Ostatnie wpisy
Zakładki:
Inne
Koszykarskie
Piłkarskie
Tam gdzie piszę
Zdjęcia
Tagi
|
Wpisy z tagiem: Mateusz Ponitka
sobota, 30 lipca 2011
Sport młodzieżowy jest co najmniej dziwny, a na pewno specyficzny. Podobnie zresztą jak i sport w wykonaniu kobiet. Tu nie zawsze sprawdzają się zasady i metody stosowane w profesjonalnym męskim sporcie gdzie wiele rzeczy można z góry przewidzieć lub zaplanować. Mecz Polski z Włochami jest kolejnym potwierdzeniem tej tezy.
Kiedy okazało się z kim Polacy zmierzą się w ćwierćfinale Mistrzostw Europy Koszykarzy do lat 18 wszyscy byli prawie wniebowzięci. Włochy wydawały się rywalem wręcz idealnym do kontynuacji budowania formy przed dwoma najważniejszymi meczami czyli półfinałem i finałem. Nikt nie przypuszczał, że polscy koszykarze mogą zrobić wszystkim dookoła, a sobie w największym stopniu bardzo srogi zawód. Porażka już w ćwierćfinale z Włochami jest jeszcze o tyle bardziej bolesna, ponieważ tuż przed samym meczem okazało się, że kontuzja uniemożliwi występ w tym meczu dla Della Valle. Gracza, który stanowi jakieś 30-35% wartości tego całego zespołu. Naprawdę ciężko było znaleźć jakieś racjonalne powody świadczące o tym, że kadrze Jerzego Szambelana grozi jakieś niebezpieczeństwo.
Innym zarzutem jaki mi się nasuwa w sumie na gorąco po tym spotkaniu to fakt, że zespół wtedy kiedy tego najbardziej potrzebował nie dostał odpowiedniego wsparcia z ławki. Zarówno ze strony zawodników wchodzących jako zmiennicy podstawowej piątki jak i też przede wszystkim trenera. Ławka rezerwowych polskiego zespołu przegrała dziś w punktach rywalizację z jej włoską odpowiedniczką w stosunku katastrofalnym. Trener Szambelan, którego ja osobiście bardzo szanuję w tym meczu po raz drugi w tych mistrzostwach według mnie „nie ogarnął”. Pierwszym z takich spotkań był mecz z Chorwacją, kiedy to reagowanie na obronę strefową sprawiało mu spory kłopot. Na szczęście jednak w kolejnych meczach bywało już z tym lepiej i każdy mógł sobie o tym zapomnieć. Aż do piątkowego wieczora we wrocławskiej Orbicie.
Po tym meczu bolą mnie jeszcze dwie inne sprawy związane z tym zespołem i pośrednio z tym meczem. Pierwsza z nich to taka, że z jednej strony wiemy doskonale, że jest to dopiero młodzież, która ma się uczyć. Uczyć po to by z przynajmniej kilku z tych chłopaków już za 4-5 lat wyrosło kilku graczy PRZYNAJMNIEJ europejskiego formatu będących także silną podstawą naszej seniorskiej kadry. Z drugiej jednak strony przed teoretycznie jednymi z wielu różnych imprez młodzieżowych budujemy taką atmosferę jakbyśmy nie dość, że walczyli o mistrzostwo świata seniorów, to jeszcze na dokładkę byli tam murowanymi faworytami. To wszystko na pewno fajnie wygląda na zewnątrz, przyciąga ludzi na trybuny i buduje atmosferę wyjątkowości. Czy jednak to na tym powinniśmy się teraz skupiać i pompować tam wszelkie swoje nadzieje na jakikolwiek koszykarski sukces w tym kraju w tych zdolnych ale bardzo młodych chłopaków?
