Ostatnie wpisy
Zakładki:
Inne
Koszykarskie
Piłkarskie
Tam gdzie piszę
Zdjęcia
Tagi
|
Wpisy z tagiem: Atlanta Hawks
sobota, 06 sierpnia 2011
Chicago Bulls to klub kultowy i legendarny. W latach 90-tych był to zespół dominujący w całej NBA głównie za sprawą Michaela Jordana. W tym czasie Byki skupiły wobec siebie rzeszę fanów, którzy wspierali ich ze wszystkich sił. Była też jednak grupa i takich ludzi, którzy nie życzyli temu zespołowi najlepiej. To właśnie ci drudzy antyfani zespołu z Chicago najbardziej cieszyli się kiedy wraz z ogłoszeniem lockautu zakończenie swojej wielkiej kariery ogłosił Michael Jordan. Już wtedy było wiadomo, że ekipa z wietrznego miasta będzie miała bardzo duże problemy nie tyle żeby obronić tytuł z 1998 roku ale generalnie nie stać się „czerwoną latarnią” ligi. Tym bardziej było to utrudnione ponieważ z klubem pożegnali się dwa pozostali członkowie ówczesnej wielkiej trójki czyli Scottie Pippen oraz Dennis Rodman. Postawiony w takiej rzeczywistości szef klubu Jerry Reinsdorf zupełnie nie poradził sobie ze zbudowaniem nowego zespołu mogącego choćby myśleć o nawiązaniu do chlubnych lat. Z mistrzowskiej drużyny w Chicago pozostali Kukoc, Harper, Brown oraz Simpkins. Roster zas został uzupełniony takimi zawodnikami jak na przykład Bryant(nie Kobe rzecz jasna, a Mark), Andrew Lang, Brent barry, Kornel David, Rusty LaRue oraz jeszcze kilku innych. Tak więc jak widać nazwiska nie powalały na kolana, a jak się później okazało na boisku wyglądało to jeszcze gorzej. W 50-meczowym sezonie regularnym w 1999 roku Bulls wygrali zaledwie 13 spotkań. Okazało się to być najgorszym wynikiem na wschodzie oraz trzecim najgorszym w całym NBA. Tak więc już choćby po tym widać jak długą drogę przeszły byki od tamtego czasu do miejsca w którym są teraz. Dlatego zapraszam do obejrzenia 27-minutowego skrótu z meczu z 1999 roku przeciwko Atlanta Hawks. Mecz jest z kultowej w Polsce w latach 90-tych niemieckiej stacji telewizyjnej DSF.
środa, 03 sierpnia 2011
Okres wakacyjny w pełni. Rozgrywki wszystkich lig koszykarskich na świecie przygotowują się do nowego sezonu. Tylko jedne z nich nie wiedzą czy wystartują zgodnie z planem. Pech chce, że są to te najważniejsze czyli NBA. Jednak nie ma tego złego... Wraz z redaktorami Czwarta-Kwarta.com postanowiliśmy, że czas lockautu postaramy się wam w pewien sposób umilić. Jako, że nie wiadomo kiedy związek zawodników i władze ligi dojdą do ostatecznego porozumienia w sprawie nowych warunków finansowych, dlatego też jest czas na powspominanie. Wspominanie wielkich meczów i wielkich zawodników. Jako że historia NBA jest bogata w tego typu wydarzenia to materiału do tego jest cała masa. Dziś zaczniemy od meczu stosunkowo młodego ale jednakowo i nieznanego. Gdy słyszycie lub czytacie gdzieś dwie nazwy zespołów wymieniane w kontekście jednego meczu często pojawiają wam się skojarzenia związane z historią starć tych ekip. Przykłady pierwsze z brzegu to Bulls vs. Cavaliers, Suns vs. Sonics albo Lakers vs. Celtics. A czy macie jakieś skojarzenie gdy słyszycie Rockets vs. Hawks? Domyślam się, że nie choć sam przyznam się ze byłoby mi z tym ciężko. Jednak to właśnie mecz tych dwóch ostatnich zespołów będziecie mogli zobaczyć. A dlaczego ten? Ponieważ właśnie w tym spotkaniu swój najlepszy występ w NBA zaliczył gracz, który zakończył niedawno karierę w NBA czyli Yao Ming. Nawe jeśli ktoś nie był fanem tego gracza to powinien zobaczyć co potrafił i co NBA straciła razem z odchodzącym na zbyt wczesną emeryturę Yao.
