Ostatnie wpisy
Zakładki:
Inne
Koszykarskie
Piłkarskie
Tam gdzie piszę
Zdjęcia
Tagi
|
Wpisy z tagiem: torrenty
poniedziałek, 08 sierpnia 2011
Są takie kluby w Lidze NBA w których nawet najlepsi zawodnicy grają słabo. Po przyjściu do danego miasta nie potrafią oni pokazać pełni swoich umiejętności i potencjału jaki w nich drzemie. Kiedy tylko jednak zmieniają otoczenie zmieniają się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Takim dziwnym klubem na koniec XX wieku było Chicago Bulls. Po zakończeniu lockautu z 1999 roku i wznowieniu rozgrywek kilka klubów z NBA nie było już takich samych. Przymusowa przerwa w rozgrywkach sprawiła, że personalnie niektóre zespoły zmieniły się nie do poznania i przeważnie nie były to dobre zmiany. Najbardziej jaskrawym przypadkiem takiej niechlubnej metamorfozy były Byki, które przez poprzednie niemal 10 lat rządziły i dzieliły w lidze. Po odejściu Michaela Jordana Chicago było zmuszone do kompletnej przebudowy zespołu. Jako że przez ostatnią dekadę dokonywano tam niemal tylko drobnych poprawek, to zarząd pod dowództwem Jerrego Reinsdorfa wyszedł z wprawy jak to się dokładnie robi. Efektem tego było ściąganie graczy, którzy kompletnie nie potrafili się znaleźć w tej rzeczywistości i w tym mieście. Nawet jeśli niektórzy z nich mieli wszelkie predyspozycje do tego aby być na prawdę dobrymi koszykarzami. Wystarczy tylko przejrzeć skład Bulls z pierwszych kilku lat ubiegłej dekady i zobaczyć jakie nazwiska się tam przewinęły, gdzie później one trafiły oraz z jakim skutkiem. Podpowiem tylko, że z tymi zawodnikami można było grać o zupełnie inne cele niż uniknięcie ostatniego miejsca w lidze. Zapraszam do obejrzenia dwóch kolejnych dwóch meczów „polockautowych Bulls” z początku ubiegłego dziesięciolecia. Tym razem ich starcia z New York Knicks oraz Milwaukee Bucks. O dziwo ten drugi mecz jest na prawdę godny uwagi. Zapraszam.
sobota, 06 sierpnia 2011
Chicago Bulls to klub kultowy i legendarny. W latach 90-tych był to zespół dominujący w całej NBA głównie za sprawą Michaela Jordana. W tym czasie Byki skupiły wobec siebie rzeszę fanów, którzy wspierali ich ze wszystkich sił. Była też jednak grupa i takich ludzi, którzy nie życzyli temu zespołowi najlepiej. To właśnie ci drudzy antyfani zespołu z Chicago najbardziej cieszyli się kiedy wraz z ogłoszeniem lockautu zakończenie swojej wielkiej kariery ogłosił Michael Jordan. Już wtedy było wiadomo, że ekipa z wietrznego miasta będzie miała bardzo duże problemy nie tyle żeby obronić tytuł z 1998 roku ale generalnie nie stać się „czerwoną latarnią” ligi. Tym bardziej było to utrudnione ponieważ z klubem pożegnali się dwa pozostali członkowie ówczesnej wielkiej trójki czyli Scottie Pippen oraz Dennis Rodman. Postawiony w takiej rzeczywistości szef klubu Jerry Reinsdorf zupełnie nie poradził sobie ze zbudowaniem nowego zespołu mogącego choćby myśleć o nawiązaniu do chlubnych lat. Z mistrzowskiej drużyny w Chicago pozostali Kukoc, Harper, Brown oraz Simpkins. Roster zas został uzupełniony takimi zawodnikami jak na przykład Bryant(nie Kobe rzecz jasna, a Mark), Andrew Lang, Brent barry, Kornel David, Rusty LaRue oraz jeszcze kilku innych. Tak więc jak widać nazwiska nie powalały na kolana, a jak się później okazało na boisku wyglądało to jeszcze gorzej. W 50-meczowym sezonie regularnym w 1999 roku Bulls wygrali zaledwie 13 spotkań. Okazało się to być najgorszym wynikiem na wschodzie oraz trzecim najgorszym w całym NBA. Tak więc już choćby po tym widać jak długą drogę przeszły byki od tamtego czasu do miejsca w którym są teraz. Dlatego zapraszam do obejrzenia 27-minutowego skrótu z meczu z 1999 roku przeciwko Atlanta Hawks. Mecz jest z kultowej w Polsce w latach 90-tych niemieckiej stacji telewizyjnej DSF.