Żeby jednak nie kończyć dzisiejszej notki w tak ponury sposób to na koniec coś miłego. Jednym z fajniejszych zjawisk towarzyszącym tym mistrzostwom są kibice we wrocławskiej hali Orbita. Mając okazję obserwować na żywo to co się dzieje na trybunach przed, podczas i po meczach tego zespołu muszę przyznać, że jest to imponujące. Dlaczego? Proszę mi pokazać drugi inny zespół kadry młodzieżowej gdzie na ich mecze przychodzi tyle osób i to nie tylko po to aby posiedzieć w milczeniu ale tez po to aby zedrzeć dla tych chłopaków gardła. Moment kiedy w meczu Polski z Włochami kibice obserwowali wydarzenia na parkiecie na stojąco już w trzeciej(!) kwarcie jest godny odnotowania. Myślę, że jest to na prawdę ewenement nie tylko na skalę polską ale także i europejską. Oby tylko porażka nie popsuła także w znacznym stopniu atmosfery na trybunach.
czwartek, 21 lipca 2011
Miasto Wrocław, które swego czasu było uznawane za stolicę polskiego basketu, dawno już nie gościło tak dużej koszykarskiej imprezy jaka rozpocznie się już dziś. 2 lata temu na Dolnym Śląsku, podczas dorosłego Eurobasketu, grały 4 zespoły w ramach fazy grupowej. Tym razem do Wrocławia zawitały całe rozgrywki Mistrzostw Europy do lat 18. Na Dolny Śląsk z całego starego kontynentu przyjeżdża aż 16 ekip, które w ciągu 10 dni rozegra pomiędzy sobą aż 70 meczów. To jednak większość par oczu ekspertów z naszego, ale i nie tylko kraju, będzie skierowane na polski zespół. To podopieczni Jerzego Szambelana od dłuższego czasu byli przygotowywani pod tą imprezę i ten występ. Po ubiegłorocznym sukcesie w światowym czempionacie do lat 17 oraz podtrzymaniu tej opinii już w tym roku w mistrzostwach świata do lat 19 oczekiwania od tego zespołu są duże. Czy to dobrze czy źle to już powinien każdy sam ocenić. Tak jak na przykład to zrobił Łukasz Cegliński z Gazety Wyborczej. Faktem jest jednak to, że w kraju w którym sukcesy koszykarskie nie są na porządku dziennym każdy promyk nadziei jest na wagę złota. W pierwszej fazie turnieju kadra polskich koszykarzy zmierzy się z zespołami Słowenii, Grecji oraz Chorwacji. Nie będę się specjalnie rozpisywał o tych trzech zespołach z dwóch powodów. Pierwszy z nich jest taki, że na chwilę obecną nie czuję się na tyle „w temacie” aby móc napisać coś nowatorskiego i odkrywczego na ich temat ponad to co już do tej pory się okazało. I takim płynnym sposobem właśnie przechodzimy do powodu drugiego czyli tekstu, który już się ukazał jakiś czas temu w którym opisane są te właśnie ekipy. Żałuję jedynie tego, że żadnej z nich nie uda mi się zobaczyć na żywo w pierwszym etapie rozgrywek w starciu z Polakami i nie tylko. Po dużych perturbacjach z akredytacjami dla dziennikarzy na tą imprezę, co swoją drogą zasługuje chyba na oddzielną notkę, na Dolnym Śląsku melduję się w niedzielę. Wtedy już od poniedziałku wszystkie moje kolejne teksty na temat tej imprezy będą z samego centrum wydarzeń czyli wrocławskiej hali Orbita, a być może też i AWF.
Na zakończenie zapraszam jeszcze do obejrzenia relacji fotograficznej z oficjalnego otwarcia mistrzostw, które się odbyło już wczoraj z udziałem wszystkich reprezentacji. Jak donoszą ludzie, którzy pojawili się już we Wrocławiu „mistrzowska gorączka” zaczyna być coraz bardziej odczuwalna. Osoby, które nie mogą lub nie chcą się wybrać na mecz mogą śledzić poczynania przede wszystkim Polaków za sprawą transmisji z ich meczów przez telewizję SportKlub. Będzie się działo.
piątek, 08 lipca 2011
Odkąd kadra młodych polskich koszykarzy zdobyła wicemistrzostwo świata do lat 17, bardzo wiele osób zaczęło się interesować tymi chłopakami. Niemal od razu zaczęły się pojawiać co chwilę newsy mówiące o ich postępach lub też o nich samych. W minionych dniach „chłopaczki Szambelana” ponownie skupili na sobie uwagę tych, którzy na co dzień ze sportem młodzieżowym nie mają wiele wspólnego.
