Ostatnie wpisy
Zakładki:
Inne
Koszykarskie
Piłkarskie
Tam gdzie piszę
Zdjęcia
Tagi
|
Wpisy z tagiem: PZPN
niedziela, 07 sierpnia 2011
Takie tytułowe pytanie mogą sobie zadawać po dzisiejszym meczu Jagiellonii jej kibice. I nie chodzi w tym przypadku o wydarzenia boiskowe bo tam na szczęście wygrał sport i sama Jagiellonia. A kto więc wygrał na trybunach stadionu przy ulicy Słonecznej? Na pewno nie inteligencja i zdrowy rozsądek. Mecz Jagiellonii Białystok z Lechią Gdańsk miał być pierwszym spotkaniem od dłuższego czasu kiedy na stadion w Białymstoku wrócą w pełnym wymiarze najbardziej zagorzali kibice. Po tygodniach protestów skierowanych przeciwko rządowi i nie tylko, tego popołudnia miał się liczyć mecz i sportowa rywalizacja na zielonej murawie. Kibice zaś mieli z całych sił wspierać swój zespół w ciężkim starciu z Gdańszczanami. Niestety nie było to jednak możliwe ponieważ po raz kolejny polska policja postanowiła się wykazać. Pytanie tylko czym? Odwagą, bohaterstwem czy może inteligencją? Raczej nie, a już szybciej brakiem jakiegokolwiek rozsądku, zdrowego myślenia i totalnym brakiem wyobraźni. Już w trakcie meczu docierały do mnie sygnały o zaistniałej sytuacji. Jako, że jednak nie było mnie w samym centrum wydarzeń czekałem na jakieś relacje naocznych świadków. Nie musiałem zbyt długo czekać ponieważ niedługo po tym spotkaniu sami zainteresowani, a dokładniej kibice w postaci oficjalnego stowarzyszenia „Dzieci Białegostoku” wydali w tej sprawie oświadczenie. Oto jego treść: Jesteśmy zszokowani dzisiejszymi wydarzeniami na trybunie Łuk. Przede wszystkim prosimy nie wierzyć w nieprawdziwy przekaz niektórych mediów, które mogą informować o kolejnych wybrykach kiboli, bohaterskiej akcji policji lub o tym, że fani Jagiellonii opuścili trybuny z powodu niezadowalającej gry zawodników. Mecz z Lechią miał być wyjątkowym, pierwszym u siebie w nowym sezonie i jednocześnie powrotem kibiców przyjezdnych na sektor gości. Jak każdy fan Jagiellonii wie, nie darzymy się wzajemną sympatią z kibicami z Gdańska, co dodatkowo budzi emocje. Mimo to żaden z okrzyków w stronę przyjezdnych nie został zaintonowany przez naszego Gniazdowego prowadzącego doping. Tymczasem około 20 minuty meczu niespodziewanie na sektor Łuk, w stronę „gniazda” ruszyła policja. Jak się później okazało nie miała na to zgody organizatora meczu (czyli naszego klubu), którego nie poinformowała w żadnych działaniach w kierunku kibiców. Policjant skandalicznie przedarł się przez kibiców i wtargnął na gniazdo, gdzie stał fan Jagiellonii prowadzący doping. Kibice nie mogli zgodzić się na aresztowanie osoby, która nie popełniła żadnego wykroczenia i nie złamała ani jednego punktu regulaminu stadionowego! Pojawiły się okrzyki, otoczono również gniazdo w celu uniemożliwienia zatrzymania naszego brata. Tymczasem niczym za komuny policja zaczęła kibiców rozpychać, bić i gazować. Aresztowano jednego z fanów, który stanął w obronie prowadzącego doping. Doszły do nas słuchy, że policja poprzez wtargnięcie na sektor i gniazdo chciała wylegitymować kibica! To jest zupełny skandal wobec osoby, która wchodząc na stadion nie jest pod żadnym pozorem anonimowa, nie jest przestępcą, nie łamie prawa i zasad imprezy masowej. Nie ma słów, aby opisać nonsens i chore przesłanki działania policji, która nie