Wpisy z tagiem: Lech Poznań

czwartek, 26 maja 2011

Było tak blisko. Jagiellonia Białystok przed 29 kolejką spotkań zajmowała 2 miejsce w tabeli i miała przed sobą mecz z ostatnią w tabeli Cracovią Kraków. Wystarczyło tylko ten mecz wygrać aby zapewnić sobie awans do europejskich pucharów i spokojną ostatnią kolejkę. Jednak to zadanie przerosło wczoraj białostoczan.

Po przegranej 0:3 w Krakowie oprócz samego stylu porażki przerażające jest co innego. Mianowicie wypowiedź pomeczowa opiekuna Jagi czyli Michała Probierza:

- Trzeba od pierwszej minuty walczyć. My dopiero po stracie bramki podjęliśmy rękawicę i staraliśmy się narzucić grę. Popełniliśmy bardzo dużo błędów. Nie potrafiliśmy utrzymać się przy piłce. To nasz wielki problem. Po stracie bramki wiedzieliśmy, że będzie bardzo trudno, bo ten sezon pokazał, że tracąc pierwsi bramkę, nie potrafimy się podnieść, z trudnych sytuacji się wydostać. Tego bardzo żałuję, że przez cały sezon tak walczymy i gdzieś w tej końcówce zabrakło nam ostatniego kroku.

Dopiero po stracie bramki piłkarze STARALI się walczyć?! A co robili wcześniej? Udawali? Symulowali walkę? A gdyby Cracovia swojej bramki nie strzeliła tak szybko to te udawanie trwałoby dłużej? Niesamowite.

Trzeba też przyznać, że nawet gdy gospodarze uzyskali prowadzenie i zawodnicy Jagi ocknęli się ze snu to nawet wtedy ich gra pozostawiała wiele do życzenia. Zupełnie nie było widać zespołu, który zaledwie kilka dni wcześniej rozbił w pył Koronę Kielce 4:0. Nie było tez kompletnie widać różnicy pomiędzy nimi czyli zespołem walczącym o czołowe lokaty w lidze, a drużyną która desperacko broni się przed spadkiem z tejże ligi. Co więcej gdyby mecz ten oglądała jakaś osoba z zewnątrz nie znająca zupełnie polskich realiów to spokojnie mogła by pomyśleć, że to Cracovia to ten zespół z czuba tabeli. Szczęście w nieszczęściu Jagi polega jednak na tym, że po 29 kolejce gier w tabeli przeskoczyła ją Legia Warszawa. Dzięki temu z ligowej tabeli awansują do europejskich rozgrywek nie 3, a 4 pierwsze zespoły i tak się składa, że Jaga zajmuje ostatnie z premiowanych miejsc. Tylko czy z taką grą rzeczywiście na to zasługuje?

W innych meczach także nie brakowało emocji. Podobnego kaca moralnego po tej serii gier może mieć także zespół Lechii Gdańsk. Piłkarze znad morza mieli szansę wskoczyć na miejsce premiowane pucharami ale noga podwinęła im się w Łodzi w spotkaniu z Widzewem. Widzewem który niespodziewanie doskoczył do czuba tabeli i może także jeszcze myśleć o pucharach. Jednak w obu tych przypadkach oprócz zwycięstw w ostatniej kolejce potrzebny jest jeszcze jeden warunek, a mianowicie strata punktów przez Jagiellonię w niedzielnym spotkaniu z Ruchem Chorzów. Czy białostoczan stać na rozdawanie takich prezentów swoim rywalom?

A co słychać ciekawego na dnie tabeli? O zespole z Krakowa i ich cudownej przemianie już pisałem. Jeśli zdołają swoją formę potwierdzić także w 30 kolejce to spadku nie uniknie zarówno Arka Gdynia jak i też Polonia Bytom. Drugi zespół z trójmiasta w ekstraklasie praktycznie dryfował na krawędzi pomiędzy ekstraklasą a pierwszą ligą. W tym roku wszystko wskazuje na to, że nic ich już nie uratuje. Wczorajszy mecz z Legią Warszawa przegrany aż 2:5 był pokazem ich bezradności. Nawet moment kiedy w parę chwil udało im się z wyniku 0:4 zrobić 2:4 nie zmienia ogólnej oceny tej drużyny, która na chwilę obecną po prostu nie nadaje się na występy w naszej lidze. Jednak jeśli można tak napisać o Arce to jak można napisać o Polonii z Bytomia, która nie tylko sportowo odstaje od reszty stawki ale także przede wszystkim organizacyjnie? Wiadomo że kibice ze śląska na pewno mogą polemizować z tą tezą ale opuszczenie szeregów najwyższej klasy rozgrywkowej przez ten zespół może wyjść na dobre zarówno dla ekstraklasy jak i też samego zespołu. Być może to będzie bardzo dobry czas na reorganizację struktur w klubie, które wręcz się tego domagają.