środa, 03 sierpnia 2011
Okres wakacyjny w pełni. Rozgrywki wszystkich lig koszykarskich na świecie przygotowują się do nowego sezonu. Tylko jedne z nich nie wiedzą czy wystartują zgodnie z planem. Pech chce, że są to te najważniejsze czyli NBA. Jednak nie ma tego złego... Wraz z redaktorami Czwarta-Kwarta.com postanowiliśmy, że czas lockautu postaramy się wam w pewien sposób umilić. Jako, że nie wiadomo kiedy związek zawodników i władze ligi dojdą do ostatecznego porozumienia w sprawie nowych warunków finansowych, dlatego też jest czas na powspominanie. Wspominanie wielkich meczów i wielkich zawodników. Jako że historia NBA jest bogata w tego typu wydarzenia to materiału do tego jest cała masa. Dziś zaczniemy od meczu stosunkowo młodego ale jednakowo i nieznanego. Gdy słyszycie lub czytacie gdzieś dwie nazwy zespołów wymieniane w kontekście jednego meczu często pojawiają wam się skojarzenia związane z historią starć tych ekip. Przykłady pierwsze z brzegu to Bulls vs. Cavaliers, Suns vs. Sonics albo Lakers vs. Celtics. A czy macie jakieś skojarzenie gdy słyszycie Rockets vs. Hawks? Domyślam się, że nie choć sam przyznam się ze byłoby mi z tym ciężko. Jednak to właśnie mecz tych dwóch ostatnich zespołów będziecie mogli zobaczyć. A dlaczego ten? Ponieważ właśnie w tym spotkaniu swój najlepszy występ w NBA zaliczył gracz, który zakończył niedawno karierę w NBA czyli Yao Ming. Nawe jeśli ktoś nie był fanem tego gracza to powinien zobaczyć co potrafił i co NBA straciła razem z odchodzącym na zbyt wczesną emeryturę Yao.
poniedziałek, 18 lipca 2011
Danych obietnic trzeba dotrzymywać. Tak mówi od wieków znana zasada i nakazuje zwykła przyzwoitość. Dlatego też i ja dziś wywiążę się z danej obietnicy i zaprezentuję mecz, który już na stałe wpisał się w wielką historię NBA. To właśnie tym meczem wielki koszykarz zakończył swoją wielką karierę w wietrznym mieście. Jednak chcąc napisać kilka słów o tym meczu już na samym początku napotykam się na jeden ale dość ważny problem. Mianowicie jak napisać coś nowego i zarazem ciekawego o spotkaniu, które było już omówione i przewałkowane na wszelkie możliwe sposoby przez ostatnich już 13 lat. Tak, to już ponad 13 lat minęło od meczu numer 6 w finałach 1998 roku. Całe finały z tego sezonu były niesamowicie ciekawe i pod kilkoma względami niezwykłe. Nie często się zdarza aby dwa lata z rzędu w ostatecznej rywalizacji wzięły udział te same zespoły. Tak się jednak stało i w przeciwieństwie do roku 1997, za drugim razem już coraz więcej osób obstawiało zwycięstwo Jazzmanów. Tym bardziej, że posiadali oni przewagę własnego parkietu w serii best of seven. Po dwóch pierwszych niezwykle zaciętych meczach gdzie pierwszy z nich zakończył się dogrywką był stan 1-1. Oczywiście główna w tym zasługa Michaela Jordana, który był najlepszym strzelcem obydwu spotkań. Dwoił się on i troił jakby podświadomie czuł, że mogą to być jego ostatnie nie tylko ostatnie finały ale też i ostatnie mecze w karierze. Cała drużyna z Chicago była tego świadoma i dlatego w tym stanie mobilizacji i skupienia osiągnęła w 3 meczu jeden z najlepszych wyników w historii finałów. W pierwszym starciu w wietrznym mieście Byki zmiażdżyły rywali aż 96:54. To była prawdziwa demolka i pokaz możliwości obronnych Chicago. Kiedy po 4 meczach było już 3-1 wszyscy szykowali się na wielka fetę i świętowanie kolejnego już three peat. Tylko nie Karl Malone, John Stockton i reszta załogi. Oni pokrzyżowali świąteczne plany i sprawili że rywalizacja przeniosła się ponownie do Utah. A w Utah jak to w Utah. Hala przed meczem jak zwykle drżała w posadach od dopingu kibiców, podczas prezentacji urządzono tradycyjny już pokaz fajerwerków, a wszyscy liczyli, że będziemy świadkami 7-meczowej serii. Tylko nie MJ i jego ekipa. Jak wyglądało to ostatnie starcie? Pomimo że większość osób już widziała je mnóstwo razy to nie zaszkodzi zrobić to jeszcze raz. Tym razem z polskim komentarzem ówczesnych komentatorów TVN czyli Wojciechem Michałowiczem i Mirosławem Noculakiem.