mając podstaw do podjęcia tak drastycznych kroków, podczas trwania meczu wtargnęła na sektor. Po zatrzymaniach pod Urzędem Wojewódzkim myśleliśmy, że opinia publiczna dała do myślenia przywódcom funkcjonariuszy, szeroko krytykując ich zamachy na dobro spokojnych i pokojowych kibiców. Jak się okazało policja ustanawia nowe, własne prawo i kierując się nim podejmuje absurdalne kroki. Jeszcze wczoraj rozmawialiśmy z głównymi komendantami apelując o spokojne zachowanie i zmniejszenie odstraszającej ilości policji na stadionie i przed nim. Nie ma drugiego miasta, nie ma drugiego stadionu w Polsce, gdzie dzieją się takie rzeczy jak w Białymstoku przy ulicy Słonecznej. Prowadzący doping ani razu nie użył wulgaryzmów i nie intonował piosenek obrażających kibiców gości. Służby porządkowe nie miały zatem podstaw, by zareagować. Okrzyki były intonowane i wykrzykiwane przez kilka tysięcy kibiców Jagiellonii. Policja nie tylko nie miała podstaw, by podjąć działania w stosunku do „gniazdowego”, ale również nie skonsultowała z organizatorem imprezy masowej swoich działań. Jest to skandal i nie ma słów, które mogłyby wyrazić nasze oburzenie i krytykę wobec atakowania spokojnych kibiców i zakłócania meczu. Mamy nadzieję, że odpowiednie osoby wyjaśnią i dojdzie do zmian w policji, która coraz bardziej przeciwdziała kibicom i ich bezpieczeństwu. Do tego i my będziemy dążyć. Po karygodnej akcji policji, kibice z Łuku opuścili stadion. Dziękujemy za solidarne zachowanie! Nie możemy godzić się na bezpodstawne zamachy na kibiców. Do czego to prowadzi? Najszybciej do pustych trybun, a tego ani klub, ani my nie chcemy. Na to wygląda, że stojąca ponad prawem policja tego pragnie i usilnie do tego dąży. Będziemy się stanowczo sprzeciwiać takim działaniom. Prosimy i kibiców, i media, aby najpierw zapoznały się z prawdziwym przebiegiem wydarzeń, a później wyciągali odpowiednie wnioski. Stowarzyszenie Kibiców Jagiellonii Białystok "Dzieci Białegostoku” Nieprawdopodobne, prawda? A jednak. Osoba postronna mogła by się jednak jeszcze upierać, że wydarzenia na stadionie mogły by mieć inny przebieg, a sami kibice starają się je zatuszować poprzez tego typu oświadczenia. Dla osób tak myślących polecam obejrzeć jednak poniższy film, który obrazuje zaistniałą sytuację z samego centrum wydarzeń. Po zobaczeniu czegoś takiego brakuje czasami słów aby to w jakikolwiek sposób komentować. Oczywiście generalnie rzecz biorąc zarówno kibice Jagi czy jakiegokolwiek innego klubu jak i sama policja święta nie jest i każda ze stron ma coś za uszami czym niechętnie się chwali. Jednak różnica pomiędzy tymi dwoma środowiskami jest taka, że jedni robią to „nielegalnie” zaś druga działa teoretycznie w imię litery prawa i za przyzwoleniem władzy. Jak widać jednak czasem nadmiar władzy niektórym może szkodzić i doprowadzać do takich sytuacji jaka dziś można było zobaczyć w Białymstoku. Każde tego typu zachowanie organów władzy państwowej jest po prostu żenujące i przynoszące więcej szkody niż pożytku dla WSZYSTKICH. Niestety osoby mogące ten fakt zmienić tego nie rozumieją i chyba jeszcze długo tego nie pojmą. P.S. Zapraszam do zapoznania się jeszcze z dwoma innymi tekstami umieszczonymi w internecie po publikacji mojej notki, a mające z nią dużo wspólnego. Owe teksty znajdziecie TUTAJ oraz TUTAJ.