30 kolejkę spotkań śmiało można już teraz zatytułować „Co zrobi Jaga?”. To od postawy zespołu z Podlasia będzie zależeć większość najważniejszych rozstrzygnięć w lidze. Jeśli podopieczni Michała Probierza nie zapomną od początku walczyć i uda im się zgarnąć 3 punkty to zarówno Śląsk Wrocław jak i Legia Warszawa będą musiały się mieć na baczności, a Lechia i Widzew będą musiały obejść się smakiem. Jeśli zaś jakiekolwiek punkty pojadą do Chorzowa to będziemy mieli jeszcze dodatkowe emocje.

niedziela, 22 maja 2011

W sezonie 2009/2010 praktycznie cała piłkarska Polska śledziła losy tytułu mistrzowskiego w polskiej Ekstraklasie. W dość niecodziennych okolicznościach Wisła Kraków straciła prymat w kraju na rzecz Lecha Poznań. W tym roku zespół z Krakowa nauczony doświadczeniem zapewnił sobie tytuł na kilka kolejek przed końcem, ale za jego plecami stoczy się jeszcze wielka walka. 


Na dwie kolejki do końca rozgrywek na dwa miejsca premiowane awansem do europejskich pucharów jest praktycznie jeszcze aż 7 chętnych. Dawno już nie było w lidze takiej rywalizacji. Obecna sytuacja cieszy tym bardziej, ponieważ na czele tej stawki znajduje się Jagiellonia Białystok. Drużyna, która miała bardzo słabą drugą rundę rozgrywek, pomimo wszelkich przeciwności losu utrzymała się na tak zwanym pudle i jest o krok od największego sukcesu w historii podlaskiego futbolu. W sobotnim meczu gracze białostockiej drużyny zmierzyli się z Koroną Kielce, która po rundzie jesiennej też wydawało się, że będzie silnym rywalem w walce o czołowe miejsca. Nic jednak z tego. Postawa, jaką zaprezentowali zawodnicy przyjezdni nie była godna nie tylko ekstraklasowych boisk, ale także i postawy prawdziwego sportowca. Nic jednak dziwnego skoro ich czysto boiskowa forma była tak żenująco słaba. To co wyprawiali obrońcy kieleckiego klubu, wołało momentami o pomstę do nieba. Pachołki używane przez trenerów na treningach potrafiłyby zatrzymać więcej ataków Jagi niż panowie szumnie mieniący się obrońcami. 4:0 to najmniejszy wymiar kary, jaki mógł spotkać gości w tym spotkaniu. 

A jak wygląda sytuacja u innych rywali, z którymi przyjdzie się zmierzyć korespondencyjnie białostoczanom w najbliższym tygodniu? Mówiąc krótko - różnie. Śląsk Wrocław na przykład drugim miejscem w tabeli nacieszył się tylko przez jedną kolejkę. Piątkowa porażka podopiecznych Oresta Lenczyka skomplikowała im ostatnie dwie rundy meczów. Wypadnięcie poza pierwszą 3 oznacza to, że muszą oni w najlepszym wypadku sięgnąć po komplet punktów i liczyć jeszcze na potknięcia rywali. A o to może być bardzo trudno. Wybawieniem jednak dla ekipy z Dolnego Śląska może być awans na jedno z premiowanych miejsc na koniec sezonu Legii Warszawa. Zespół, który zdobył Puchar Polski w tym roku, może tym samym sprawić, że do pucharów awansują praktycznie pierwsze 4, a nie 3 zespoły. Jednak pokładać swoje nadzieje na jakikolwiek sukces w postawie chimerycznych jak kobieta w ciąży graczach Legii to trzeba być kompletnym szaleńcem. 

