Wpisy z tagiem: eliminacje

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Polska reprezentacja koszykarzy przegrała decydujący mecz z Belgią 70:67. Tym samym też nie uzyskała awansu na przyszłoroczne mistrzostwa Europy które odbędą się u naszych wschodnich sąsiadów czyli na Litwie. Dlaczego zespół który był przez wszystkich stawiany w roli faworyta zawiódł na całej linii? Według mnie na tego typu wszystkie pytania odpowiedź jest praktycznie jedna - Igor Griszczuk.


Były zawodnik Nobilesu Włocławek żyje, gra, pracuje w Polsce praktycznie od zawsze. Po skończonej bogatej karierze zawodniczej przesiadł się na ławkę trenerską by kontynuować swoją przygodę z basketem w naszym kraju. Tak jak i na parkiecie w dość szybkim czasie zaczął odnosić sukcesy. Takim na pewno było wywalczenie z Czarnymi Słupsk ich pierwszego w historii brązowego medalu mistrzostw Polski. Gdy opuścił on pomorze wrócił do „swojego” Anwilu aby tam dalej tworzyć historię jakiej od dawna był już częścią. W dwóch ostatnich sezonach z tym klubem zdobył brązowy oraz srebrny medal mistrzostw Polski. Jednak pomimo tych osiągnięć oraz za sprawą swego dość krnąbrnego charakteru grono jego zwolenników było tak samo duże jak i jego przeciwników.

Gdy po nieudanym ubiegłorocznym Eurobaskecie w naszym kraju z posady selekcjonera Polski został zwolniony Muli Katzurin, wiadomo było że kolejny człowiek na tym stanowisku będzie miał bardzo trudne zadanie. Dlatego też większość ludzi oczekiwała od związku aby następcą Izraelczyka był człowiek „z nazwiskiem” który mógłby swoim autorytetem zebrać to całe towarzystwo do kupy i nakierować ich na odpowiedni cel. Widząc jednak po tym jak PZKosz zabierał się do tego wyboru ciężko było być optymistą. Gdy ogłoszono nominację Igora Griszczuka większość komentarzy na ten temat była w tonie że wybrano „mniejsze zło”. Czy teraz patrząc z perspektywy czasu i przez pryzmat eliminacji nadal wszyscy uważają że jest to „tylko” mniejsze zło?

W moim wyobrażeniu trener kadry narodowej każdej reprezentacji kraju w każdej dyscyplinie sportu ma bardzo podobne zadania do wykonania na początku pracy z nowobudowanym zespołem. Tak naprawdę na pierwszy plan wysuwają się dwa z takich celów jakie musi osiągnąć. Pierwszym z nich jest wybranie i nakłonienie do gry w reprezentacji kraju najlepszych dostępnych zawodników pod kątem taktyki jaką planuje wprowadzić do systemu gry zespołu. Drugą z elementarnych czynności do wykonania jaką ma każdy trener to zmotywowanie zespołu do walki na najwyższym mentalnym poziomie w każdym meczu i utrzymanie tej mobilizacji przez praktycznie cały okres zgrupowania a następnie danych eliminacji czy też imprezy. Do tego dochodzi oczywiście szereg innych pomniejszych, ale równie  ważnych szczegółów, które muszą zostać dopełnione aby na samym końcu można odnieść sukces lub też przynajmniej można było szczerze spojrzeć sobie w twarz w poczuciu dobrze wykonanej pracy. Patrząc na to w ten sposób w moim mniemaniu Igor Griszczuk zawiódł na całej linii.