środa, 13 lipca 2011
Gdzie dopłynie tym razem? Tego nie wie nikt. Tak samo zresztą jak nikt już raczej nie wie, które to już podejście robi krakowski klub do elitarnych i ciągle niedostępnych rozgrywek Ligi Mistrzów. W tym roku mija dokładnie 14 lat od ostatniego awansu Widzewa Łódź do fazy grupowej tego pucharu. Czy Wisła w końcu przełamie niemoc? Po pierwszym meczu przeciwko Skonto Ryga mam duże wątpliwości. Przed kilkunastoma minutami piłkarze Białej Gwiazdy zakończyli pierwsze spotkanie przeciwko swojemu łotewskiemu rywalowi. Wygrali je wprawdzie 1:0 ale styl w jakim to zrobili pozostawia dużo do życzenia, pisząc bardzo łagodnie. Co więcej Wisła ten mecz wygrała w dużej mierze dlatego, ponieważ ich rywale wcale nie chcieli wygrać. A przynajmniej przez bardzo długi okres tego spotkania na to wyglądało. Skonto jako gospodarz meczu powinno przynajmniej teoretycznie atakować i dążyć do uzyskania jak najlepszego rezultatu przed rewanżem na wyjeździe. To jednak tylko teoria, która nie miała prawie żadnego przełożenia w praktyce. Zanim jednak na dobre rozkręcił się mecz widzowie, którzy byli skazani na relację w telewizji zmuszeni byli do oglądania flag na kijach, którymi kibice Wisły wymachiwali dziarsko przed kamerami. Jestem ciekawy czyja to była wina, że doszło do takiego jakby nie patrzeć incydentu. Czy telewizji która postawiła swoje kamery nie z tej co trzeba strony czy też może organizatorów, którzy posadzili liczną ekipę w Krakowa w złym miejscu. Tak czy siak długimi chwilami widzowie Polsatu Sport mogli oglądać takie obrazki.
Kiedy już jednak sytuacja się unormowała i widzowie mogli zobaczyć poczynania piłkarzy na murawie, nagle zaczęli tęsknić za tymi flagami. Z boiska wiało nudą i przypominało to pod względem sportowym jakiś sparing na Cyprze na początku okresów przygotowawczych kiedy piłkarze są jeszcze myślami na swoich „zasłużonych” wakacjach. Gdyby nie doping kibiców śmiało by można obstawiać, że jest to mecz towarzyski bliżej nieznanych zespołów. Wisła pomimo, że optycznie wyglądała lepiej to jednak nie potrafiła tej swojej wyższości udokumentować w żaden sensowny sposób. Akcje nie zazębiały się i nie stwarzały żadnego zagrożenia pod bramką rywali. Ciężko jednak takie zagrożenie stworzyć atakując jednym lub maksymalnie dwoma zawodnikami.
Na szczęście piłkarze Skonto Ryga, a dokładnie niejaki Rode tak chciał zaciekle bronic swojej bramki w tym meczu, że po jednym z jego wślizgów nieudanie kopnięta piłka wzdłuż bramki znalazła drogę między słupki i zatrzepotała w siatce. Ufff, można było odetchnąć. Negatywnym „graczem meczu” tego wieczora był Patryk Małecki. Po zmianie „imidżu” czyli obcięciu się na łyso oraz chyba przybraniu kilku kilogramów, występując w tym spotkaniu w białej koszulce przypominał on prawie Ronaldo z czasów gry w Realu Madryt. Prawie jednak robi różnicę. Małecki w tym spotkaniu nie istniał. Jego każde dojście do piłki kończyło się albo stratą albo innym nieudanym zagraniem, którym często krzyżował plany swoim kolegom z zespołu. Kolegom, którzy wcale nie byli od niego lepsi. W końcówce tego spotkania mogli być też za to ukarania ponieważ Skonto w końcu się zorientowało, że nie stoi przed nimi żadna piłkarska potęga, a jedynie zespół który aspiruje do roli europejskiego średniaka. Tym razem Wiślakom udało się wywinąć z opresji ale jeśli takie błędy i rozkojarzenie zdarzy się w rewanżu w Krakowie to wcale się nie zdziwię jeśli zobaczymy większy blamaż tego lata niż porażka Jagielloni. W czwartek też swój pierwszy mecz rozegra Śląsk Wrocław, który po uzyskaniu przepustki do Europy poczynił kilka ciekawych ruchów transferowych. Pomimo że wrocławianie wystąpią przed własną publicznością, to lata doświadczeń nauczyły mnie już, żeby hamować swój optymizm przed takimi spotkaniami. I to bez względu na to kto jest przeciwnikiem.