piątek, 08 kwietnia 2011
Kiedy przed tygodniem pisał do mnie autor bloga Celtics House oprócz opisu swojego meczu z serii ”The Best Of” poprosił mnie o wstawienie jeszcze jednego spotkania którego nie ma w swojej kolekcji. Zarówno jako fan jak też i jako kolekcjoner nie mogłem mu odmówić. W związku z tym dziś spełniam jego prośbę. O jakim więc meczu mowa? O piątym spotkaniu drużyny Boston Celtics z Atlantą Hawks z serii z 2008 roku czyli mistrzowskiego sezonu dla Zielonych. Przed rozpoczęciem tej rywalizacji ikt się chyba nie spodziewał, że tak potoczą się losy tej rywalizacji i po czterech spotkaniach będzie tam remis 2-2. Atlanta w starciu z rozpędzonymi w tamtym czasie Celtami wydawała się skazana na porażkę od pierwszego meczu. A jednak w tamtym czasie coś w drużynie z Bostonu nie grało tak jak powinno, a niesiona dopingiem swoich fanów Atlanta skrzętnie wykorzystywała atut swego parkietu. Mecz numer 5 mógł być przełomowy dla całej przygody Celtics w tych Playoffach. Jak się okazało po raz kolejny każdy sukces musi rodzić się w bólach.
poniedziałek, 10 stycznia 2011
Sezon NBA jest długi i męczący. W pierwszej kolejności oczywiście dla samych zawodników, którzy muszą wytrzymać trudy minimum 82 spotkań w ciągu kilku miesięcy. Również kibice potrafią być zmęczeni śledzeniem wielu meczów, które na pozór nie maja większego znaczenia dla całej ligi. Są jednak wśród nich takie spotkania w których dzieje się coś co warto zobaczyć i przez co przejdą one już na stałe do bogatej historii NBA. Lata 90-te to jak wiadomo złoty okres rozkwitu najlepszej koszykarskiej ligi świata. Głównie za sprawą wielu zawodników, którzy tworzyli w tamtym czasie markę oznaczoną trzyliterowym skrótem. Takimi zawodnikami w tamtym czasie byli Shawn Kemp oraz Dominique Wilkins. Pierwszy z nich w sezonie 1992/93 można by powiedzieć, że był dopiero na początku swej drogi i przygody z NBA ponieważ był to jego dopiero czwarty rok gry i wydawało się że najlepsze lata przed nim. Dominique Wilkins zaś był już prawdziwą legendą Atlanty i graczem dzięki któremu o Jastrzębiach mówiono częściej niż o wielu innych zespołach które być może na to bardziej zasługiwały. Stało się jednak tak, że 2 lutego 1993 roku drużyny Antlanty Hawks i Seattle Supersonics spotkały się ze sobą w meczu, który przede wszystkim dla gwiazdy gospodarzy był okazją do zapisania się na stałe w historii swego klubu. Dla Dominique’a Wilkinsa przed pierwszym gwizdkiem w tym starciu brakowało zaledwie 21 punktów aby zostać najlepszym strzelcem w historii swego klubu. Shawn Kemp na pewno nie chciał mu ułatwiać osiągnięcia tego celu.
wtorek, 11 maja 2010
Szybkie mamy w tym roku playoffy w NBA. Minionej nocy kolejne już dwa zespoły zameldowały się w finałach swoich konferencji. Do Phoenix Suns na zachodzie dołączyli koszykarze Los Angeles Lakers którzy również wygrali nadspodziewanie gładko swoja serię, a także Orlando Magic którzy po dosłownym rozniesieniu Atlanty Hawks w czterech meczach będą teraz oczekiwać na rywala z pary Cleveland-Boston.