Już od początku kiedy były ogłaszane pierwsze powołania dla graczy na zgrupowania kilka pojawiających się tam nazwisk prowokowało pytania o ich trafność i słuszność. Wtedy jednak można było wszystko wytłumaczyć okresem przygotowań i poszukiwań nowego szkoleniowca który stara się zbudować zespół zgodny ze swoją wizją. Do tego oczywiście doszły też kontuzje podstawowych graczy w postaci Michała Ignerskiego i Szymona Szewczyka którzy mogli być nieocenieni w tych minionych już eliminacjach. Jednak pomimo to w moim odczuciu błędy zostały popełnione. Jakie to błędy? Dlaczego na przykład trener nie zapewnił sobie wyjścia awaryjnego w postaci trzeciego rozgrywającego? Kiedy kontuzji nabawił się Krzysztof Szubarga było to wręcz konieczne aby taki zawodnik dołączył do składu i wspomagał Łukasza Koszarka w walce z rywalami którzy bardzo szybko zobaczyli naszą słabość w tym aspekcie i skrupulatnie ją wykorzystywali. Kolejna zagadką selekcjonera po co został wzięty do składu taki gracz jak Zbigniew Białek? Przez cale eliminacje nie wszedł ona na parkiet ani przez minutę co wyglądało prawie jak kara, tylko za co? Czy nie lepiej było powołać na przykład jakiegoś młodego i perspektywicznego gracza który mógłby chociażby obyć się z atmosferą kadry co by procentowało w przyszłości? W praktyce mogło to wyglądać tak samo ale z tego siedzenia na ławce jest jakaś nadzieja że byłby pożytek.

Ciężko jest też jednak dobierać zawodników do danej taktyki jeśli takowej ewidentnie nie ma. Igor Griszczuk w tych eliminacjach udowodnił chyba wszystkim to, że przez ponad miesiąc czasu nie potrafił wypracować z zespołem choćby 2-3 żelaznych zagrywek. Akcji które można było stosować w każdym momencie meczu i dawałyby one znacznie większe szanse na to że zakończy się to wszystko zdobyciem punktów przez któregoś z graczy. Na początku eliminacji nasi wysocy gracze nie byli praktycznie wcale wykorzystywani w grze przez resztę zespołu jakby nikt o tym nie wiedział że to tam tkwi nasza siła. W obronie oprócz masy błędów indywidualnych poszczególnych graczy były też błędy systemowe które powodowały na przykład to, że przez całe eliminacje nie potrafiliśmy zatrzymać praktycznie żadnego zespołu za linia 6,25 metra. Momentami było to wręcz żenujące jak przeciwnicy nam raz za razem rzucają za 3 punkty bez zupełnie żadnej obrony, a za chwile robili jeszcze raz to samo i dalej nie było żadnej reakcji. Przykładów nie trzeba szukać daleko ponieważ drwale z Belgii zrobili to wczoraj po raz kolejny wręcz koncertowo. Kolejnym kamyczkiem, a właściwie potężnym kamieniem jest to, że Igor Griszczuk kompletnie nie potrafił zapanować nad tym co dzieje się na parkiecie. W niektórych chwilach poszczególnych meczów wydawało się że wystarczyłoby tylko wziąć czas aby ostudzić rywali i skierować nas ponownie na lepsze tory. Jednak dziwnym trafem taki pomysł dla trenera nie przychodził, co mogliśmy zobaczyć wczoraj na początku trzeciej kwarty. Nawet jednak gdy przychodził to też nie było wcale lepiej, bo podczas takiego czasu wypadałoby coś tym zawodnikom przekazać. Zdarzały się jednak przerwy kiedy trener najzwyczajniej w świecie nie miał nic do powiedzenia(patrz spotkanie w Portugalii) i to już było brzemienne w skutkach.

Takie właśnie sytuacje powodują też że trener traci w oczach swoich zawodników którzy nie są pewni na sto procent czy mogą mu bezgranicznie zaufać. A to właśnie zaufanie do samych siebie oraz pełna mobilizacja w zespole jest podstawą do osiągania jakichkolwiek sukcesów na arenie międzynarodowej. Właśnie o to powinien dbać nasz trener w pierwszej kolejności. Jestem też osobiście zdania że z kadrą oprócz sztabu czysto szkoleniowego powinien na stałe współpracować psycholog który by pomagał w budowaniu atmosfery zespołu. Z tą nie było już najlepiej podczas samych eliminacji kiedy docierały głosy że Marcin Gortat potrafił przy wszystkich obwinić szkoleniowca o porażki w danych meczach. W dobrze funkcjonującym zespole takie sytuacja nie mają prawa mieć miejsca.