czwartek, 26 maja 2011
Było tak blisko. Jagiellonia Białystok przed 29 kolejką spotkań zajmowała 2 miejsce w tabeli i miała przed sobą mecz z ostatnią w tabeli Cracovią Kraków. Wystarczyło tylko ten mecz wygrać aby zapewnić sobie awans do europejskich pucharów i spokojną ostatnią kolejkę. Jednak to zadanie przerosło wczoraj białostoczan. Po przegranej 0:3 w Krakowie oprócz samego stylu porażki przerażające jest co innego. Mianowicie wypowiedź pomeczowa opiekuna Jagi czyli Michała Probierza: - Trzeba od pierwszej minuty walczyć. My dopiero po stracie bramki podjęliśmy rękawicę i staraliśmy się narzucić grę. Popełniliśmy bardzo dużo błędów. Nie potrafiliśmy utrzymać się przy piłce. To nasz wielki problem. Po stracie bramki wiedzieliśmy, że będzie bardzo trudno, bo ten sezon pokazał, że tracąc pierwsi bramkę, nie potrafimy się podnieść, z trudnych sytuacji się wydostać. Tego bardzo żałuję, że przez cały sezon tak walczymy i gdzieś w tej końcówce zabrakło nam ostatniego kroku. Dopiero po stracie bramki piłkarze STARALI się walczyć?! A co robili wcześniej? Udawali? Symulowali walkę? A gdyby Cracovia swojej bramki nie strzeliła tak szybko to te udawanie trwałoby dłużej? Niesamowite.
Trzeba też przyznać, że nawet gdy gospodarze uzyskali prowadzenie i zawodnicy Jagi ocknęli się ze snu to nawet wtedy ich gra pozostawiała wiele do życzenia. Zupełnie nie było widać zespołu, który zaledwie kilka dni wcześniej rozbił w pył Koronę Kielce 4:0. Nie było tez kompletnie widać różnicy pomiędzy nimi czyli zespołem walczącym o czołowe lokaty w lidze, a drużyną która desperacko broni się przed spadkiem z tejże ligi. Co więcej gdyby mecz ten oglądała jakaś osoba z zewnątrz nie znająca zupełnie polskich realiów to spokojnie mogła by pomyśleć, że to Cracovia to ten zespół z czuba tabeli. Szczęście w nieszczęściu Jagi polega jednak na tym, że po 29 kolejce gier w tabeli przeskoczyła ją Legia Warszawa. Dzięki temu z ligowej tabeli awansują do europejskich rozgrywek nie 3, a 4 pierwsze zespoły i tak się składa, że Jaga zajmuje ostatnie z premiowanych miejsc. Tylko czy z taką grą rzeczywiście na to zasługuje? W innych meczach także nie brakowało emocji. Podobnego kaca moralnego po tej serii gier może mieć także zespół Lechii Gdańsk. Piłkarze znad morza mieli szansę wskoczyć na miejsce premiowane pucharami ale noga podwinęła im się w Łodzi w spotkaniu z Widzewem. Widzewem który niespodziewanie doskoczył do czuba tabeli i może także jeszcze myśleć o pucharach. Jednak w obu tych przypadkach oprócz zwycięstw w ostatniej kolejce potrzebny jest jeszcze jeden warunek, a mianowicie strata punktów przez Jagiellonię w niedzielnym spotkaniu z Ruchem Chorzów. Czy białostoczan stać na rozdawanie takich prezentów swoim rywalom? A co słychać ciekawego na dnie tabeli? O zespole z Krakowa i ich cudownej przemianie już pisałem. Jeśli zdołają swoją formę potwierdzić także w 30 kolejce to spadku nie uniknie zarówno Arka Gdynia jak i też Polonia Bytom. Drugi zespół z trójmiasta w ekstraklasie praktycznie dryfował na krawędzi pomiędzy ekstraklasą a pierwszą ligą. W tym roku wszystko wskazuje na to, że nic ich już nie uratuje. Wczorajszy mecz z Legią Warszawa przegrany aż 2:5 był pokazem ich bezradności. Nawet moment kiedy w parę chwil udało im się z wyniku 0:4 zrobić 2:4 nie zmienia ogólnej oceny tej drużyny, która na chwilę obecną po prostu nie nadaje się na występy w naszej lidze. Jednak jeśli można tak napisać o Arce to jak można napisać o Polonii z Bytomia, która nie tylko sportowo odstaje od reszty stawki ale także przede wszystkim organizacyjnie? Wiadomo że kibice ze śląska na pewno mogą polemizować z tą tezą ale opuszczenie szeregów najwyższej klasy rozgrywkowej przez ten zespół może wyjść na dobre zarówno dla ekstraklasy jak i też samego zespołu. Być może to będzie bardzo dobry czas na reorganizację struktur w klubie, które wręcz się tego domagają. 30 kolejkę spotkań śmiało można już teraz zatytułować „Co zrobi Jaga?”. To od postawy zespołu z Podlasia będzie zależeć większość najważniejszych rozstrzygnięć w lidze. Jeśli podopieczni Michała Probierza nie zapomną od początku walczyć i uda im się zgarnąć 3 punkty to zarówno Śląsk Wrocław jak i Legia Warszawa będą musiały się mieć na baczności, a Lechia i Widzew będą musiały obejść się smakiem. Jeśli zaś jakiekolwiek punkty pojadą do Chorzowa to będziemy mieli jeszcze dodatkowe emocje.
