Ostatnie wpisy
Zakładki:
Inne
Koszykarskie
Piłkarskie
Tam gdzie piszę
Zdjęcia
Tagi
|
Wpisy z tagiem: Boston Celtics
niedziela, 12 czerwca 2011
Podsumowań mijającego sezonu dziś ciąg dalszy. Tym razem na tapetę idą zagrania, które teoretycznie prawdziwym sportowcom nie przystoją. Ale to tylko teoria. Praktyka jednak mówi, że wielu graczy zadziornych to gracze po prostu grający z pasją i poświęceniem. A że czasem wynika z tego coś nienajlepszego... Lata 90-te w historii NBA będą już na zawsze zapamiętane jako dekada w której walki zarówno sportowej jak i tej innej na parkietach NBA nie brakowało. Ludzie którzy wspominają te czasy podają to nawet za atut ligi w tamtym czasie. Pod czym ja mógłbym się nawet podpisać ale jednak nie zawsze. Nie mniej jednak wielkie batalie pomiędzy na przykład New York Knicks a Miami Heat czy Chicago Bulls to były piękne starcia. Czy jednak w obecnych czasach jest „gorzej” pod tym względem? Obejrzyjcie więc sobie 10-minutowy mix ze wszystkimi tego typu zagraniami z minionego sezonu. Przekonacie się, że w dzisiejszych czasach spięcia i bójki także występują w niemałej ilości. Pozwoliłem też sobie zrobić małą statystykę tego filmu. Mianowicie policzyłem jakie zespoły ilukrotnie przewinęły się przez ten mix. I co mi takiego wyszło? Otóż tak wygląda zestawienie bójek z tego klipu: 1. Boston Celtics 14 2. Miami Heat 12 - Los Angeles Lakers 12 4. New York Knicks 10 5. Los Angeles Clippers 7 6. San Antonio Spurs 6 7. Cleveland Cavaliers 5 - Washington Wizards 5 - Atlanta Hawks 5 - Orlando Magic 5 11. Denver Nuggets 4 - Indiana Pacers 4 - Oklahoma City Thunder 4 - Phoenix Suns 4 - Portland Trail Blazers 4 - Sacramento Kings 4 17. Charlotte Bobcats 3 18 Chicago Bulls 2 - Dallas Mavericks 2 - Detroit Pistons 2 - Memphis Grizzlies 2 - Milwaukee Bucks 2 - New Orleans Hornets 2 - Philadelphia 76ers 2 - Utah Jazz 2 26. Golden State Warriors 1 - Houston Rockets 1 - Minnesota Timbervolwes 1 - Toronto Raptors 1 30. New Jersey Nets 0 Co można zaobserwować z tego zestawienia? Oczywiście pierwsze miejsce nie powinno nikogo chyba dziwić. Drugie jednak już chyba tak ponieważ Miami Heat nie są raczej powszechnie uważani za twardzieli, a jednak jak widać nie oszczędzają się w tego typu sytuacjach. New York Knicks w tym roku także w tym roku oprócz sportowo także i w tym elemencie zaczęli nawiązywać do lat 90-tych. I o ile ten klip zawiera wszystkie spięcia z tego sezonu to „nagroda fair play” należy się dla New Jersey Nets, którzy poddali się już na początku rozgrywek i nie walczyli już w żaden sposób przez resztę gier.
sobota, 04 czerwca 2011
19 lat. Tyle czasu trwał romans najbardziej pociesznego olbrzyma w historii z najlepszą ligą świata, czyli NBA. Nawet teraz, kiedy jeszcze nie napisałem, o kim mowa, myślę, że większość z was czytających to już dobrze wie, kogo mam na myśli. Jeden jedyny i niepowtarzalny w swoim rodzaju, czyli Shaquille O’Neal.
