Wpisy z tagiem: Houston Rockets

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Ostatnie dziesięciolecie ubiegłego wieku to czas, kiedy mistrzostwo w lidze NBA zdobywały zaledwie 4 drużyny. Po razie uczyniły to Detroit Pistons oraz San Antonio Spurs, a dwukrotnie ten zaszczyt przypadł Houston Rockets. Niekwestionowanymi liderami byli oczywiście Chicago Bulls z 6 triumfami.

Tak się jednak złożyło, że te 6 sięgnięć po koronę mistrzowską podzieli na dwa etapy właśnie koszykarze Houston Rockets. W dużej mierze stało się to oczywiście za sprawą odejścia z NBA Michaela Jordana. Jednak to właśnie Houston Rockets najlepiej wykorzystali ten fakt pomimo tego, że tak naprawdę długimi momentami nic tego nie zapowiadało. Szczególnie w sezonie 1994/95, kiedy to do fazy playoffs przystępowali oni z zaledwie 6 miejsca. Jak jednak pokazali byli oni przede wszystkim zespołem, który jest w stanie przezwyciężyć wiele przeciwności.

Kiedy Michael Jordan wrócił do NBA w roku 1995 na końcówkę sezonu 1994/95 dużo osób oczekiwało tego, że Chicago Bulls niemal natychmiast przejmą stery całej ligi i wrócą na swoje mistrzowskie miejsce. Jak było, każdy dobrze wie. Potrzeba było czasu aby nowe Chicago zgrało się na nowo ze sobą i jeszcze wzmocnione przed sezonem 1995/96 ruszyło ku walce o kolejny three peat. Dlatego też pierwszy mecz pomiędzy Chicago a Houston w tych rozgrywkach miał wymiar niemal symboliczny. Zmierzyły się w nim zespół broniący korony, a także ten, który po tą koronę chciał znów sięgnąć. W obu ekipach nie brakowało gwiazd największego formatu z Michaelem Jordanem i Hakeemem Olajuwonem na czele. Już samo to zapowiadało dobre widowisko.



DOWNLOAD

środa, 03 sierpnia 2011

Okres wakacyjny w pełni. Rozgrywki wszystkich lig koszykarskich na świecie przygotowują się do nowego sezonu. Tylko jedne z nich nie wiedzą czy wystartują zgodnie z planem. Pech chce, że są to te najważniejsze czyli NBA. Jednak nie ma tego złego...

Wraz z redaktorami Czwarta-Kwarta.com postanowiliśmy, że czas lockautu postaramy się wam w pewien sposób umilić. Jako, że nie wiadomo kiedy związek zawodników i władze ligi dojdą do ostatecznego porozumienia w sprawie nowych warunków finansowych, dlatego też jest czas na powspominanie. Wspominanie wielkich meczów i wielkich zawodników. Jako że historia NBA jest bogata w tego typu wydarzenia to materiału do tego jest cała masa.

Dziś zaczniemy od meczu stosunkowo młodego ale jednakowo i nieznanego. Gdy słyszycie lub czytacie gdzieś dwie nazwy zespołów wymieniane w kontekście jednego meczu często pojawiają wam się skojarzenia związane z historią starć tych ekip. Przykłady pierwsze z brzegu to Bulls vs. Cavaliers, Suns vs. Sonics albo Lakers vs. Celtics. A czy macie jakieś skojarzenie gdy słyszycie Rockets vs. Hawks? Domyślam się, że nie choć sam przyznam się ze byłoby mi z tym ciężko. Jednak to właśnie mecz tych dwóch ostatnich zespołów będziecie mogli zobaczyć. A dlaczego ten? Ponieważ właśnie w tym spotkaniu swój najlepszy występ w NBA zaliczył gracz, który zakończył niedawno karierę w NBA czyli Yao Ming. Nawe jeśli ktoś nie był fanem tego gracza to powinien zobaczyć co potrafił i co NBA straciła razem z odchodzącym na zbyt wczesną emeryturę Yao.



DOWNLOAD

piątek, 25 marca 2011

Po trochę dłuższej niż dotychczas przerwie wracam do mojego niedawnego cyklu z meczami z dawnych lat które są ważne lub też wywarły jakiś wpływ na ludzi którzy teraz piszą o koszykówce. Kiedy człowiek zaczyna oglądać czy to basket czy to jakiś inny sport to nie zdaje sobie sprawy, że właśnie teraz być może zaczyna się jego przygoda, która będzie miała swoją kontynuację w przyszłości.

Osobą która tym razem zechciała się podzielić swoimi wspomnieniami z jej początków historii z NBA jest Przemek Kujawiński. Na co dzień mieszkający w odległej Barcelonie ale piszący dla bloga Zawsze Po Pierwsze. Zapraszam do zapoznania się z jego historią i obejrzenia samego meczu.

„Nie miałem wtedy nawet 11 lat. Były to pierwsze finały, które dobrze pamiętam. Oglądałem je z odtworzenia. Na szczęście brak Internetu, czy nawet telegazety pozwalał mi pozostawać w niepewności co do wyniku, więc wszystkie mecze przeżywałem równie mocno jak te rok później, gdy moi rodzice zdobyli się na poświęcenie i pozwolili mi zarywać noce przed telewizorem w ich pokoju.