Rzutem na taśmę, a właściwie wejściem smoka, do europejskich pucharów może wejść za to Lechia Gdańsk. Drużyna ta w dzisiejszym meczu z Lechem Poznań potrzebowała zaledwie dwóch minut, aby ze stanu 0:1 zrobić 2:1. Da się? Da się! Żal patrzeć na odchodzącego już w niepamięć mistrza kraju z ubiegłego roku, którego czeka teraz bardzo ciężkie lato. Decyzje jakie zostaną podjęte w najbliższych tygodniach mogą zaważyć na zarówno bliższej jak i też dalszej przyszłości  zespołu z Wielkopolski. 

Ja natomiast już teraz czekam na środowe, a później także i niedzielne wydarzenie na antenie Canal+ o nazwie Multiliga+. Jeśli ktoś nie wie, co to jest, to ja w jednym zdaniu powiem tylko, że jest to transmisja ze wszystkich meczów danej kolejki na antenie jednego kanału jednocześnie. Jeśli ktoś chce wiedzieć więcej na ten temat, to zapraszam w TO miejsce. Przy takim układzie tabeli, jaki mamy w tej chwili, nie ma praktycznie żadnej możliwości, aby ten zapewne kilkugodzinny program był nudny. Macie jakieś swoje typy na końcowe rozstrzygnięcia zarówno na górze jak i też na dole tabeli?

wtorek, 10 maja 2011

Najważniejszym czysto sportowym wydarzeniem minionego tygodnia był dla mnie turniej finałowy koszykarzy Biatransu Białystok, którzy dzięki kompletowi zwycięstw awansowali do drugiej ligi. Jednak prócz tego działo się kilka innych rzeczy o których na pewno warto wspomnieć. Tak więc zapraszam na mój kolejny subiektywny przegląd wydarzeń minionego tygodnia.

Media i opinia publiczna w Polsce w ubiegłych dniach najwięcej uwagi poświęcały wydarzeniom z Bydgoszczy gdzie odbył się finał Pucharu Polski kopaczy. Po całkiem niezłym meczu pomiędzy Legią i Lechem okraszonym dogrywką i serią rzutów karnych wygrali warszawiacy. Jednak to nie o tym mówiło się w mediach. Uwagę całej Polski swoim zachowaniem skupili na sobie „fani” obydwu drużyn, którzy po zakończonym spotkaniu dali upust swoim dziwnym emocjom. Oczywiście w kolejnych dniach zaczęła się nagonka na różnych ludzi odpowiedzialnych za ten fakt, przerzucanie się winą za te wydarzenia i różne inne dziwne decyzje które tak naprawdę nie wiadomo dlaczego zostały podjęte. Jedną z takich głupot było zamknięcie stadionów na mecze ligowe dwóm zainteresowanym zespołom. O ile zdarzenia na stadionie w Bydgoszczy z obydwu stron były karygodne to duża część zdarzeń, wypowiedzi oraz działań w dniach następnych była czasem żenująca, a czasami po prostu śmieszna. Przede Wszystkim dlatego że wszyscy grzmią o powadze sytuacji itp., a tak naprawdę nikt się za to nie chce lub nie umie porządnie zabrać.

Kolejny mecz w miniony weekend przegrała też Jagiellonia Białystok, która chyba już na dobre pożegnała się z marzeniami o mistrzostwie Polski. Przegrała to jednak chyba nie jest dobrze określenie po wyniku 1:3 i już 0:3 do przerwy. W pierwszym spotkaniu tych drużyn w tym sezonie w lodzi padł bardzo podobny wynik bo 4:1 dla Łodzian. Tak więc czy to może oznaczać to, że gracze Widzewa mieli w tym sezonie jakiś patent na Białostoczan? Być może. Faktem jest jednak to że kibice którzy zdecydowali się obejrzeć ten mecz albo na żywo na stadionie albo w telewizji mogli zobaczyć już w 2 minucie meczu jedno z ładniejszych, jeśli nawet nie najlepsze uderzenie w tym sezonie w polskiej ekstraklasie. Jeśli ktoś jeszcze nie widział to niech je zobaczy TUTAJ.