niedziela, 22 maja 2011
W sezonie 2009/2010 praktycznie cała piłkarska Polska śledziła losy tytułu mistrzowskiego w polskiej Ekstraklasie. W dość niecodziennych okolicznościach Wisła Kraków straciła prymat w kraju na rzecz Lecha Poznań. W tym roku zespół z Krakowa nauczony doświadczeniem zapewnił sobie tytuł na kilka kolejek przed końcem, ale za jego plecami stoczy się jeszcze wielka walka. Na dwie kolejki do końca rozgrywek na dwa miejsca premiowane awansem do europejskich pucharów jest praktycznie jeszcze aż 7 chętnych. Dawno już nie było w lidze takiej rywalizacji. Obecna sytuacja cieszy tym bardziej, ponieważ na czele tej stawki znajduje się Jagiellonia Białystok. Drużyna, która miała bardzo słabą drugą rundę rozgrywek, pomimo wszelkich przeciwności losu utrzymała się na tak zwanym pudle i jest o krok od największego sukcesu w historii podlaskiego futbolu. W sobotnim meczu gracze białostockiej drużyny zmierzyli się z Koroną Kielce, która po rundzie jesiennej też wydawało się, że będzie silnym rywalem w walce o czołowe miejsca. Nic jednak z tego. Postawa, jaką zaprezentowali zawodnicy przyjezdni nie była godna nie tylko ekstraklasowych boisk, ale także i postawy prawdziwego sportowca. Nic jednak dziwnego skoro ich czysto boiskowa forma była tak żenująco słaba. To co wyprawiali obrońcy kieleckiego klubu, wołało momentami o pomstę do nieba. Pachołki używane przez trenerów na treningach potrafiłyby zatrzymać więcej ataków Jagi niż panowie szumnie mieniący się obrońcami. 4:0 to najmniejszy wymiar kary, jaki mógł spotkać gości w tym spotkaniu. A jak wygląda sytuacja u innych rywali, z którymi przyjdzie się zmierzyć korespondencyjnie białostoczanom w najbliższym tygodniu? Mówiąc krótko - różnie. Śląsk Wrocław na przykład drugim miejscem w tabeli nacieszył się tylko przez jedną kolejkę. Piątkowa porażka podopiecznych Oresta Lenczyka skomplikowała im ostatnie dwie rundy meczów. Wypadnięcie poza pierwszą 3 oznacza to, że muszą oni w najlepszym wypadku sięgnąć po komplet punktów i liczyć jeszcze na potknięcia rywali. A o to może być bardzo trudno. Wybawieniem jednak dla ekipy z Dolnego Śląska może być awans na jedno z premiowanych miejsc na koniec sezonu Legii Warszawa. Zespół, który zdobył Puchar Polski w tym roku, może tym samym sprawić, że do pucharów awansują praktycznie pierwsze 4, a nie 3 zespoły. Jednak pokładać swoje nadzieje na jakikolwiek sukces w postawie chimerycznych jak kobieta w ciąży graczach Legii to trzeba być kompletnym szaleńcem.
Rzutem na taśmę, a właściwie wejściem smoka, do europejskich pucharów może wejść za to Lechia Gdańsk. Drużyna ta w dzisiejszym meczu z Lechem Poznań potrzebowała zaledwie dwóch minut, aby ze stanu 0:1 zrobić 2:1. Da się? Da się! Żal patrzeć na odchodzącego już w niepamięć mistrza kraju z ubiegłego roku, którego czeka teraz bardzo ciężkie lato. Decyzje jakie zostaną podjęte w najbliższych tygodniach mogą zaważyć na zarówno bliższej jak i też dalszej przyszłości zespołu z Wielkopolski.