czwartek, 14 lipca 2011
Czasem jest tak, że osoba która prowadzi regularnie swojego bloga na jakikolwiek temat ma kłopot z tematem na kolejny tekst. Wtedy bardzo często z pomocą przychodzi zwykły przypadek, który sprawia, że pomysł pojawia się znikąd. Dobrym przykładem tej tezy jest to co właśnie czytacie. Śledząc dziś pobieżnie Twittera pojawił się na nim pewien tekst autorstwa Łukasza Ceglińskiego i brzmiał on następująco: „Yao Ming, Jay Williams, Mike Dunleavy jr, Drew Gooden, Nikoloz Czikiszwili i Dajuan Wagner - pierwsza szóstka draftu 2002. Pechowa i słaba.” W pierwszej chwili trudno się z nim nie zgodzić, a szczególnie z jego pierwszą częścią. Każdy z zestawu tych graczy w swojej karierze nie miał łatwo. Głównym powodem dla którego nie mówimy o większości tych zawodników jak o wielkich gwiazdach są ich problemy zdrowotne. Yao Ming właśnie zakończył karierę z powodu uciążliwej i praktycznie uniemożliwiającej mu grę dolegliwości. Jay Williams zanim na dobre zaczął grać już miał wypadek drogowy, który nie tyle wydatnie zahamował jego karierę ale przy odrobinie mniejszym szczęściu mógł zabrać mu życie. Reszta z tych graczy miała innego różnego rodzaju pecha, którego można by zgeneralizować i podsumować stwierdzeniem, że „nie znaleźli się oni w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie”. Czy jednak wyżej mienieni gracze byli słabi? Śmiem wątpić. O graczach z poza Stanów Zjednoczonych ciężko jest to powiedzieć jednoznacznie, ponieważ tak naprawdę tylko nieliczni widzieli ich występy w swoich klubach przed trafieniem w szeregi najlepszej ligi świata. Jednak o graczach wywodzących się z NCAA można powiedzieć już więcej. Początek XXI wieku to czas kiedy w dużej mierze dzięki jednej z włoskich telewizji zacząłem na bieżąco śledzić rozgrywki ligi akademickiej za oceanem. I tak też się stało, że właśnie występy tej czwórki graczy pamiętam nie najgorzej. O tyle łatwiej to pamiętać, że często były to mecze niesamowite. Zawodnicy ci potrafili zadziwić swoja grą i umiejętnościami jakie posiadali w tamtym okresie swojej kariery wśród swoich rówieśników. Nie był to przypadek, że zostali oni wybrani z tak wysokimi numerami w Drafcie 2002 roku. Dziś dla potwierdzenia tych słów i w ramach swobodnej polemiki udostępniam jeden z meczów ze swojej kolekcji. Starcie pomiędzy uniwersytetami Duke i Kentucky to kawałek prawdziwej szkolnej koszykówki z mnóstwem emocji. Pierwsza piątka takiej drużyny Duke w tym meczu wyglądała następująco: Dahntay Jones, Carlos Boozer, Mike Dunleavy, Jason Williams oraz Chris Duhon. Jeśli do tego dodamy, że ich trenerem był Coach K to wtedy przestaje być tak bardzo zaskakujące, że kroczyli oni od zwycięstwa do zwycięstwa w tym sezonie. Po drugiej stronie boiska w tym spotkaniu w drużynie Wildcats występował na przykład Tayshaun Prince. Pomimo, że pod koniec nagrania ścieżka dźwiękowa co nieco rozjeżdża się względem obrazu, to warto to obejrzeć. Serdecznie zachęcam.
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||