 

W miniony weekend zakończył się tez sezon w najlepszych rozgrywkach koszykarskich na starym kontynencie czyli Eurolidze. Po swój kolejny już triumf sięgnęli w Barcelonie gracze Panathinaikosu Ateny po zwycięstwie w finale Final Four nad Maccabi Tel Aviv 78:70. Pierwszoplanową postacią tego meczu której po jego zakończeniu przyznano tytuł MVP był Dimitris Diamantidis. Zdobył on w tym meczu 16 punktów i obdarował swoich kolegów 9 asystami. Oto skrót tego spotkania:

A za oceanem szok i konsternacja. Los Angeles Lakers którzy w tym roku mieli walczyć o swój trzeci tytuł mistrzowski z rzędu odpadli z rozgrywek playoffs. Odpadli to nie jest chyba jednak najlepsze określenie w tym przypadku. Jeziorowcy po prostu wylecieli z hukiem po przegranej serii z Dallas Mavericks 0-4. O tym że takiego obrotu sprawy nikt się nie spodziewał niech świadczą typy największych ekspertów NBA za oceanem, którzy prognozowali wynik tej rywalizacji przed jej rozpoczęciem. W tym wszystkim najbardziej szkoda szkoleniowca Los Angeles Phila Jacksona, który najprawdopodobniej zakończy już swoją trenerską przygodę w NBA. Internet w takich sytuacjach potrafi być okrutny i zabawny jednocześnie. Oto przykład:

 

A minionej nocy odbył się jak do tej pory najciekawszy i najbardziej zacięty mecz tegorocznych playoffs pomiędzy Memphis Grizzlies a Oklahoma City Thunder zakończony 3 dorgywkami!

Ten mecz przejdzie do historii, a cała seria zapowiada się na 7-meczowy maraton. Ku uciesze widzów rzecz jasna.

piątek, 22 kwietnia 2011

Piłkarze polskich klubów ligowych wraz z kończącym się powoli kwietniem weszli już na dobre w decydującą fazę rozgrywek. Najbliższe tygodnie będą decydujące dla bardzo wielu klubów, trenerów i ogromnej liczby piłkarzy. To właśnie oni muszą dać z siebie wszystko aby mieć jakąkolwiek kartę przetargową w rozmowach z ich ewentualnymi dotychczasowymi lub nowymi pracodawcami. Okazji do wykazania się nie będzie brakować.

W tym roku tak ułożono kalendarz rozgrywek że tydzień przedświąteczny jest wypełniony maksymalnie meczami zarówno w ramach rozgrywek Pucharu Polski jak i także polskiej ekstraklasy. W tych pierwszych zmaganiach mało brakowało, a do finału tak jak w roku ubiegłym awansował by zespół z zaplecza teoretycznie najsilniejszych drużyn w kraju. Po sprawieniu niespodzianki w pierwszym meczu w Poznaniu gdzie udało się zremisować, zawodnicy Podbeskidzia Bielsko-Biała mogli z umiarkowanym optymizmem patrzeć w przyszłość. Sam rewanż i sytuacja jaka w nim zaistniała chyba jednak trochę ich przerosła, a wręcz nawet przygniotła. Zresztą kto jeszcze nie widział niech zobaczy.

Pomimo pozostawienia po sobie dobrego wrażenia gracze Podbeskidzia musieli się obejść smakiem i uznać wyższość bardziej doświadczonego i ogranego zespołu z Poznania. Wszystko jednak na to wskazuje że już w kolejnym sezonie Podbeskidzie będzie miało okazję się zrewanżować Poznaniakom za ten mecz już na boiskach ekstraklasy. W drugim z pojedynków fatalnie spisująca się na wiosnę Legia rozbiła Lechię Gdańsk 4:0. Gdańszczanie na okazję do rewanżu na Warszawiakach długo jednak nie będą musieli czekać. Już w sobotę podejmą ich na swoim boisku. Faktem jest jednak to, że tegoroczny finał Pucharu Polski będzie najprawdopodobniej meczem o „być albo nie być” w europejskich pucharach któregoś z tych dwóch zespołów. Oby tylko finał nie stał na tak „wysokim poziomie” jak to miało miejsce w niedawnym meczu ligowym.