Ja natomiast już teraz czekam na środowe, a później także i niedzielne wydarzenie na antenie Canal+ o nazwie Multiliga+. Jeśli ktoś nie wie, co to jest, to ja w jednym zdaniu powiem tylko, że jest to transmisja ze wszystkich meczów danej kolejki na antenie jednego kanału jednocześnie. Jeśli ktoś chce wiedzieć więcej na ten temat, to zapraszam w TO miejsce. Przy takim układzie tabeli, jaki mamy w tej chwili, nie ma praktycznie żadnej możliwości, aby ten zapewne kilkugodzinny program był nudny. Macie jakieś swoje typy na końcowe rozstrzygnięcia zarówno na górze jak i też na dole tabeli?
wtorek, 26 kwietnia 2011
Z różnych powodów nigdy nie byłem wielkim fanem świąt. Nie tylko Wielkanocnych czyli minionych ale wszystkich innych także. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest fakt, że na czas świętowania zamiera większość dyscyplin sportowych i nie odbywają się żadne rozgrywki. Na szczęście ten stan nie trwa wiecznie i dzięki temu powstanie dziś kolejna notka. Zanim cała Polska zasiadła gromadnie do jak zwykle suto zastawionych stołów piłkarze polskiej ekstraklasy dokończyli kolejkę ligową, która ciągnęła się od czwartku. O tym że Jagiellonia zmniejszyła stratę w tabeli do prowadzącej Wisły do 3 punktów pisałem o tym już wcześniej. Po sobotnich zaś meczach naszła mnie jeszcze jedna refleksja a pro po naszej ligi. Mianowicie dawno już nie była ona tak wyrównana jak w tym roku. Jeśli odliczyć od całej 16 zespołów dwie drużyny z Białegostoku i Krakowa nadające ton rozgrywkom oraz 3 ostatnie ekipy odstające od reszty stawki z Bytomia, Gdyni i ponownie Krakowa to zauważamy, że pomiędzy 3 a 13 miejscem jest tylko 6 punktów różnicy. Sprawia to że szczególnie o te ostatnie miejsce lub miejsca w zależności od wyniku Pucharu Polski, premiowane awansem do europejskich pucharów walka będzie bardzo zacięta. Oczywiście taka sytuacja daje też możliwość, że w kolejnym sezonie w Europie będzie nas reprezentować klub, który nie jest w żaden sposób przygotowany na taką ewentualność, a jedynie wyszła mu końcówka rozgrywek ligowych. Z drugiej strony czy jakikolwiek polski klub jest na to gotowy? Powrót koszykarskiego Śląska Wrocław na salony jest jednym z najbardziej oczekiwanych zdarzeń w nadchodzącym czasie przez całe środowisko. Taka jest teoria. Praktyka jednak bardzo dobiega od realnego stanu rzeczy. Mianowicie jak tu ujął w swoim tekście Szczepan Radzki „Wojna o koszykarski Śląsk”. O co jest toczona bitwa? Po co? Przeczytajcie sami w TYM miejscu. Ja od siebie tylko dodam, że bardzo żałuję sytuacji w której powrót wielkiego basketu do Wrocławia jest tak skomplikowany. Eurobasket w 2009 roku rozgrywany w tym mieści i takie mecze jak na przykład z Bułgarią czy też przede wszystkim z Litwą pokazują jak wielki drzemie tam potencjał i jak wiele taki ośrodek może dać nie tylko dla Wrocławia ale i całego polskiego basketu. Skoro już jesteśmy przy baskecie to młodzi koszykarze pod okiem trenera Szambelana rozpoczęli przygotowania do głównej dla nich imprezy w tym roku czyli Mistrzostw Europy do lat 18 rozgrywanych we Wrocławiu. Pierwszym przetarciem dla tej ekipy był turniej pod nazwą Holland Nordic Basketball Tournament. Polska ekipa była niezaprzeczalnie najlepsza w tych rozgrywkach i we wczorajszym finale pokonała ona Norwegów 69:55. MVP imprezy wybrano Piotra Niedźwiedzkiego. Mówiąc w dużym skrócie początek przygotowań można zapisać zdecydowanie na plus.
Oglądaliście kiedyś jakiś mecz badmintona? Byliście na jakichś mistrzostwach w tej dyscyplinie sportu? Jeśli nie to muszę powiedzieć, że jest to sport który jest o wiele bardziej efektowny niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Jednak dla Światowej Federacji Badmintona jest to jeszcze za mało i dlatego postanowiła wprowadzić pewna innowacje do tej dyscypliny sportu. Jaką? TAKĄ. I czy teraz badminton stal się wam bliższy? ;) Na koniec jeszcze dwa krótkie filmy z dość niecodziennymi zagraniami, które się wydarzyły przy okazji tegorocznego playoff w NBA. Enjoy!
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||