Całe to zamieszanie wokół tego zespołu pojawiło się przy okazji kolejnej dużej imprezy na której polska reprezentacja miała okazje wystąpić. Na odbywające się właśnie na Łotwie Mistrzostwa Świata do lat 19 Polacy jechali jako drużyna, która przede wszystkim chce zebrać jak najwięcej nauki. Polska miała najmłodszy skład ze wszystkich ekip biorących udział w tej rywalizacji co w tej kategorii wiekowej nie jest bez znaczenia. Rok czy też w niektórych przypadkach dwa lata różnicy pomiędzy graczami to czasami prawdziwa przepaść w dorosłej koszykówce. Owe mistrzostwa świata były ważne w dwój sposób. Pierwszym i najważniejszym celem tej wyprawy było zbieranie kolejnych doświadczeń z silniejszymi i bardziej doświadczonymi rywalami przed przede wszystkim czekającymi Polskę za kilkanaście dni Mistrzostwami Europy do lat 18 we Wrocławiu. Drugim aspektem tego wyjazdu była możliwość pokazania się większości zawodników szerszej publiczności czyli menagerom, skautom i innym tej maści ludziom. Oba zadania zostały wykonane praktycznie w całości. Już pierwsza faza grupowa pokazała, że Mateusz Ponitka i spółka nie będą chłopcami do bicia, a będą walczyć jak równy z równym w każdym spotkaniu. O ile mecz otwarcia z Tunezją okazał się być spacerkiem wygranym różnicą niemal 30 punktów, to już Brazylia postawiła naszych koszykarzy do pionu. W sumie ostatnia kwarta wygrana przez zespół z Ameryki Południowej 28:19 zaważyła o losach tego meczu. Starcia z takimi zespołami jak Rosja, Argentyna czy gospodarze imprezy Łotwa pokazały potencjał jaki drzemie w tym zespole. Mecze te pomimo tego, że miały zróżnicowany przebieg to jeden mianownik był na szczęście wspólny - zwycięstwo. O Polakach zaczynało być coraz głośniej jednak oni sami stanęli przed szansa na wyjście do fazy pucharowej z pierwszego miejsca w grupie. Aby spełnić ten cel należało wygrać z Australią. Ten próg był już jednak za wysoki. Porażka 20 punktami oraz inne wyniki sprawiły, że już w 1/8 finału Polska stanęła naprzeciwko Litwy, głównego faworyta do tytułu.
Mówiąc o reprezentacji Litwy w tym turnieju wiele osób ma na myśli jedno nazwisko - Jonas Valanciunas. Podkoszowy naszych wschodnich sąsiadów to prawdziwa gwiazda tej imprezy. Jest on najlepiej punktującym, zbierającym, blokującym, a także ma na swoim koncie najwięcej double double ze wszystkich zawodników biorących udział w tej imprezie. Prawdziwy potwór w swojej kategorii wiekowej. Nie przez przypadek też Toronto Raptors wybrali go w tym roku z 5 numerem draftu i zaproszą go do Kanady w sezonie 2012/2013. Być może plan „europejskich Raptors” na parkietach NBA zacznie w końcu przynosić jakieś korzyści dzięki temu graczowi. Dziś jednak musiał sobie z nim radzić przede wszystkim Przemek Karnowski, który jest naszą nadzieją na polską koszykówkę. Jak wypadła rywalizacja tych dwóch zawodników? Statystycznie rzecz biorąc Litwin stłamsił naszego reprezentanta. 26 punktów, 24 zbiórki(!!!) i 5 bloków to była odpowiedź na 16 punktów i tylko 5 zebranych piłek Przemka. Cały Polski zespół był pomimo kilku przebłysków ze swojej strony po prostu słabszy. O losach meczu zaważyło aż 19 punktów z rzędu Litwinów zdobytych na przełomie pierwszej oraz drugiej kwarty. Cała reszta spotkania to pościg Polaków za swoimi starszymi kolegami. Pościg niemal że udany ponieważ w pewnym momencie po kolejnym rzucie za 3 punkty Michalaka było już tylko 60:64. Każdy oglądający to spotkanie zaczął chyba na prawdę wierzyć, że ten mecz w dalszym ciągu jest do wygrania. Niestety głupie straty w ataku, brak szybkiego powrotu do obrony i nieprzemyślane decyzje w ataku zaważyły na kolejnym runie Litwinów i końcowym zwycięstwie 87:75. Najjaśniejszą postacią w polskiej ekipie był wspomniany Michał Michalak, który w tym meczu rzucił 29 punktów z czego aż siedmiokrotnie uczynił to rzutami z dystansu. Brawo. Co więc ten wynik oznacza dla naszej kadry? Formalnie tylko tyle, że pozostaje im jeszcze możliwość walki o 5 miejsce na świecie wśród starszych kolegów. Nieformalnie już do tej pory nasi koszykarze zyskali to czego nigdy nie zdołaliby osiągnąć na jakimkolwiek treningu. Mecz zawsze będzie meczem i będzie mógł on nauczyć więcej niż dziesiątki godzin suchych treningów. Dzięki kolejnym doświadczeniom zdobytym na Łotwie jestem przekonany, że we Wrocławiu zobaczymy ekipę przygotowaną na walkę do upadłego i nastawioną na jeden jedyny cel - Mistrzostwo Europy.