Po rywalizacji Los Angeles Lakers i Utah Jazz wiele osób bardzo wiele sobie obiecywało. Jak jednak pokazał czas były to oczekiwania mocno na wyrost. Głównymi sprawcami takiego stanu rzeczy byli przede wszystkim sami gracze z Kalifornii. Nie można ich jednak winić za to że znakomicie byli przygotowani na starcie z Jazzmenami i mieli zawsze odpowiedź na ich poczynania. Tylko trzeci mecz w tej serii miał realną szansę zakończyć się zwycięstwem Utah, jednak Kobe Bryant i spółka dowieźli zwycięstwo 111-110 do szczęśliwego dla nich końca wyprowadzając stan serii na 3-0. W całej historii NBA było już 88 takich przypadków kiedy jeden z zespołów wygrał 3 mecze nie przegrywając żadnego i w żadnej z tych serii nie udało się przeciwnikowi doprowadzić do szczęśliwego końca. Nie inaczej było i tym razem. Deron Williams zarówno przez cały sezon jak i w pierwszej rundzie playoff był prawdziwym motorem napędowym swego zespołu, tak w starciu z Jeziorowcami był bezradny pomimo nienajgorszych osiągnięć statystycznych ale przede wszystkim osamotniony. Po drugiej stronie boiska znajdowało się kilku graczy którzy mogli rozstrzygnąć losy każdego z meczów na korzyść Lakers. W ostatnim meczu prym wiedli Paul Gasol który uzyskał 33 punkty oraz Kobe Bryant który uzyskał jedno oczko mniej. Mam nadzieję że w serii Z Phoenix tak łatwo Jeziorowcy już mieć nie będą.
Seria pomiędzy Orlando i Atlantą była jedną z najbardziej jednostronnych w całej historii NBA. Już pierwsza runda w której Orlando gładko odprawiło swego przeciwnika, a Atlanta męczyła się niemiłosiernie z pokontuzjowanymi Bucks, zapowiadała że zwycięzca tej pary może być tylko jeden. Jednak rozmiary tego zwycięstwa były niewątpliwym zaskoczeniem. W pierwszym spotkaniu Magicy nie wygrali w „normalny” sposób swego spotkania, oni po prostu zdeklasowali swego przeciwnika 114-71 i tym samym na dobre wybili z głów zawodników Jastrzębi myśli o jakiejkolwiek walce. To co musi też najbardziej cieszyć też kibiców na Florydzie to fakt, że do odnoszenia kolejnych zwycięstw nie potrzebują oni heroicznych wyczynów swego lidera Dwighta Howarda. W pierwszej rundzie kiedy lider Magic dzięki agresywnej grze Bobcats był wielokrotnie sfrustrowany co objawiało się nadmierną liczbą fauli, wydawało się że będzie to dobry sposób dla kolejnych zespołów aby zatrzymać w dużej mierze cały zespół. Nic jednak bardziej mylnego bo w potyczce z Atlantą drużyna Orlando wyglądała jak dobrze naoliwiony i pracujący na najwyższych obrotach robot który zaprogramowany jest tylko na jedno, wygrywanie. Innymi ważnymi częściami tego robota są tacy gracze jak Carter, Nelson czy też ostatnio Pietrus. Jeśli dodać do tego że od czasu do czasu swoje „5 minut” ma Marcin Gortat to Orlando staje się zespołem który po prostu chce się oglądać. Kibice w Orlando już tylko czekają kogo teraz pozamiatają.
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||