Ostatnie wpisy
Zakładki:
Inne
Koszykarskie
Piłkarskie
Tam gdzie piszę
Zdjęcia
Tagi
|
Wpisy z tagiem: playoffs
piątek, 13 maja 2011
Kiedy rozpoczynał się w NBA sezon 2010/2011 drużyna Chicago Bulls była stawiana w gronie faworytów konferencji wschodniej. Jednak szanse takich zespołów jak Miami Heat, Boston Celtics czy też nawet Orlando Magic przez wiele osób stawiane były znacznie wyżej niż drużyny z Wietrznego Miasta. Rzeczywistość okazała się jednak zgoła inna. Świetny sezon regularny całego zespołu zwieńczony bilansem ponad 60 wygranych spotkań czyli najlepszym w NBA, nagroda MVP dla mającego trampoliny w nogach Derricka Rose’a to tylko dwa z kilku mniejszych zaskoczeń mijającego sezonu. Minionej nocy zawodnicy Chicago Bulls wygrywając w dość łatwy sposób z Atlantą Hawks uzyskali awans do finału gdzie już czekają na nich Miami Heat. I ta seria zapowiada się co najmniej pasjonująco.
Na pewno inaczej niż wszystkie 3 poprzednie w sezonach kiedy Bulls pod wodzą samego Michaela Jordana zdobywali mistrzowskie pierścienie. W trakcie trwania 6 rozgrywek playoffs w latach 90-tych Bulls i Heat spotykali się ze sobą trzykrotnie. Jednak milo te mecze mogą wspominać tylko fani Chicago ponieważ podczas tych serii Heat zdołali odnieść tylko jedno zwycięstwo ponosząc przy tym 10 porażek. W tym roku jednak nie zapowiada się aby taka historia miała się powtórzyć. Jest za to szansa na inną powtórkę. W minionym sezonie szefowie Chicago Bulls podczas jednego z meczów w United Center zorganizowali pewną uroczystość upamiętniającą bardzo miłe wydarzenie w historii klubu z Chicago. Ceremonia w pełnej wersji jest do obejrzenia TUTAJ. Planując i organizując ten event nikt chyba na poważnie nie przypuszczał, że już w tym roku nadarzy się okazja aby upamiętnić ta rocznicę w najlepszy z możliwych sposobów czyli zdobywając kolejne trofeum. Wprawdzie do tego celu jeszcze bardzo daleka droga ale taki rozwój wydarzeń jest jak najbardziej możliwy. Dlatego tez myślę że wielu z kibiców będzie oglądać te finały wschodu właśnie pod tym kątem. A pro po jeszcze historii.
Zanim Los Angeles Lakers odpadli z tegorocznych rozgrywek playoffs już było wiadomo, że szkoleniowiec zespołu i legenda NBA czyli Phil Jackson nie zostanie na kolejny sezon. Dlatego też zaczęto po cichu poszukiwania nowego szkoleniowca, który by objął to stanowisko. Jedną z plotek jest niejaki Rick Adelman, zwolniony niedawno z Houston Rockets. Czy ewentualny wybór tego trenera byłby dobrym czy też złym posunięciem w moim odczuciu teraz jest sprawą drugorzędną. Natomiast innym faktem jest to, że ktokolwiek nie zostanie zatrudniony to będzie musiał się zmierzyć nie tylko z wyzwaniem jakim będzie ogarnięcie ekipy z LA ale przede wszystkim zmierzenie się z legendą Phila Jacksona. Ewentualnych porównań w przyszłości na pewno nie zabraknie i już współczuje temu, który będzie przyrównywany do ikony basketu. Przy niej dosłownie każdy wypada blado.
czwartek, 28 kwietnia 2011
San Antonio Spurs praktycznie przez całe tegoroczne rozgrywki zadziwiali wszystkich swoją dobrą grą. Gracze z Teksasu przystępowali do rywalizacji w pierwszej rundzie playoffs z pozycji zdecydowanego lidera. Te plany i przewidywania jednak bardzo szybko zostały zweryfikowane przez Memphis Grizzlies, które jest o krok przed wysłaniem na ryby swoich przeciwników.