sobota, 23 kwietnia 2011
Już dokładnie za 3 miesiące Wrocław jak za dawnych lat na dokładnie 10 dni stanie się polską stolicą koszykówki. Wszystko to za sprawą rozegranych tam Mistrzostw Europy do lat 18 w którym wezmą udział najlepsi młodzi gracze młodego pokolenia na starym kontynencie. Wśród nich jako gospodarze rzecz jasna wystąpią vice mistrzowie świata czyli reprezentacja Polski.
Całe to przedsięwzięcie ma na chwile obecną swoje dwie strony - sportową i organizacyjną. O pierwszej z nich póki co jest chyba za wcześnie jeszcze dyskutować ponieważ do czasu imprezy zostało jeszcze sporo czasu i nawet nie wiadomo dokładnie z jakimi zawodnikami przyjadą poszczególne reprezentacje. O tym będzie można dyskutować, pisać czy się spierać w późniejszym czasie. W minionym tygodniu poznaliśmy jednak trochę szczegółów organizacyjnych dotyczących tych mistrzostw i zapowiada się, że słowa Przemysława Koelnera mówiące o „postaraniu się o najlepszą imprezę w historii” nie są ani trochę na wyrost. Planowany budżet tego przedsięwzięcia na chwilę obecną wynosi niecałe 1,5 miliona złotych. W propagowanie tej imprezy już teraz włączyło się bardzo wiele znanych osobistości ze świata koszykówki i nie tylko. Na czele całej tej grupy stoją tacy gracze jak Adam Wójcik, Maciej Zieliński, Michał Ignerski czy też oczywiście Marcin Gortat. Co więcej cała impreza będzie niejako połączona z jeszcze jednym bardzo szczytnym celem. Mianowicie propagujące cały turniej hasło „I believe!” będzie propagowało również wspieranie Instytutu Onkologii pp. Prof. Alicji Chybickiej. Z tej okazji organizatorzy wypuszczają 500 specjalnych karnetów o wartości 200 zł na wszystkie mecze Polaków oraz finał. Jeżeli Polska nie zdobędzie tytułu, organizatorzy będą chcieli przekazać 25 tys. zł na instytut prof. Chybickiej. Ciekawe prawda? Już teraz można tez zobaczyć 3 oficjalne spoty reklamujące tą imprezę. Enjoy!
Jak wam się podobają? Dla mnie super. Nawet pomimo tej literówki w tytule. Nie wiem też dokladnie dlaczego ale mam dziwne wrażenie, że cała ta akcja promocyjna młodzieżowych mistrzostw Europy jest bardziej spójna i przemyślana niż jej odpowiednik do dorosłego Eurobasketu w 2009 roku w naszym kraju. Choćby dlatego wróżę jej całkiem spory czysto organizacyjny sukces, a o sportową stronę myślę że zadbają nasi młodzi gracze z Mateuszem Ponitką i Przemkiem Karnowskim na czele. To właśnie oni będą chcieli udowodnić że to ubiegłoroczne vice mistrzostwo świata nie było dziełem przypadku ale efektem ich ciężkiej pracy i talentu. Tak więc jeśli nie mieliście jeszcze planów na tegoroczne wakacje to być może właśnie teraz dowiedzieliście jak spędzić ostatnie dni lipca.
poniedziałek, 12 lipca 2010
Mistrzostwa, mistrzostwa i po mistrzostwach. I bynajmniej nie mówię tu o piłkarskich zmaganiach które wczoraj wieczorem zakończyły się w dalekim RPA. Mam oczywiście na myśli koszykarski młodzieżowy mundial na którym nasza reprezentacja zrobiła prawdziwą furorę zajmując aż drugie miejsce. Czy można było zdobyć złoto? Wczoraj na pewno nie, jednak nie zmienia to faktu że nasi gracze i tak mogą czuć się zwycięzcami.