A pro po ligi. Przedświąteczna kolejka została rozbita aż na 3 dni poprzedzające same święta. Jednak najważniejsze starcia i osiągnięte w nich wyniki dla układu tabeli zapadły już w środę oraz czwartek. Na pierwszy ogień poszła Jagiellonia Białystok, która po fatalnym wiosennym starcie wydaje się wracać na swoje tory i gromadzić kolejne punkty. Tym razem 3 punkty w Białymstoku zostawił Górnik Zabrze, który przy odrobinie szczęścia mógł wskórać cos więcej. Na szczęście jednak dla fanów na Podlasiu ich pupile wykazali się na tyle, że nie dali wyrwać sobie tego zwycięstwa. Już dzięki temu ich święta mogły być spokojne jednak czwartkowego wieczora wielkanocny króliczek z Wrocławia przyniósł na dokładkę jeszcze jedną pozytywną wiadomość.

Po bardzo dobrym początku piłkarzy Śląska Wrocław dowodzonego przez Oresta Lenczyka i śrubowaniu rekordu nieprzegranych meczów drużyna jakby złapała zadyszkę. W spotkaniu z Wisłą Kraków, Śląsk jednak stanął w pełni na wysokości zadania i przed własną publicznością pokonał faworyta 2:0. Sam wynik dla osoby która nie widziała meczy mógł by wskazywać, że to był co najmniej równy mecz dwóch zespołów gdzie jeden z nich zaprezentował na przykład lepszą skuteczność. Nic jednak z tych rzeczy. Postawę w tym meczu Wrocławian można określić tylko dwoma określeniami, „Obrona Częstochowy” lub tez „Autobus graczy w polu karnym”. Wisła w tym meczu miała procent posiadania piłki w okolicach 75 procent co jest przewagą wręcz miażdżącą. Co jednak z tego jak nie potrafiła tej przewagi w sensowny sposób wykorzystać? A co na to Śląsk? Gracze gospodarzy najpierw mieli kupę szczęścia po strzale Kaźmierczaka już w drugiej minucie, a następnie wyprowadzili wręcz książkową kontrę w drugiej połowie 4 na 2. Zresztą gdyby Wisła przegrała ten mecz 3 albo 4 do 0 to także nie mogła by mieć większych pretensji.

Co ten wynik oznacza w większym wymiarze? Na pewno to że ligowa tabela spłaszcza się bardzo znacznie. Jagiellonia Białystok ma już tylko 3 punkty straty do lidera co na pewno doda dużego kolorytu i emocji następnym rundom spotkań. Tym bardziej biorąc pod uwagę fakt jakich rywali do końca sezonu mają gracze zarówno Wisły jak i Jagi. W tej materii swoisty handicap ma Jagiellonia, która wszystkie swoje spotkania z innymi czołowymi zespołami w lidze ma już praktycznie za sobą. Wisłę natomiast czekają starcia między innymi z Lechią, Lechem czy też Legią. Jednym słowem jeszcze wszystko może się zdarzyć i nic nie jest rozstrzygnięte jak się wielu ludziom jeszcze do niedawna wydawało.

piątek, 15 kwietnia 2011

Gdy piszę te słowa to jestem już od ponad dwóch godzin w pociągu zmierzającym w stronę Inowrocławia. No może jeszcze nie Inowrocławia, a tylko póki co Olsztyna. Internet w trasie nie działa tak jak bym oczekiwał dlatego wpis ten pojawi się zapewne już gdy dotrę do pierwszego większego miasta gdzie będę miał „pole”. Ale dziś nie o tym chciałem. Właśnie sobie coś uświadomiłem.


Kiedy byłem kilka, a może nawet kilkanaście lat młodszy zostałem zarażony wirusem o wiele mówiącej nazwie „sport”. Jednym z objawów tego uzależnienia było to, że praktycznie każdego ranka kiedy tylko wschodziło słońce a ja otwierałem swoje oczy następował mój mały rytuał. Pierwszą moją czynnością jaką robiłem zaraz po przebudzeniu było wyjście z domu z domu po poranną prasę w postaci przede wszystkim Przeglądu Sportowego. Gazety która być może nie „wychowała” mnie ale na pewno pozwoliła aby moja pasja jaką stał się sport na pewno nie malała. Nie przeszkadzało mi też w żaden sposób, że gazeta w Białymstoku ukazywała się z jednodniowym opóźnieniem. Pamiętam że zawsze czytałem to wydawnictwo od deski do deski. Jednak wtedy były to jeszcze czasy kiedy Przegląd Sportowy się czytało, a nie oglądało tak jak ma to miejsce w tej chwili.