Jako pierwsi o tej wiekopomnej decyzji dowiedzieli się wszyscy, którzy śledzą poczynania Shaqa za pomocą Twittera. Nie jestem tego pewny, ale chyba nieprzypadkowo jako pierwszy film trafił właśnie na ten serwis. To właśnie Shaq jako jeden z pierwszych zaczął rozpowszechniać ten serwis społecznościowy wśród swoich kolegów z ligi oraz fanów NBA na całym świecie. To niejako też i przez niego władze ligi zakazały używania Twittera przez graczy. Można by powiedzieć, że do wielu innych dziedzin życia, w których był prekursorem dołączyła kolejna. W dniu wczorajszym Shaq zwołał po raz ostatni jako profesjonalny koszykarz konferencję prasową, na której poinformował wszystkich oficjalnie o przejściu na zasłużoną koszykarską emeryturę. Jednak Shaq jak to Shaq, zrobił to we własnym niepowtarzalnym stylu. I jak tu nie lubić takiego człowieka? Celowo nie piszę zawodnika tylko człowieka. Działalność tego człowieka już wiele lat temu wyszła poza granice tylko uprawiania sportu. Shaquille O’Neal to prawdziwa instytucja i ikona w jednym. Wielu ludzi miało mu to za złe, że zamiast skupić się tylko i wyłącznie na sporcie zajmuje się wieloma innymi rzeczami, które go tylko rozpraszają. Jednak czy teraz, patrząc na to wszystko z perspektywy lat, możecie sobie wyobrazić Shaqa jako zawodnika i TYLKO zawodnika? Ja nie potrafię i nie chcę potrafić. Wystarczy, że praktycznie cała reszta graczy skupia się tylko i wyłącznie na tym, aby każdego kolejnego dnia być jak najlepszymi graczami. A Shaquille O’Neal jest jeden jedyny w swoim rodzaju i to zdecydowanie trzeba docenić. Cała wielkość Shaqa w moim odczuciu polega waśnie na tym. Na tym, że nie dość, że był graczem wybitnym i momentami prześcigał sportowo swoją epokę, to do tego jeszcze był kimś więcej. W dobrym znaczeniu tego słowa i w takim iście amerykańskim, trochę kiczowatym, ale jednak wielkim stylu. O wielkoludzie w ostatnich dniach powstało już wiele notek, tekstów czy innego typu materiałów. Większość z nich mówi jednak o nim jako o sportowcu. I bardzo dobrze, bo ten zawodnik zasługuje na to, aby mówić i traktować go jak jednego z największych w historii. W polskiej blogosferze przodował i przoduje w dalszym ciągu w tym temacie popularny Supergigant, którego tworzą ludzie, które swoje sympatie w NBA uzależniali od tego, gdzie Shaq aktualnie występował. Polecam zajrzeć tam i poczytać ich notki z ostatnich dni o tym zawodniku. Jak zwykle fajnie się czyta. Ja jednak chciałbym dziś pokazać cos innego, czyli Shaqa „zza kulis”. Zapewne ten filmik widziała już większość z was. Jednak nie wiem, jak wam, ale mi on kompletnie się nie nudzi. Zresztą Shaq praktycznie od zawsze miał jakieś zapędy muzyczno-taneczne . Efektem tego są na przykład nagrane przez niego 4 płyty, na których rapuje, a bardziej stara się to robić. Innym efektem też jest to, że w swoim programie telewizyjnym, czyli „Shaq vs.” został wyzwany na pojedynek taneczny przez niejakiego Justina Biebera. Co z tego wynikło? Pisałem to już dzisiaj, ale z największą przyjemnością powtórzę się po raz kolejny. A więc jak można nie lubić tego człowieka?! Takich jak on na przestrzeni lat jeśli chodzi o „formę medialną” prezentowaną poza boiskiem było niewielu, bardzo niewielu. Pierwsze dwa inne nazwiska jakie teraz przychodzą mi do głowy to na pewno Dennis Rodman i Charles Barkley. Pierwszy z nich był jednak medialny na swój dość specyficzny sposób. Drugi zaś swoimi występami w TV przetarł jedynie szlaki dla prawdziwej gwiazdy, jaka już nadchodzi. Bo to, że Shaq trafi do telewizji w większym niż dotychczas wymiarze jest niemal pewne. Oby tylko szybko!
czwartek, 28 kwietnia 2011
San Antonio Spurs praktycznie przez całe tegoroczne rozgrywki zadziwiali wszystkich swoją dobrą grą. Gracze z Teksasu przystępowali do rywalizacji w pierwszej rundzie playoffs z pozycji zdecydowanego lidera. Te plany i przewidywania jednak bardzo szybko zostały zweryfikowane przez Memphis Grizzlies, które jest o krok przed wysłaniem na ryby swoich przeciwników.