Po dwóch pierwszych meczach tej serii w San Antonio był niespodziewany remis 1-1 po tym jak Grizzlies wyrwali gospodarzom już mecz otwarcia. Paniki jednak nie było bo wiadomo, że Spurs są zespołem na tyle doświadczonym i ogranym że są w stanie wygrać z każdym i wszędzie. Nawet w kipiącej dzięki kibicom hali Niedźwiadków. Jednak jak się okazało gospodarze meczu numer 3 i 4 wspięli się na wyżyny swoich umiejętności i ku zaskoczeniu wygrali oba spotkania co stworzyło im komfortową sytuację dzięki prowadzeniu w serii 3-1. Dzięki temu zyskali oni nie tylko przewagę własnego parkietu ale także przede wszystkim 3 szanse na to aby sprawić ogromną niespodziankę i odprawić najlepsza drużynę zachodu już w pierwszej rundzie. Dzisiejsze spotkanie numer 5 przez bardzo dług czas układało się tak jakby sobie tego życzyli fani Niedźwiadków. Gracze tego zespołu wytrzymywali presję i prowadzili bardzo długi czas w tym meczu. Nadeszła jednak końcówka… Po tym starciu Spurs nadal przegrywają w serii 2-3 ale takie zwycięstwo jak to może ich bardzo mocno podbudować co może mieć z kolei niebagatelne znaczenie w meczu numer 6. A Grizzlies? Grizzlies w moim odczuciu postawili się w dzisiejszym meczu pod ścianą. Kolejny mecz pomimo, że będzie miał numer 6 to dla nich będzie to walka o prawdziwe być albo nie być. Nie wyobrażam sobie że Niedźwiadki mogą wygrać ewentualny 7 mecz w San Antonio i dlatego muszą załatwić tą serię najszybciej jak się da. Po dzisiejszej nocy na ryby zaś mogą się już udać dwa zespoły, których tak na dobrą sprawę gdyby nie było w playoffs to nikt by nie zauważył. Ekipy z Philadelphii i Denver przegrały swoje serie po 1-4 z ekipami Heat i Thunder. Tak więc już w niedzielę zaczyna się chyba jedna z najbardziej oczekiwanych serii w tych playoffs czyli Heat-Celtics. Będzie się działo.
poniedziałek, 07 marca 2011
Tydzień temu prezentowałem wam wybór meczu przez Macieja Jamrozika z Czwarta-Kwarta.com. Był to pomimo że wygrany mecz Lakers, to jednak z bardzo traumatycznych dla kibiców Jeziorowców finałów w 2004 roku. Tak więc dziś dla przeciwwagi czas na coś gdzie Ci sami kibice będą mogli czuć się usatysfakcjonowani. Nie mogło być jednak inaczej skoro tym razem wyboru meczu dokonywał nikt inny jak niejaki Rafał Niewiadomski. Człowiek znany dla szerszej publiczności polskiej blogosfery z bloga Zawsze Po Pierwsze oraz polskiej strony poświęconej Los Angeles Lakers www.lakers.com.pl. Oddaję więc mu głos: „Niestety nie będę oryginalny. Było dużo wielkich spotkań, które widziałem na żywo, bądź je przespałem, w tych kilkunastu latach, przez które śledzę NBA. Zaczynając od Game 7 Finałów 1994 na Game 7 Finałów 2010 kończąc. W międzyczasie Game 4 Finałów 2009, Game 4 Finałów 2000, Flu Game Jordana, Game 6 Finałów 1998, Game 5 Finałów 2006... Playoffs? Game 7 WCF'00, Game 7 WCF'02, Game 4 Lakers - Suns z 2006 itd. 81 punktów Kobego przeciwko Raptors, 65 przeciwko Blazers... a także wiele innych genialnych spotkań z sezonu regularnego, samych Lakersów, bo ich śledzę najmocniej. Ale gdybym miał wybrać tylko to jedno spotkanie, które mógłbym zabrać na bezludną wyspę bez wątpienia wziąłbym Game 7 WCF'00. Owszem, decydujące spotkanie zeszłorocznego finału z Celtics dla fana Lakersów ma podwójną wartość i pod pewnymi względami (pościg) przypomina mecz sprzed 11 lat ale to spotkanie z Trail Blazers, ta czwarta kwarta była piękna. Wielkie trójki, wielkie bloki, wielkie wsady czy rzuty. Do tego ta świadomość, że ten mecz narodził dynastę, powoduje, że do tego spotkania mógłbym wracać każdego dnia.” Tak więc powróćmy i my…
DOWNLOAD
poniedziałek, 11 października 2010
Historia NBA bogata jest w zespoły które na stałe wpisały się w jej annały. Jednak jak zawsze tam gdzie są wygrani muszą też być i ci, którzy przełykali gorycz porażki. Czasem bardzo cierpką gorycz. Wiele jest przypadków kiedy za jakimś sukcesem stoi przede wszystkim zmarnowana szansa jednej z drużyn… W roku 2000 ta niezbyt przyjemna funkcja przypadła drużynie z Portland, która w finale Konferencji Zachodniej spotkała się z Los Angeles Lakers. Obie drużyny tamtym czasie były naszpikowane gwiazdami o jakich duża część tej ligi mogła tylko pomarzyć. Obie ekipy stanęły przed wielką szansą powrotu do swoich najlepszych lat w historii kiedy to walczyły o największe triumfy. Finałowa seria z 2000 roku była pełna zaciętych meczów w których nie brakowało walki, świetnych występów poszczególnych graczy czy też zmian prowadzenia w rywalizacji. Mecz numer 7 nie odróżniał się w żaden sposób od pozostałych…