Czasy się jednak zmieniają, ludzie także, a technika idzie nieubłagalnie do przodu. Z biegiem lat zmieniają się także nawyki, przyzwyczajenia czy też prawdziwe rytuały jakie ma każdy z nas. Ja także już od kilku lat zaprzestałem na przykład kupowania Przeglądu Sportowego z różnych powodów. Jednak na swój sposób sentyment do tego wydawnictwa gdzieś we mnie pozostał, a dowodem na to jest mój nowy/stary nawyk nabywania tejże gazety zawsze wtedy kiedy wybieram się w podróż pociągiem. Nie inaczej jest i w dniu dzisiejszym kiedy to jak zwykle ten sam uśmiechnięty i pozytywnie nastawiony sprzedawca na dworcu PKP w Białymstoku sprzedał mi to wydawnictwo.

Jego lektura uświadomiła mi, a właściwie przypomniała kilka spraw. Jedną z nich na pewno jest fakt, że Przegląd Sportowy już od jakiegoś dłuższego czasu stał się gazetą nie tyle sportową co piłkarską. Swoją drogą był to też jeden z powodów który mnie do tego dziennika zniechęcił. Nawet będąc we Włoszech i mając okazję przejrzeć pobieżnie włoski odpowiednik Przeglądu miałem wrażenie, że jest tam więcej SPORTU, a nie PIŁKI. W kraju gdzie futbol jest co najmniej religią udało się im zachować pewien umiar i proporcje.

Druga sprawa jaka na pewno rzuciła mi się w oczy to fakt jak bogaty będzie ten weekend w wydarzenia sportowe. Kiedy ja będę w Inowrocławiu interesował się losami Biatransu Białystok i jego walki o awans do drugiej ligi to zarówno w Polsce jak i na świecie odbędzie się masa innych nie mniej ciekawych wydarzeń. Futbolowy światek w naszym kraju na pewno skupi się na batalii Lecha z Legią gdzie może paść rekord frekwencji kibiców na meczu ligowym w Polsce. A pro po kibiców polecam tekst z dodatku do Przeglądu Sportowego o fanach z całej Europy. Jest tam wiele oczywistości dla osób które interesują się tym na bieżąco, ale też i jest kilka ciekawych faktów. Wracając jednak do tematu. Futbolowa Europa, a raczej też i cały świat rozpocznie w ten weekend oglądanie czteroodcinkowego serialu pod tytułem „Gran Derbi”. Jeszcze nigdy w historii nie zdarzyło się tak aby w tak krótkim czasie(18 dni) Real Madryt oraz FC Barcelona spotykały się ze sobą aż czterokrotnie. Czy nawarstwienie tego typu meczu może się odbić na spadku atrakcyjności całego wydarzenia? Nie sądzę. Przede wszystkim dlatego ponieważ na drugą taką „kumulację” w najbliższych latach nie ma co raczej liczyć. Ten zespół który wyjdzie z tej batalii zwycięsko zapisze się na kartach historii złotymi zgłoskami.

Pozostawiając piłkę nożną w spokoju, a spoglądając w stronę innych dyscyplin sportowych to tam także mamy kilka wydarzeń które warto mieć na uwadze. Jednym z nich jest na przykład finał siatkarzy Plus Ligi gdzie już w pierwszym meczu SKRA Bełchatów dosyć niespodziewanie przegrała na własnym boisku z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle w stosunku 2:3. Czy taki wynik sprawia że murowany faworyt z Bełchatowa przestaje być faworytem? W żadnym wypadku ale dzięki temu zwycięstwu gości temperatura finałowej rywalizacji na pewno poszła zdecydowanie w górę. Podobnie zresztą ma się sytuacja w playoffs Tauron Basket Ligi gdzie wczoraj Asseco Prokom Gdynia przegrał z Energą Czarnymi Słupsk i w półfinałowej rywalizacji jest już 1-1, co w przypadku rywalizacji do tylko 3 wygranych i perspektywy kolejnych dwóch meczów w Słupsku sprawia, że hala Gryfia może odlecieć. Dosłownie.

A jeśli kończąc już powoli z uwagi na fakt kończących się baterii w laptopie, dodamy do tego rozpoczynające się playoffs w NBA to mamy całkiem ciekawy harmonogram nadchodzących dni. Tylko jeszcze w naturalny sposób powstaje jedno krótkie ale dość ważne pytanie. Jak to wszystko ze sobą połączyć, zgrać i ogarnąć? ;)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6