Po dwóch pierwszych meczach tej serii w San Antonio był niespodziewany remis 1-1 po tym jak Grizzlies wyrwali gospodarzom już mecz otwarcia. Paniki jednak nie było bo wiadomo, że Spurs są zespołem na tyle doświadczonym i ogranym że są w stanie wygrać z każdym i wszędzie. Nawet w kipiącej dzięki kibicom hali Niedźwiadków. Jednak jak się okazało gospodarze meczu numer 3 i 4 wspięli się na wyżyny swoich umiejętności i ku zaskoczeniu wygrali oba spotkania co stworzyło im komfortową sytuację dzięki prowadzeniu w serii 3-1. Dzięki temu zyskali oni nie tylko przewagę własnego parkietu ale także przede wszystkim 3 szanse na to aby sprawić ogromną niespodziankę i odprawić najlepsza drużynę zachodu już w pierwszej rundzie. Dzisiejsze spotkanie numer 5 przez bardzo dług czas układało się tak jakby sobie tego życzyli fani Niedźwiadków. Gracze tego zespołu wytrzymywali presję i prowadzili bardzo długi czas w tym meczu. Nadeszła jednak końcówka… Po tym starciu Spurs nadal przegrywają w serii 2-3 ale takie zwycięstwo jak to może ich bardzo mocno podbudować co może mieć z kolei niebagatelne znaczenie w meczu numer 6. A Grizzlies? Grizzlies w moim odczuciu postawili się w dzisiejszym meczu pod ścianą. Kolejny mecz pomimo, że będzie miał numer 6 to dla nich będzie to walka o prawdziwe być albo nie być. Nie wyobrażam sobie że Niedźwiadki mogą wygrać ewentualny 7 mecz w San Antonio i dlatego muszą załatwić tą serię najszybciej jak się da. Po dzisiejszej nocy na ryby zaś mogą się już udać dwa zespoły, których tak na dobrą sprawę gdyby nie było w playoffs to nikt by nie zauważył. Ekipy z Philadelphii i Denver przegrały swoje serie po 1-4 z ekipami Heat i Thunder. Tak więc już w niedzielę zaczyna się chyba jedna z najbardziej oczekiwanych serii w tych playoffs czyli Heat-Celtics. Będzie się działo.
piątek, 08 kwietnia 2011
Kiedy przed tygodniem pisał do mnie autor bloga Celtics House oprócz opisu swojego meczu z serii ”The Best Of” poprosił mnie o wstawienie jeszcze jednego spotkania którego nie ma w swojej kolekcji. Zarówno jako fan jak też i jako kolekcjoner nie mogłem mu odmówić. W związku z tym dziś spełniam jego prośbę. O jakim więc meczu mowa? O piątym spotkaniu drużyny Boston Celtics z Atlantą Hawks z serii z 2008 roku czyli mistrzowskiego sezonu dla Zielonych. Przed rozpoczęciem tej rywalizacji ikt się chyba nie spodziewał, że tak potoczą się losy tej rywalizacji i po czterech spotkaniach będzie tam remis 2-2. Atlanta w starciu z rozpędzonymi w tamtym czasie Celtami wydawała się skazana na porażkę od pierwszego meczu. A jednak w tamtym czasie coś w drużynie z Bostonu nie grało tak jak powinno, a niesiona dopingiem swoich fanów Atlanta skrzętnie wykorzystywała atut swego parkietu. Mecz numer 5 mógł być przełomowy dla całej przygody Celtics w tych Playoffach. Jak się okazało po raz kolejny każdy sukces musi rodzić się w bólach.
poniedziałek, 04 kwietnia 2011
Liga NBA skupia wokół siebie różnych ludzi którzy kibicują w bardzo zróżnicowany sposób. Jedni są fanami całej ligi i po prostu koszykówki, która w tym przypadku stoi na najwyższym poziomie. Inni zaś na przykład trzymają kciuki za poszczególnych graczy, którzy bez względu w jakiej drużynie występują są ich ulubieńcami. Jednak pomimo wszystko najwięcej jest kibiców klasycznych czyli tych którzy wspierają swój zespół. Właśnie dziś jednej z takich kibiców przedstawi swój mecz który będziecie mogli obejrzeć. Autorem dzisiejszego wpisu jest autor największego i w powszechnej opinii najlepszego bloga o Boston Celtics w polskiej blogosferze czyli Celtics House. Jak się chyba nietrudno domyślić jednym z dzisiejszych zespołów na jaki padł wybór będzie zielony zespół we wschodu Stanów Zjednoczonych. "Gdy piszę te słowa, Boston Celtics AD 2011 znajdują się w dołku i przegrywają mecz za meczem prezentując żenującą grę w ataku. Oglądanie ich to prawdziwa katorga, dlatego z wielką przyjemnością wracam do mistrzowskiego zespołu AD 2008. Zespołu, który bardzo różnił się od teraźniejszego. Wówczas posty z serii Doc’s playbook nie miałyby prawa bytu. Najskuteczniejsze były bowiem najprostsze zagrania – ISO dla Pierce’a lub rzucenie piłki do Kevina Garnetta w post-up. Celtics od początku sezonu typowani byli jako faworyci do mistrzostwa. Zgodnie z oczekiwaniami dotarli do Finałów, gdzie czekali na nich odmienieni Los Angeles Lakers. Legendarna rywalizacja dwóch najbardziej utytułowanych drużyn w historii NBA wkraczała na kolejny poziom. C’s wygrali dwa pierwsze mecze w Bostonie, po czym Finały przeniosły się do Staples. Lakers wzięli Mecz Nr 3 dzięki 36 punktom Bryanta i odzyskali wiarę w siebie. Mecz Nr 4 był kluczowy – mógł dać Jeziorowcom wyrównanie, ale ewentualne zwycięstwo Celtów stawiało ich w trudnej sytuacji (3-1). Lakers znali wagę tego spotkania i wyszli wyjątkowo skoncentrowani i zmotywowani. Ta energia przełożyła się na szybkie prowadzenie, a fani oszaleli. Lakersów napędzał wszechobecny Lamar Odom, który w pierwszych dziewięciu minutach samodzielnie górował nad Celtics w najważniejszych statystykach:
Kevin Garnett (16 pkt., 11 zb.) złapał dwa szybkie faule i powędrował na ławkę rezerwowych. Lakers nie zwalniali. Agresywnie atakowali obręcz, czego efektem było aż 15 wykonanych rzutów wolnych. Vladimir Radmanović dołożył dwie trójki i po pierwszej kwarcie wynik brzmiał 35-14. Kompletna dominacja. Najwyższe prowadzenie po 1. Kwarcie w historii Finałów.
