do Playoffs z 7 miejsca, a następnie udowodnić wszystkim, że nie robi to dla nich większego znaczenia. Jednak żeby podjąć taką decyzję, trzeba mieć dwie rzeczy - rozum i jaja. Dwie rzeczy, których w PZKoszu i PLK w ostatnim czasie chyba bardzo brakuje.

piątek, 02 września 2011

Tak się niestety złożyło, że trwające właśnie Mistrzostwa Europy koszykarzy na Litwie dane jest mi jak na razie oglądać tylko w telewizji. Jednak pomimo tego, że nie mam możliwości bycia w Poniewieżu nie oznacza jednak, że nie wiem kompletnie co się tam dzieje. Muszę przyznać, że jest wręcz przeciwnie.


Kilku moim znajomym, którzy są dziennikarzami, udało się dotrzeć do „ziemi obiecanej”, jaką jest dla każdego fana basketu w Europie Litwa. Niektórzy z nich są w tym kraju po raz pierwszy, dlatego też ich zdanie ciekawi mnie jeszcze bardziej niż na przykład kogoś, kto bywa tam regularnie. Dziś więc oddaję głos na łamach mojego bloga dla mieszkającego w Krakowie Adama Popka, który jest na tej imprezie wysłannikiem portalu Koszykowka.net. Zapraszam do przeczytania jego odczuć na temat samej Litwy, tego turnieju, a także gry naszej kadry w pierwszym spotkaniu przeciwko Hiszpanom.

„Jeśli chodzi o Litwę, to owszem, właściwie zaraz po przekroczeniu granicy spotkało mnie miłe zaskoczenie. Oprócz SMS-ów o stawce połączeń do Polski dostałem adres internetowy z mapami miast gospodarzy EB 2011, a także życzenia miłego pobytu. Jadąc kolejne kilometry, przekonałem się, że nie ma stacji benzynowej, na której nie byłoby piłki do kosza bądź barw narodowych związanych z Mistrzostwami. Korzystając z toalety, w głośnikach słyszę radiowy głos mówiący po rosyjsku… o tym, że za kilka chwil czekają nas już pierwsze mecze. Oczywiście w tym wszystkim trzeba zachować pewne proporcje, ze względu na to, że Litwini są małym krajem. Jednak prawdą jest, że oni tym tu po prostu żyją. Ja ze względu na to, że akredytację otrzymałem 3 tygodnie temu (!), miałem ograniczone manewry z zamieszkaniem (bardzo mała baza noclegowa) i jedyny nocleg, jaki znalazłem po sensownej cenie jest w Kownie. Tak więc do Poniewieża mam codziennie do przebycia jakieś 100 kilometrów. Jestem jednak samochodem, a tutejsze drogi, choć przypominają nasze, to są o wiele mniej uczęszczane i trasa Kowno-Poniewież zajmuje mi 50 minut, więc nie jest to jakoś bardzo uciążliwe.

Wczoraj, gdy wróciłem do Kowna po meczu Polaków, rozpoczynał się akurat mecz Litwy. W centrum Kowna ustawiono duży telebim, pod którym zgromadziło się dobre kilka, jak nie kilkanaście tysięcy Litwinów. Jasna sprawa, przyłączyłem się do nich i razem oglądaliśmy mecz. Piękne było to, jak można się emocjonować basketem w takim tłumie. Niestety u nas taki widok to jeszcze tylko Science Fiction. Ci natomiast, którym nie chciało się stać pod telebimem, oglądali mecz w knajpach. Gdy mecz się skończył, z bardzo głośnego Kowna zrobiła się spokojna mieścina. Żal mi ich tylko ze względu na to, że ich reprezentacja musi rozgrywać te mecze w tym Poniewieżu. Miasto, co tu dużo mówić, nie najbardziej rozwinięte, a hala raptem 5000. Bilety na mecze Litwinów sprzedane zostały w… marcu. Jeśli chcesz kupić bilety, to owszem możesz, ale stoisz w 2-godzinnej kolejce, bo otwarte są maksymalnie dwie kasy.