Błędów jakie zostały popełnione w ostatnim czasie zarówno przez Igora Griszczuka jak i przez wiele innych osób z tego środowiska było znacznie więcej. Jednak będzie jeszcze czas aby je wszystkie napiętnować i zobaczyć czy jest jakaś szansa by zmienić coś na lepsze. Na dziś niech najlepszym podsumowaniem zarówno tych eliminacji jak i wczorajszego meczu będzie jeden  tekstów wypowiedzianych po wczorajszym spotkaniu przez jednego z twitterowców: „To żaden wstyd przegrać z krajem, którego największym koszykarskim osiągnięciem są oświetlone autostrady.”

Amen

piątek, 27 sierpnia 2010

Polscy koszykarze dostali swoja kolejną, a zarazem ostatnią szansę. Dzięki wczorajszemu zwycięstwu Bułgarii w meczu na własnym parkiecie przeciwko Belgii, nasz zespół ponownie wrócił do gry i jego los jest w ich własnych rękach. Czy aby jednak na pewno na ten los zasłużyliśmy? Czy jest jakaś szansa że go wykorzystamy?

Belgowie po meczu w Bułgarii mogą tak samo sobie pluć w brodę tak jak i my to robiliśmy po spotkaniu z tym niewygodnym przeciwnikiem. Potwierdziła się też po trochu teza, że większość zespołów występujących w naszej grupie są to zespoły „własnego parkietu”. Na 18 rozegranych spotkań do tej pory w naszej grupie tylko 5 z nich wygrywali goście, a aż 3 z tych porażek na własnym parkiecie należy do najsłabszego zespołu Portugalii. To nie jest dobra wróżba jeśli chodzi o niedzielny mecz. Belgowie też nie należą do zespołów które dają sobie łatwo wydzierać zwycięstwa na własnym parkiecie, czego najlepszym dowodem jest fakt że mają oni serię 6 zwycięstw z rzędu. Ostatni mecz jaki udało im się przegrać było to spotkanie z Francuzami w 1998 roku, kiedy to polegli w stosunku 65:71. Dokładając do tego naszą „klątwę” meczów wyjazdowych podczas których idzie nam jak po grudzie, nie wygląda to dobrze.

Bez wątpienia jednak istnieją jeszcze przesłanki do tego aby mieć nadzieję że podopiecznym trenera Griszczuka uda się doczłapać do wyznaczonego przed eliminacjami celu. Wyliczankę atutów jakie mamy w starciu z niedzielnym rywalem można by zacząć od pierwszego meczu w Łodzi, kiedy to nie pozostawiliśmy dotąd niepokonanym Belgom żadnych złudzeń i odprawiliśmy ich z kwitkiem wygrywając 93:73. Jak jednak wiadomo od zawsze, mecz meczowi nierówny tak więc o tym meczu trzeba zapomnieć i budować koncentrację zupełnie od nowa. O tyle trzeba się skupić na tym aspekcie ponieważ w tych eliminacjach mieliśmy już kłopoty na tym polu które kosztowały nas porażki w Gruzji oraz Portugalii.

Patrząc na zestawienie statystyk po siedmiu meczach obu zespołów nie trudno wywnioskować fakt, że Polacy są w tych eliminacjach lepsi praktycznie w każdym elemencie koszykarskiego rzemiosła. Zaczynając od rzeczy podstawowej czy średniej zdobywanych punktów w każdym dotychczasowym meczu przez oba zespoły - 77,1 do 76,3 dla Polski, poprzez zbiórki - aż 33,3 do 24,7 dla Polski, aż po asysty - 16,1 do 14,7 także dla Polski. Jedyną statystyką która świadczy na korzyść gospodarzy niedzielnego meczu jest średnia skuteczność rzutów zza linii 6,25 w każdym meczu - 39,3% do 36,4%. Oczywiście są to tylko cyferki które w decydujących chwilach mogą nie mieć żadnego znaczenia, jednak aby tak się stało potrzebna będzie dobra gra nie tylko naszych „Twin Towers” czyli Marcina Gortata i Macieja Lampe, ale także wszystkich role players. Taki na przykład Łukasz Majewski w poniedziałkowym meczu z Bułgarią pokazał że jest to możliwe.