Na drugą ćwiartkę Phil Jackson desygnował eksperymentalną piątkę nawet jak na mecz sezonu regularnego, a co dopiero na mecz Finałów. Na parkiet wyszli Farmar – Vujacić – Ariza – Walton – Gasol. Bardzo dobrą zmianę dał Ariza, który był aktywny po obu stronach parkietu. Trójka Vujacicia wyprowadziła Lakers na najwyższe tego dnia, 24-punktowe prowadzenie 45-21. Wtedy to zawodnicy z Bostonu zaczęli dawać oznaki życia. 12-0 run Celtów obudził resztki nadziei. Swój dzień miał James Posey, który zdobył w tej części 10 punktów. Po chwili wszystko wróciło jednak do normy. Akcje 2+1 Fishera i Gasola, a także szalona trójka Farmara na koniec 1. połowy dała gospodarzom 18-punktową przewagę 58-40 i przechyliła momentum ponownie na ich stronę.
Na trzecią kwartę Boston wychodzi z nowym, agresywnym nastawieniem. Sprawy w swoje ręce wziął Paul Pierce (9 pkt. w tej odsłonie; 20 w całym meczu), który śmiało wchodził pod kosz. Mini run Celtów został po raz kolejny odparty i na 6 minut przed końcem 3Q Lakersi prowadzili 70-50. Od tamtej pory nic nie było już takie samo. Doc Rivers poczynił kilka świetnych ruchów. Niski, ale groźny w ataku skład House – Allen – Pierce – Posey – Garnett skutecznie rozciągnął obronę LAL. Eddie House dwa razy trafił zza łuku. Natomiast w obronie Doc przesunął Kapitana na Kobe’go Bryanta. Celtics nie musieli więc go podwajać, co wyraźnie ograniczyło efektywność w ataku Jeziorowców. Dunk PJ Browna na 1.7 sekundy przed końcem kwarty przypieczętował run 21-3. Bostończycy wygrali tę odsłonę 31-15 i wrócili do meczu. Shot-chart BOS z tej kwarty:
Niemożliwe stało się możliwe. Przegrywając 24-oma punktami na wyjeździe Celtics nie mieli prawa odrobić strat. Odrobili. Czwarta kwarta była już jak dwunasta runda bokserskiego pojedynku wagi ciężkiej. Punkt za punkt, kosz za kosz. C’s mieli kilka okazji, by objąć prowadzenie, ale LA trzymało się dzielnie. Duża w tym zasługa KB (10 punktów w tej kwarcie; 17 w meczu, ale 6/9 z gry). W końcu, na 4:07 przed końcem Eddie House (11 pkt., 2/4 za 3) trafił jumpera z prawego skrzydła wyprowadzając Celtics na 83:84. Staples Center w absolutnym szoku. Dwie niesamowite trójki Posey’a (18 pkt., 4/8 za 3) i lay-upy Ray’a Allena (19 pkt., 9 zb.) (up-and-under wzdłuż linii i ten słynny po objechaniu „Maszyny”) to bardzo niedocenione, a ważne punkty zwrotne tego meczu. C’s przetrwali dzięki dobrej dyspozycji z linii rzutów wolnych i wyrwali to niesamowite zwycięstwo, obejmując prowadzenie 3-1 w 7-meczowej serii. Był to najlepszy comeback Celtics w bogatej przecież historii klubu. Polecam wszystkim obejrzeć ten mecz jeszcze raz. Popis ofensywy Lakers w 1. połowie, pokaz jak powinna wyglądać współpraca wysokich (Odom – Gasol). Popis defensywy Celtics w 2. Połowie, którzy po przerwie dali sobie rzucić ledwie 33 (!) punkty, a sami nabili 57. To ten mecz w dużej mierze zaważył o końcowym triumfie Bostonu, 4-2." Nic dodać, nic ująć. | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||