Co ciekawe, właśnie za organizację należy się Litwinom duży minus. Po angielsku bardzo trudno jest porozumieć się z kimkolwiek. Generalnie to jest łamany „rasijski i polszy”. My pod tym względem, mimo narzekań, wypadliśmy o wiele lepiej. W hali w Poniewieżu ubikacje są na zewnątrz, brak oznakowań dojazdu do hali, mimo, że co chwilę natrafiasz na jakiś billboard o koszykówce. Na samej hali jest ok, przynajmniej na pozostałych meczach nie ma uczucia pustki jak u nas na kobietach, a na wczorajszym meczu było około 100 Polaków i ciągnęli doping na 3 młyny.

Ważny w tym wszystkim jest też ten cały konflikt między Litwinami a Polakami. Rozmawiałem wczoraj o tym z pewnym Litwinem i dokładnie mi wszystko wyjaśnił. Mianowicie Litwini uważają, że my chcemy wręcz po raz kolejny zająć Wilno i sobie to przywłaszczyć. Buntują się przeciw temu, że kraj ma 3 mln ludzi, a 10% to Polacy, a kolejne 25% polskiego pochodzenia. Ja to odbieram jako taki kompleks małego państwa. Co ciekawe jednak, bardziej niechętni są wobec Polaków jako mniejszości narodowej niż wobec tych, którzy mieszkają w Polsce. Nas traktują właściwie jako obcokrajowców. Nie bez echa są też wyczyny kiboli Legii, które do dziś się tu wspomina. No cóż, tym akurat nie ma się co chwalić… Mimo to, nie odczuwam jakiś negatywnych zachowań z ich strony w stosunku do mnie.

Wczoraj mecz Polaków był po prostu niesamowity. To jak walczyli było piękne. Po meczu rozmawialiśmy sobie z koszykarzami i podoba mi się to, że tworzą zespól. Nie potrzebują gwiazd, tylko są razem. Tak po prostu. Każdy jest równy. To moim zdaniem taka sama zasługa podejścia samych graczy jak i Pipana. Zobaczymy, jak w kolejnych dniach to będzie się rozwijać i na ile nas stać.”

Czytając te zaledwie kilka ale jakże treściwych zdań, naprawdę mogę sobie znacznie lepiej wyobrazić, jak to wszystko wygląda tam na miejscu. Nie zostawiam też jeszcze swojego planu, który obejmuje pomysł odwiedzenia Litwy podczas tego EuroBasketu. Dzięki temu opisowi wiem już częściowo, czego mogę się tam na miejscu spodziewać. A może ktoś z czytających był już w ostatnich dniach w Poniewieżu lub też w innym mieście, w którym toczy się impreza? Jeśli tak, to niech podzieli się swoją historią i odczuciami. Myślę, że nie tylko ja przeczytam je z zaciekawieniem.

Jak już też wiadomo w drugim meczu Polacy także nie podołali równie silnemu rywalowi co dzień wcześniej Hiszpanie. Jeśli ktoś ma ochotę poczytać opis tego meczu wraz z opiniami, to zapraszam TUTAJ.

czwartek, 01 września 2011

Przed inauguracją EuroBasketu na Litwie nikt po kadrze naszego kraju nie spodziewał się wiele. Zespół prowadzony przez Alesa Pipana miał postawiony tylko jeden cel - nie przynieść wstydu, przede wszystkim sobie. Mecz z potężną Hiszpanią pokazał jednak, że Polacy są czasami w stanie powalczyć nawet z tymi największymi.