Patrząc jednak na drużynę trenera Igora Griszczuka całościowo, nie trudno oprzeć się wrażeniu że coś w tym organizmie nie gra. Zespół od samego początku wydaje się że nie gra na miarę swoich potencjalnych możliwości co automatycznie rodzi pytania o przyszłość oraz o kierunek w jakim zmierza. Odchodząc nawet od samej gry to niepokoi też fakt, że w ekipie nie panuje tak sielska atmosfera jak sobie większość myśli i zawodnicy oficjalnie mówią. Doszło nawet do tego że Marcin Gortat potrafi otwarcie przy całym zespole obwinić szkoleniowca o porażki w meczach z Bułgarią i Portugalią. Może ja się nie znam ale w taki sposób to monolitu przynajmniej mentalnego to się raczej nie zbuduje.

Dlatego też wczoraj doszła do mnie pewna myśl, a właściwie pomysł na to co powinno się stać po niedzielnym meczu. Otóż według mnie, bez względu na wynik jaki osiągnie Igor Griszczuk w Belgii, powinien on zostać zwolniony. Pomysł jest już teraz dość kontrowersyjny, a po niedzielnym wieczorze może stać się jeszcze bardziej, jednak jeśli jeszcze komuś zależy na dobru polskiego basketu to właśnie to wydaje mi się nieuchronne. Pod względem sportowym w tych eliminacjach szkoleniowiec popełnił zbyt wiele błędów aby można by na nie przymykać oko. W przypadku ewentualnego awansu do Eurobasketu na Litwie nie będzie już czasu na dalszą naukę, a potrzeba będzie sprawdzonego fachowca który da większe nadzieję że coś na tych mistrzostwach ugramy. Przecież to sami włodarze z PZKosza jeszcze nie tak dawno mówili o tym, że celem nadrzędnym tego zespołu jest awans do Igrzysk Olimpijskich w Londynie w 2012 roku, a właśnie już za rok na Litwie takowy awans będzie można uzyskać.

Obawiam się że bez żadnego ruchu ze strony naszych działaczy możemy być świadkami zaledwie trzech meczów na Litwie - meczu otwarcia, meczu o wszystko oraz meczu o honor. Czy tego właśnie chcemy? Już jutro rozpoczynają się w Turcji mistrzostwa świata koszykarzy. Z pozycji Polaków warto je oglądać patrząc na to jaki ze szkoleniowców pomimo swojego „dużego” nazwiska pożegna się z jakąś reprezentacją po tej imprezie. Być może mógłby on zostać w niedalekiej przyszłości naszym selekcjonerem?

sobota, 21 sierpnia 2010

Czy to się dzieje naprawdę? Czy można upaść niżej? Czy to nie jest jakiś koszmarny sen? Tego typu pytania zadają sobie od wczorajszego późnego wieczora kibice koszykówki w Polsce. Po dwóch zwycięskich meczach w Łodzi przeciwko Belgii oraz Gruzji, nasza reprezentacja przegrała na wyjeździe po dogrywce z Portugalią 84:85. Było to pierwsze zwycięstwo gospodarzy w tych eliminacjach.