Aby jakikolwiek zespół mógł wygrać podczas tych mistrzostw z Amerykanami, musiałby nastąpić zbieg tylu mniej lub bardziej nieprawdopodobnych wydarzeń, że praktycznie równałoby się to z cudem. Do finałowego meczu z Polakami gracze zza oceanu odprawiali z kwitkiem każdego rywala ze średnim bagażem 107 punktów i 35-punktowej przegranej. Każde z tych spotkań obfitowało w wiele akcji rodem z najlepszej ligi świata, do której nomen omen za 2-3 lata wielu z tych zawodników trafi. Jednak pomimo to polski zespół chciał bardzo wierzyć że jest w stanie nawiązać walkę z tym arcytrudnym rywalem. Zanim jednak doszło do tego ostatecznego meczu, droga do finału w wykonaniu Polaków wyglądała tak:
Żeby wygrać z reprezentacją USA w niedzielnym meczu, polscy koszykarze musieli zagrać praktycznie swój perfekcyjny mecz. Niestety ten warunek nie został spełniony, ale naszej drużynie na pewno nie można odmówić tego że walczyła. To było jednak za mało na silniejszych, szybszych i bardziej skutecznych przeciwników. Dwoma grzechami głównymi jakie popełniali polscy zawodnicy były na pewno straty oraz zbiórki. Pierwsze z nich nie dość że pojawiały się zbyt często i w zbyt dużej liczbie, to na dodatek były to straty tak zwane ciężkie gatunkowo.
Większość piłek jakie stracili Polacy lądowała bezpośrednio w rękach rywali którzy bezlitośnie raz za razem zamieniali na łatwe punkty. Biorąc pod uwagę że tych strat było aż 27 nie trudno policzyć jak bardzo ułatwiliśmy zadanie Amerykanom. Do tego doszły jeszcze zbiórki, a właściwie to ich brak. Oglądając ten mecz momentami byłem bardzo poirytowany tym że Polacy dają sobie zbierać praktycznie sprzed nosa wiele piłek które powinny stać się właśnie ich łupem. Amerykanie w wielu akcjach po swoich niecelnych rzutach ponawiali tą samą czynność dwu, trzy, a nawet i czterokrotnie.
Jednak porażka w tym meczu na pewno nie może zamazać nam obrazu świetnej ekipy, jaką udało się zbudować dla trenera Szambelana, która w ciągu ostatnich dni dostarczyła wielu kibicom koszykówki w tym kraju tyle radości. W kadrze jest wielu graczy którzy jeśli dalej będą mocno pracować i skupią się na tym co jest naprawdę ważne, to już za jakiś czas być może ich nazwiska będą znane nie tylko zaciekłym kibicom basketu, ale także i szerszej widowni sportowej. Nie są to opinie odosobnione ponieważ najlepszym przykładem na to są indywidualne wyróżnienia których wczoraj dostąpili Polacy.
Mateusz Ponitka jako drugi strzelec tych mistrzostw ze średnią 19 punktów na mecz, został uznany najlepszym rzucającym obrońcą tej imprezy. Przemysław Karnowski zaś jako drugi zbierający mistrzostw w Hamburgu ze średnią 11 zebranych piłek na mecz, otrzymał wyróżnienie dla najlepszego centra. Tak naprawdę jednak na wielkie brawa i słowa pochwały zasługują wszyscy zawodnicy przed którymi teraz ciężki okres. Okres wyborów jaką drogą dalej podążyć i co zrobić aby tak wspaniale rozpoczęta przygoda z koszykówką miała swój dalszy ciąg już na seniorskim poziomie. Dlatego też teraz należy tym chłopakom życzyć tylko chłodnych głów oraz przede wszystkim słusznych wyborów efekty których miejmy nadzieję zobaczymy już w niedługim czasie. | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||