Niestety tak się złożyło, że wczorajszego meczu Polski z graczami z Półwyspu Iberyjskiego nie mogłem zobaczyć w całości. Widziałem tylko urywki z pierwszej połowy, w której dominacja przeciwników nad naszym zespołem nie podlegała żadnej dyskusji. Kiedy przestawałem oglądać mecz, Hiszpanie prowadzili już różnicą 17 punktów i wydawało się, że jest już „po ptakach”. Jednak dość spore było moje zdziwienie, kiedy po powrocie do domu zobaczyłem, że mecz zakończył się zaledwie 5-punktową porażką Polski. Wtedy zacząłem przeglądać różne serwisy internetowe czy blogi, które zdążyły już ten mecz „przerobić” na wiele różnych sposobów. Już same opinie przeczytane na szybko na Twitterze utwierdziły mnie w tym, że po tym meczu nasza kadra nie ma się czego wstydzić. Pokazuje to choćby krótki skrót z tego spotkania udostępniony przez FIBA.

Jeśli ktoś nie widział, a chciałby zobaczyć cały mecz to tu jest 1 połowa, a tu jest 2 połowa.

Polakom za ten mecz na pewno należą się brawa. Brawa za walkę, za wytrzymanie presji czy też za to, że nie poddali się wszechobecnej opinii mówiącej o tym, że ten mecz może skończyć się prawdziwym blamażem. Jak widać potwierdziła się opinia, że Hiszpański zespół ma tendencję powolnego wchodzenia w wielkie turnieje. Zaczyna on się koncentrować dopiero wtedy, kiedy wymaga tego sytuacja i czasami to wystarcza, a czasami nie. Na polski zespół niestety wystarczyło. Ojcem zwycięstwa był niezawodny Pau Gasol, który w całym spotkaniu uzyskał 29 punktów, a w samej czwartej kwarcie aż 12. Niestety nasza drużyna pod nieobecność Marcina Gortata i Macieja Lampe nie ma takiej siły pod koszem, aby móc rywalizować z taką potęgą. Na szczęście całkiem dobrze rozgrywali tacy gracze jak Łukasz Koszarek czy Thomas Kelati. Ten pierwszy był najskuteczniejszym zawodnikiem Polski z dorobkiem 19 oczek. Kelati, którego obecność mocno zaskoczyła samego Pau Gasola, ponieważ znał on go z treningów Los Angeles Lakers, dorzucił jeszcze 18 oczek. 

Jakie więc są prognozy na dzisiejsze spotkanie z gospodarzami, czyli Litwinami? Niestety ale trochę podobne jak te, które były przed meczem z Hiszpanią. Tym bardziej, że przyczyniła się do tego w pewnym stopniu reprezentacja… Wielkiej Brytanii. To właśnie Brytyjczycy, z Luolem Dengiem na czele, wczoraj przez bardzo długi okres dotrzymywali kroku gospodarzom. Co więcej, nawet jeszcze w czwartej kwarcie udawało im się nieznacznie prowadzić. Litwini zachowali jednak zimną krew i dzięki przede wszystkim rzutom z dystansu nie dali sobie zepsuć inauguracji EuroBasketu. Jednak ten mecz pokazał im, że musza być oni skupieni w każdym meczu i w meczu z Polską na pewno nie możemy liczyć, że nasi wschodni sąsiedzi nam w jakikolwiek sposób odpuszczą. Tym bardziej, że na pewno mają oni w pamięci mecz z przed dwóch lat w Polsce, kiedy we Wrocławiu Polska odniosła wielkie zwycięstwo, nie dając szans swoim znacznie bardziej utytułowanym rywalom.

A co jeszcze ciekawego wydarzyło się pierwszego dnia? Na pewno dwa mecze spośród całej masy wysuwają się na czoło. Pierwszy to jak dla mnie trochę niespodziewana wygrana Serbii z Włochami, czyli zespołem, którego gra opiera się na trzech zawodnikach z NBA. Drugim spotkaniem jest zdecydowana wygrana Niemców nad Izraelem różnicą aż 27 punktów. Jednak nie samo zwycięstwo jest tutaj ważne, a styl jaki zaprezentowali podobno Niemcy. Piszę podobno, bo niestety też tego meczu nie widziałem. Jak wszyscy kibice zmuszony byłem wybierać, czy oglądam w tym samym czasie spotkanie gospodarzy turnieju czy też może właśnie Niemców, a może dwa na raz. Ja wybrałem wczoraj tylko Litwę i w sumie nie żałuję. Jeśli Niemcy grają naprawdę tak dobrze, to jeszcze będzie okazja ich zobaczyć w późniejszej fazie. Zresztą taki jest urok każdego EuroBasketu. Pierwsza faza grupowa to prawdziwa sztuka oglądania i lawirowania pomiędzy poszczególnymi meczami często rozgrywanymi w tym samym momencie. Nie lubię tego, ale tak naprawdę innego wyjścia nie ma.