Jak ważny to był mecz dla naszego zespołu nie trzeba chyba mówić. Po słabym początku eliminacji i porażkach na wyjeździe z Gruzja oraz Bułgarią byliśmy bardzo daleko od założonego celu czyli awansu z pierwszego miejsca. Dwa kolejne spotkania w łódzkiej Atlas Arenie tchnęły we wszystkich nadzieje że jednak nie wszystko stracone i założony cel jest możliwy do zrealizowania. W meczach przeciwko Gruzji oraz Belgii cieszyły nie tyle zwycięstwa co styl w jakim zostały one osiągnięte. I właśnie w takim momencie przyszedł mecz z Portugalią…

Zanim jednak rozpoczął się nasz mecz, drużyna Belgii zrobiła nam znakomity prezent w postaci zwycięstwa w Gruzji które zwiększało znacznie nasze nadzieje na awans z pierwszego miejsca w grupie. Jednak my Polacy potrafimy takie prezenty marnować koncertowo co dobitnie udowodniliśmy swoim meczem. Nie wiem czy kierowała się nasza rodzima TVP, ale już kilka dni wcześniej było wiadomo że oficjalnej transmisji z tego meczu nie będzie. Dlatego też wszyscy zapaleńcy którzy chcieli za wszelką cenę obejrzeć ten mecz byli zmuszeni szukać sygnału w internecie w postaci ogólnodostępnego streamu. Gdy mi osobiście udało się go znaleźć byłem bardzo zadowolony z tego faktu jednak jeszcze wtedy nie przypuszczałem że tak szybko będę tego żałował.

To co zaprezentowali w dniu wczorajszym nasi gracze to była profanacja basketu, co najmniej. Kadra trenera Igora Griszczuka w żadnym elemencie koszykarskiego widowiska nie przypominała zespołu który parę dni wcześniej pokonywał najsilniejsze zespoły w naszej grupie. Gracze sprawiali wrażenie zagubionych i nie wiedzących po co wyszli na parkiet. Po błędach zarówno w obronie jak i ataku, każdy kto tylko to widział najprawdopodobniej łapał się za głowę. Ja tak robiłem. Nie było w tym meczu nikogo do kogo nie można by mieć pretensji i zastrzeżeń co do jego postawy na parkiecie. Nie chodzi tu nawet o popełnianie jakichś prostych błędów które jeszcze o niczym nie decydują, a bardziej o błędy które swobodnie można nazwać WIELBŁĄDAMI.

Do takich mankamentów w naszej grze jak błędy w kryciu w obronie, nieumiejętność obrony obwodu czy też na przykład niewykorzystywanie naszych wysokich graczy w ataku doszły zupełnie nowe zakłócenia. Zakłócenia na które powinni reagować zarówno sami gracze, którzy doświadczeniem w poważnych meczach biją na głowę swoich rywali, jak i przede wszystkim trener Griszczuk. Niestety w tym meczu byliśmy kompletnie bezmyślni, wszyscy razem jak i tez każdy z osobna. Nie wyciągaliśmy żadnych wniosków ze swoich poczynań co w trakcie meczu nawarstwiało się i znajdowało odzwierciedlenie w wyniku. A nie trzeba chyba przypominać że działo się to w meczu, który patrząc na trybuny hali w Portugalii był bardziej sparingiem z zespołem który nie odniósł jeszcze żadnego zwycięstwa. Do wczorajszego wieczora.

Po takim „widowisku” ciężko mi było zebrać myśli, zresztą do tej pory jest. Ciężko mi wysnuć jakieś konkretne wnioski z jednego bardzo prostego powodu. Tym powodem jest fakt że nasz zespół narodowy gra po prostu irracjonalnie. Przewidując przez tym meczem wynik można było podpierać się tezą że nam zawsze ciężko się gra na wyjazdach czego efektem są tylko 2 zwycięstwa w ostatnich 10 latach. Jednak czy ktoś na prawdę poważnie myślał że przydarzy nam się coś takiego? Ja na chwilę obecną mam w głowie dwie myśli odnośnie wczorajszych wydarzeń. Pierwsza to takie przeniesienie na koszykarski grunt niedawnych słów wypowiedzianych przez piłkarza Wisły Karków po ligowej porażce z Ruchem Chorzów które brzmiały: „Jesteśmy bandą nieodpowiedzialnych ludzi!”. Druga myśl jaka kołacze mi się gdzieś po głowie to taka że jeśli nie potrafimy wygrywać takich meczów z takimi rywalami to po prostu na żaden awans nie zasługujemy. Przykre ale prawdziwe.