Być może przeżywałem je nawet mocniej, bo nigdy później już w finałach nie grał zespół, któremu kibicowałbym równie mocno jak tamtym Orlando Magic. Miałem absolutną manię na punkcie Penny'ego Hardawaya sprowadzającą się do wyklejania zeszytów jego zdjęciami, pisania sprayem "Penny #1", gdzie tylko się dało, czy nawet żądania od rodziców zakupu za dużej, obrzydliwie brzydkiej koszuli w barwach Orlando z numerem 1 na plecach w niebotycznej cenie.

To była piękna historia. Shaquille O'Neal i Penny odpowiednio w 3 i 2 sezonie gry prowadzili swój zespół na szczyt. W tym samym roku do ligi powrócił Michael Jordan, ale to Magic mieli zdobywać mistrzostwa w kolejnych latach - zwłaszcza, że przecież odprawili Bulls w półfinale konferencji. Naprzeciw nim stanęli broniący tytułu mistrzowie, którzy jednak rozczarowali w sezonie regularnym i przebili się do finałów z 6 miejsca w konferencji zachodniej.

Finały zapowiadały się jako starcie dwóch wielkich centrów młodego Shaqa i starego Hakeema Olajuwona. The Dream był wówczas najlepszym zawodnikiem ligi, a rzeczy, które wyczyniał w finałach konferencji przeciwko Davidowi Robinsonowi musiały robić wrażenie. Shaq w wieku 22 już wtedy fizycznie dominował nad resztą ligi. Do tego rozbudzający wyobraźnię Penny i walczący o swój pierwszy pierścień Clyde Drexler.

Mecz numer 1 tej serii przeszedł do historii ze względu na dramaturgię, ale i ilość opowieści o tym "co by było gdyby", które powstały w późniejszych latach.

Magic grali u siebie. W drugiej kwarcie prowadzili już 20 punktami. Hakeem Olajuwon złapał szybkie faule i musiał usiąść na ławce. Wydawało się, że już po wszystkim. Nie wolno jednak lekceważyć serca mistrza. Rockets podjęli walkę. Najpierw za sprawą Clyde'a Drexlera, a potem Kenny'ego Smitha, który stał się pierwszym zawodnikiem, którego za ten mecz przestałem nienawidzić dopiero po wielu latach. Smith trafiał trójkę za trójką, a pod koszami Olajuwon z Shaquiem toczyli pojedynek, jakich długo jeszcze w tej lidze nie zobaczymy. Wydawało się jednak, że Magic umkną ze zwycięstwem. Na kilka sekund przed końcem prowadzili jeszcze 3 punktami, a Nick Anderson powędrował na linię. Pierwszy rzut - za krótki. Drugi rzut... za krótki... Nick zbiera jednak piłkę i po raz kolejny jest faulowany. Tym razem musi się udać. Pierwszy rzut - za długi. Drugi rzut... za długi!!! Cała hala łapie się za głowę, a ja bardziej niż Smitha zaczynam nienawidzić Andersona. Rockets tymczasem mają jeszcze kilka sekund na doprowadzenie do remisu. Piłka wędruje do Kenny'ego Smitha, który posyła Hardawaya w powietrze po czym trafia swoją siódmą trójkę w meczu i doprowadza do dogrywki.

W dogrywce znów wojna nerwów, którą dosłownie o włos wygrywają Rockets za sprawą dobitki Hakeema w ostatniej sekundzie. Niesamowite spotkanie z niesamowitą końcówką, które okazało się być początkiem jednostronnej serii.

Kto wie, może gdyby Anderson trafił choć jeden z czterech rzutów wolnych Magic powalczyliby o mistrzostwo? Może nawet wygraliby, a Shaq nigdy nie odszedłby grać do Lakers? Może Phil Jackson nie walczyłby w tym sezonie o swoje 12 mistrzostwo? Może koszulka Penny'ego Hardawaya wisiałaby już w Amway Arena? Kto wie?”

Zobaczmy jak to wyglądało w rzeczywistości.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

DOWNLOAD

wtorek, 10 sierpnia 2010

Dziś jest bardzo dobry dzień. Bardzo dobry dzień na spełnianie życzeń. Tak więc do dzieła!

Pod ostatnią notką pojawiły się dwie propozycje meczów jakie mogę udostępnić w najbliższym czasie i idąc tym tropem dziś pojawi się pierwszy z nich. Tegoroczni Miami Heat nie są pierwszym zespołem w NBA któremu udało się ściągnąć w swe szeregi tylu znakomitych graczy w jednym czasie. Długo przed nimi byli prekursorzy tego typu pomysłów którzy robili wszystko aby zasilić kadry swych drużyn jak największą ilością gwiazd. Tego typu eksperymenty mają jednak to do siebie, że w bardzo wielu przypadkach nie kończą się hollywoodzkim happy endem.

Jedna z takich drużyn są Houston Rockets którzy pod koniec lat 90 postawili wszystko na jedną kartę ściągając do siebie weteranów którzy mieli zapewnić przejęcie pałeczki lidera w NBA po osieroconych Chicago Bulls. Na ich drodze stanęło jednak zbyt wiele równie mocnych zespołów aby to mogło się udać. Jednak w meczu przeciwko Los Angeles Lakers natężenie gwiazd na metr kwadratowy boiska było większe niż w każdym innym meczu. Zapraszam do ściągania i oglądania tego meczu!

Free Image Hosting at www.ImageShack.us


Free Image Hosting at www.ImageShack.us


Free Image Hosting at www.ImageShack.us


Free Image Hosting at www.ImageShack.us


Free Image Hosting at www.ImageShack.us


Free Image Hosting at www.ImageShack.us


Free Image Hosting at www.ImageShack.us


Free Image Hosting at www.ImageShack.us

DOWNLOAD