niedziela, 30 maja 2010
Stało się. Finały obu konferencji w lidze NBA dobiegły końca. Dzień po dniu swoje rywalizacje zwycięsko zakończyli koszykarze Boston Celtics i Los Angeles Lakers. Tym samym po raz kolejny w całej historii tej ligi staną naprzeciwko siebie dwa najbardziej utytułowane zespoły aby zmierzyć się ponownie o prymat. Czy te finały będą gorsze od tych które ja sobie życzyłem jakiś czas temu? Na pewno będą inne. Jak jednak wiadomo nie od dziś inne to nie znaczy że gorsze. Wręcz przeciwnie, dla prawdziwych fanów nie tylko zainteresowanych zespołów, rywalizacja ta będzie miała kilka prawdziwych smaczków. Ja być w najbliższych dniach napiszę dlaczego ja będę śledził uważnie te finały, a póki co zapraszam do zapoznania się z opinią dlaczego to będzie „Finał Marzeń”. Tymczasem ja jeszcze skupię się na tym co wydarzyło się minionej nocy podczas której „moi” Phoenix Suns odpadli po zaciętej walce z dalszej rywalizacji. Jak to mówią „mecz meczowi nie jest równy”, jednak oglądając dziś nad ranem to starcie miałem nieodparte wrażenie że już to gdzieś widziałem. I to wcale nie tak dawno. Skąd takie odczucie? Być może dlatego że ponownie przez większość meczu stroną dyktującą warunki byli gracze z Los Angeles. Być może też dlatego że ponownie gracze Suns ocknęli się w ostatniej odsłonie gry i przypuścili frontalny atak na rywali? Do wrażenia deja vu na pewno przyczyniła się też postawa Gordana Dragica, który swoje najlepsze momenty gry miał właśnie w decydującej fazie meczu i o mały włos, a nie zostałby ojcem ewentualnego zwycięstwa swego zespołu. Niestety ponownie graczom Suns czegoś zabrakło aby podtrzymać swoje szanse w tej rywalizacji. Czego konkretnie? Upraszczając bardzo ten mecz, zabrakło przede wszystkim skuteczności w ostatnich chwilach tego pojedynku i wyrachowania. Ujmują to jeszcze inaczej można śmiało i z całą stanowczością stwierdzić że zabrakło im po prostu tego zawodnika:
To co wyczyniał w końcówce Kobe Bryant z całą obroną Suns to było po prostu NIE-PRAW-DO-PO-DO-BNE. Takie zagrania jak te w jego wykonaniu doprowadzały z jednej strony do wściekłości i zarazem bezsilności graczy i kibiców w Phoenix, a zarazem jego koledzy z zespołu i fani w LA musieli czuć wielką radość, satysfakcję i po prostu ulgę. Zresztą jeśli ktoś jeszcze tego nie widział niech zobaczy sam:
Właśnie takie chwile i takie zagrania „oddzielają chłopaków od mężczyzn”. Szkoda tylko trochę tej „elektryzująco pomarańczowej” przez całe playoffy publiczności w Phoenix. Śmiało można powiedzieć że w wielu momentach, to ona była szóstym zawodnikiem Suns i pomagała się podnieść reszcie zespołu w trudnych chwilach.
Teraz to już tylko historia. Sympatyczna, ale jednak historia. Teraz kolejną kartę w dziejach NBA będą zapisywać gracze z Los Angeles i Bostonu. Jednak zanim zaczną to robić to zapraszam wszystkich którzy odwiedzają tego bloga do wzięcia udziału w drugim już w historii tego bloga KONKURSIE! Jak się chyba nie trudno domyślić konkurs będzie związany właśnie z historią i rywalizacją właśnie Celtów i Jeziorowców w mniej lub bardziej zamierzchłych czasach. Aby móc walczyć o nagrodę główną trzeba tym razem odpowiedzieć na 3, chyba nie najtrudniejsze pytania. A więc nie ma chyba co przedłużać i zaczynamy: 1. Ile razy w całej historii w finale NBA naprzeciwko siebie stanęli koszykarze Boston Celtics i Los Angeles Lakers i jaki obecny bilans tychże starć? 2. Podaj przynajmniej pięciu zdobywców nagrody MVP właśnie tych historycznych finałów(bez różnicy z którego zespołu, ale bez roku 2008). 3. Który z zawodników którzy wystąpią w tegorocznym finale ma najwięcej tytułów mistrzowskich i w jakich latach je zdobywał? Myślę że pytania nie są jakieś specjalnie wymagające, tym bardziej biorąc pod uwagę fakt nagrody jaka jest do zdobycia. A co to jest tym razem? Otóż do zgarnięcia jest zestaw pełnych serii meczów finałowych z lat 1984, 1985, 1987 i 2008 pomiędzy Los Angeles Lakers i Boston Celtics na płytach DVD, a do tego dorzucę jeszcze pewną niespodziankę o której dowie się tylko sam zwycięzca :) Jeśli ktoś nie ma wątpliwości że ten zestaw ma być właśnie jego, niech wysyła swoje odpowiedzi na ten adres: Konkurs potrwa trochę dłużej niż tydzień ponieważ do następnego poniedziałku, do godziny powiedzmy że 20:00. Wyniki konkurs zapewne też pojawią się tego samego dnia. Tak więc nie pozostaje m nic innego jak zaprosić do zabawy i życzyć powodzenia. | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||