środa, 18 sierpnia 2010

Gruzja została odprawiona z kwitkiem. Tak mogą sobie powiedzieć reprezentanci Polski po wczorajszym meczu z Gruzją w ramach eliminacyjnego meczu do Eurobasketu. Jest wiele czynników które wpłynęły na taki obrót sprawy, jedna nie wszystkie były dla nas tak pozytywne jak wskazywałby końcowy wynik.


Gdyby ktoś spojrzał po tym meczu jedynie na suche statystyki mógłby stwierdzić że Polacy wygrali z Gruzją szybko, łatwo i przyjemnie. Czy tak było? Nie do końca. Pomimo tego że w przeciągu całego spotkania goście nie prowadzili ani razu, a jedynie 3 razy na tablicy widniał wynik remisowy, to przez pełne 40 minut gry nie można było być niczego do końca pewnym. Przed samym spotkaniem halowy zapiewajło" oznajmił że w meczu nie wystąpi najgroźniejszy z gruzińskich graczy czyli Zaza Pachulia. Jak się później okazało była to tylko połowiczna prawda. Podstawowy center gości przez pierwszą połowę praktycznie nie istniał zarówno w ataku jak i obronie. Duża w tym zasługa naszych graczy którzy odrobili lekcję z pierwszego meczu i skutecznie zatrzymywali kolejne akcje w jego wykonaniu. Pierwsze swoje punkty Zaza zdobył dopiero w drugiej połowie meczu kiedy to skutecznie wykorzystał rzuty wolne. W całym spotkaniu zapisał on na swoim koncie 8 punktów trafiając zaledwie jeden na dziesięć rzutów z gry. Tak więc być może plotki o jego absencji w tym spotkaniu się nie potwierdziły, ale wpływ na jego grę na pewno miały.

Z naszej strony liczyliśmy na ponowne dobre występy naszych dwóch bliźniaczych wież w osobie Marcina Gortata i Macieja Lampe. Po dobrym spotkaniu przeciwko Belgii apetyty u wielu kibiców i obserwatorów na pewno wzrosły. Czy zostały jednak zaspokojone? Z jednej strony obaj Ci gracze w tym meczu bardzo często brali ciężar na siebie zdobywania kolejnych punktów i przynosiło to dość wymierne skutki co było najlepszym potwierdzeniem tego że zbyt późno zaczęliśmy grać konsekwentnie w ten właśnie sposób. Marcin Gortat kilkukrotnie popisał się podkoszowymi manewrami jakich nie powstydziliby się najwięksi gracze na świecie na jego pozycji.  Statystykę zdobywanych punktów z pod kosza Polska wygrała we wczorajszym meczu 36-20. To do czego można się przyczepić jeśli chodzi o grę naszych wszystkich wysokich graczy to fakt że ponownie przegraliśmy walkę na tablicach w stosunku 37-44. Szczególnie irytujące momentami było pozwalanie przez cały nasz zespół aby nawet niżsi z zawodników zgarniali nam piłkę sprzed nosa pod naszym koszem. Stąd też się wzięła statystyka zbiórek w ataku którą przegraliśmy różnicą aż 8 piłek. To jest potencjalnie minimum 16 punktów więcej dla przeciwnika czyli dużo, zdecydowanie za dużo. Zresztą statystykę tak zwanych "punktów drugiej szansy" przegraliśmy sromotnie bo aż 8-26.