Jeśli ktoś ma jeszcze niedobór wiadomości i opinii z litewskich boisk to zapraszam na łamy bloga Czwarta-Kwarta.com, gdzie wraz z chłopakami postaramy się przez najbliższe dni zaspokoić wasz głód.

środa, 31 sierpnia 2011

Już za kilka godzin reprezentacje 24 europejskich krajów zmierzą się ze sobą w celu rozpoczęcia największej koszykarskiej imprezy w historii starego kontynentu. EuroBasket 2011 na Litwie zapowiada się z wielu względów pasjonująco. Choćby dlatego, że rozgrywany jest on w kraju, który jest po prostu zakochany w koszykówce.


Nic w tym jednak dziwnego jeśli weźmie się pod uwagę fakt jak bogatą historię ma ta dyscyplina sportu w tym kraju. Zresztą jeśli ktoś ma ochotę poznać ją w trochę większym wymiarze, to niech obejrzy ten poniższy dokument, który w bardzo zwięzłej i przystępnej formie to pokazuje. 10-minutowy film jest okraszony angielskim komentarzem co pozwala w pełni zrozumieć jego założenia.

Niestety jest prawie pewne, że na tych mistrzostwach reprezentacja Polski nie będzie odgrywać znaczącej roli. Zbyt wiele problemów i kłopotów trapi ten zespół aby mógł on odegrać jakąś poważniejszą rolę w tym przedstawieniu. Tym bardziej, że duża część naszego składu będzie kompletnymi debiutantami nie tylko na tak dużej imprezie ale też i w ogóle w reprezentacji Polski. Czy można jednak znaleźć jakieś pozytywy, które mogły by tchnąć jakąś nadzieję? Może tylko to, że jak donoszą osoby przebywające już na Litwie, w kadrze panuje bardzo dobra atmosfera i to być może ona okaże się kluczem do jakichś małych sukcesików. Sukcesików o które będzie bardzo trudno z takimi zespołami jak Hiszpania, Litwa czy też Turcja.

Pomimo, że w większości części Europy ta impreza powoduje szybsze bicie serca i ogóle podniecenie to w Polsce kompletnie tego nie czuć. O podejściu Polaków, a przede wszystkim polskich mediów do tego tematu nich świadczy fakt, że na Litwę zostało jak do tej pory wysłanych zaledwie 4(!) dziennikarzy. Prawdziwy szał. Ja niestety nie znalazłem się w tym doborowym gronie dlatego tym bardziej zachęcam do śledzenia na przykład blogów Jakuba Wojczyńskiego oraz Marcina Rutkowskiego, którzy dzielą się swoimi spostrzeżeniami i opiniami prosto z litewskiego Poniewieża.

Już dziś Polacy rozpoczną swoje zmagania od meczu z przeciwnikiem z najwyższej możliwej półki czyli Hiszpanią. Gracze z Półwyspu Iberyjskiego są niemal murowanym kandydatem do zwycięstwa w tej imprezie i tak naprawdę tylko garstka innych ekip może się im przeciwstawić. Iskierką nadziei na pewno jest fakt, że Hiszpanie mają to do siebie, że w wiele turniejów wchodzą bardzo wolno i rozkręcają się z meczu na mecz. I to właśnie tu musza chyba upatrywać swojej szansy polscy zawodnicy. Czy będą to w jakimś stopniu realne nadzieje będzie się można przekonać już dziś o godzinie 14:15. Transmisje ze wszystkich spotkań Polaków będą do obejrzenia na TVP Sport oraz TVP2.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 94