W odniesieniu do naszych kontuzji w ostatnich meczach wszyscy obawiali się też o grę naszego rozgrywającego Łukasza Koszarka wspomaganego momentami przez Thomasa Kelatiego. Ja osobiście muszę przyznać że po kontuzji Krzysztofa Szubargi miałem przed oczami wizję w której przez długie chwile każdego z meczów nie będziemy potrafili przeprowadzić piłki na połowę rywala, nie mówiąc już o składnym konstruowaniu kolejnych akcji. Jak się jednak okazuje Łukasz Koszarek radzi sobie co najmniej nieźle, a momentami wręcz zaskakująco dobrze. Dwie statystyki które w jakimś stopniu mówią o grze zawodników na tych pozycjach są to punkty zdobywane ze strat przeciwnika oraz punkty w kontrataku. Obie z tych klasyfikacji są dla nas w po tym meczu niezwykle korzystne. Pierwszą z nich wygraliśmy 16-2, drugą natomiast jeszcze wyżej bo aż 17-2. Całe też szczęście że jeden z niefortunnych upadków Thomasa Kelatiego na parkiet zakończył się tylko na strachu, a nie kolejną kontuzją. Na minus naszych rozgrywających na pewno wpływa fakt że gdy prowadziliśmy różnicą 16 punktów zagotowały nam się głowy do czego w dużej mierze doprowadzili właśnie oni.

Jeśli chodzi o inne pozytywy jakie można było zobaczyć w tym meczu to na pewno postawa Dardana Berishy. Zawodnik którego w pierwszej piątce zespołu narodowego domagało się już wiele osób, tym razem otrzymał taką szansę. Czy ją wykorzystał? Dla mnie osobiście ciężko jest to jednoznacznie stwierdzić ale bez wątpienia chłopak ma papiery na to aby w przyszłości stanowić co najmniej ważną część zespołu narodowego. To co rzuca się w oczy patrząc na jego grę to na pewno swego rodzaju sportowa bezczelność i bezkompromisowość. Być może dlatego jest to tak widoczne ponieważ cechy te są dość rzadkie u naszych rodzimych sportowców w jakiejkolwiek dyscyplinie sportu. Tym bardziej jednak pożądane. Szkoda tylko że we wczorajszym meczu spudłował on wszystkie swoje 6 rzutów zza linii 6,25 metra bo wtedy na jego grę można by patrzeć bardziej przychylnym okiem. Jednak jego kilkukrotne wejścia pod kosz z rogu boiska kończone celnymi rzutami były najwyższej klasy. Tak samo jak reakcje po każdym z nich kiedy to wyzwalała się z niego taka energia jakby chciał tam wszystkich zniszczyć. I właśnie takich ludzi nam zdecydowanie potrzeba.

Podsumowując więc powoli wczorajszy mecz na pewno nie można nie zauważać pozytywów zarówno z odniesionego zwycięstwa jak i samej gry. Gruzja wydawała się być naszym najsilniejszym rywalem w rewanżowej rundzie meczów jaką wczoraj zapoczątkowaliśmy. Czy oznacza to więc że teraz już będzie tylko łatwiej? Na pewno nie. Jak podkreślają sami zawodnicy, wiedzą o co grają i nie ma mowy o samozadowoleniu przed ostatnimi trzema starciami w tych eliminacjach. Już w piątek czeka nas wyjazdowy mecz z Portugalią która wprawdzie okupuje ostatnie miejsce w tabeli, a w dniu wczorajszym doznała wysokiej porażki z Bułgarią, jednak jak pokazała w meczu w Bydgoszczy potrafi być momentami bardzo groźna.

 

wtorek, 17 sierpnia 2010

Polscy koszykarze wygrali z Gruzją 67:58 i w dalszym ciągu są w grze o Eurobasket 2011. Jednak była dziś szansa aby zrobić znacznie więcej w tej walce. Kiedy w czwartej kwarcie w pewnym momencie Polacy prowadzili różnicą 16 punktów, wydawało się że odrobienie strat jest na wyciągnięcie ręki.

Co więc zadecydowało o tym że to jednak Gruzini będą rozdawać karty w dalszej grze? Czynników było wiele i o tym na pewno już jutro. Dziś natomiast tylko konferencja prasowa po meczu z opiniami najbardziej zainteresowanych. Jakość dzisiejszego pliku jest znacznie słabsza z powodu kłopotów technicznych jakie mieli organizatorzy i praktycznie każda ekipa nagrywająca dźwięk na to narzekała.

 
1 , 2 , 3