Wpisy z tagiem: przemysław karnowski

sobota, 30 lipca 2011

Sport młodzieżowy jest co najmniej dziwny, a na pewno specyficzny. Podobnie zresztą jak i sport w wykonaniu kobiet. Tu nie zawsze sprawdzają się zasady i metody stosowane w profesjonalnym męskim sporcie gdzie wiele rzeczy można z góry przewidzieć lub zaplanować. Mecz Polski z Włochami jest kolejnym potwierdzeniem tej tezy.


Kiedy okazało się z kim Polacy zmierzą się w ćwierćfinale Mistrzostw Europy Koszykarzy do lat 18 wszyscy byli prawie wniebowzięci. Włochy wydawały się rywalem wręcz idealnym do kontynuacji budowania formy przed dwoma najważniejszymi meczami czyli półfinałem i finałem. Nikt nie przypuszczał, że polscy koszykarze mogą zrobić wszystkim dookoła, a sobie w największym stopniu bardzo srogi zawód. Porażka już w ćwierćfinale z Włochami jest jeszcze o tyle bardziej bolesna, ponieważ tuż przed samym meczem okazało się, że kontuzja uniemożliwi występ w tym meczu dla Della Valle. Gracza, który stanowi jakieś 30-35% wartości tego całego zespołu. Naprawdę ciężko było znaleźć jakieś racjonalne powody świadczące o tym, że kadrze Jerzego Szambelana grozi jakieś niebezpieczeństwo.

Już początek meczu pokazywał, że zespół nie jest do walki tego wieczora dobrze przygotowany. Zamiast skupienia, koncentracji i pełnej mobilizacji można było zauważyć w zachowaniu poszczególnych graczach błądzenie myślami i nie tylko zupełnie gdzieś indziej. Prawie tak jakby to był już rozruch po wygranym meczu. A tu Ponitkę i spółkę czekała jeszcze ciężka walka do której Włosi byli jak najbardziej przygotowani. Fakt, że oni byli w o tyle komfortowej sytuacji, że oni ten mecz MOGLI wygrać, a my MUSIELIŚMY. Jaka jest różnica pomiędzy tymi dwoma sytuacjami i jakie mogą być tego konsekwencje można było świetnie zobaczyć podczas tego meczu. Każda udana akcja Włochów dodawała im niemal skrzydeł dzięki którym zyskiwali przewagę nad Polakami. Każde nieudane zagranie któregoś z polskich graczy było powodem jego frustracji, która miała przełożenie na kolejne sytuacje na parkiecie. Idealnym przykładem tego jest Przemek Karnowski. Pomimo swoich 14 punktów w tym meczu chłopak ten zupełnie sobie nie poradził mentalnie z tym spotkaniem. Jeśli gracz, który ma być nadzieją polskiego basketu już teraz nie radzi sobie z takimi sytuacjami to co będzie potem? Technikę użytkową zawodnika zawsze można zmienić, poprawić czy ulepszyć. „Głowy zawodnika” już raczej nie wymienisz, a jeśli tak to bardzo dużym kosztem czasu.

Innym zarzutem jaki mi się nasuwa w sumie na gorąco po tym spotkaniu to fakt, że zespół wtedy kiedy tego najbardziej potrzebował nie dostał odpowiedniego wsparcia z ławki. Zarówno ze strony zawodników wchodzących jako zmiennicy podstawowej piątki jak i też przede wszystkim trenera. Ławka rezerwowych polskiego zespołu przegrała dziś w punktach rywalizację z jej włoską odpowiedniczką w stosunku katastrofalnym. Trener Szambelan, którego ja osobiście bardzo szanuję w tym meczu po raz drugi w tych mistrzostwach według mnie „nie ogarnął”. Pierwszym z takich spotkań był mecz z Chorwacją, kiedy to reagowanie na obronę strefową sprawiało mu spory kłopot. Na szczęście jednak w kolejnych meczach bywało już z tym lepiej i każdy mógł sobie o tym zapomnieć. Aż do piątkowego wieczora we wrocławskiej Orbicie.

Po tym meczu bolą mnie jeszcze dwie inne sprawy związane z tym zespołem i pośrednio z tym meczem. Pierwsza z nich to taka, że z jednej strony wiemy doskonale, że jest to dopiero młodzież, która ma się uczyć. Uczyć po to by z przynajmniej kilku z tych chłopaków już za 4-5 lat wyrosło kilku graczy PRZYNAJMNIEJ europejskiego formatu będących także silną podstawą naszej seniorskiej kadry. Z drugiej jednak strony przed teoretycznie jednymi z wielu różnych imprez młodzieżowych budujemy taką atmosferę jakbyśmy nie dość, że walczyli o mistrzostwo świata seniorów, to jeszcze na dokładkę byli tam murowanymi faworytami. To wszystko na pewno fajnie wygląda na zewnątrz, przyciąga ludzi na trybuny i buduje atmosferę wyjątkowości. Czy jednak to na tym powinniśmy się teraz skupiać i pompować tam wszelkie swoje nadzieje na jakikolwiek koszykarski sukces w tym kraju w tych zdolnych ale bardzo młodych chłopaków?

Koszykarze zresztą sami udowodnili to, że jeszcze chyba nie do końca są gotowi do odnoszenia największych sukcesów. Dlaczego? Choćby i dlatego, że na przykład istnieją lepsze sposoby oraz miejsca do spędzenia wolnego czasu w trakcie mistrzostw niż na przykład jedna z wrocławskich dyskotek. Jestem naprawdę w stanie zrozumieć wszystko jak choćby to, że jako młodzi ludzie tak samo jak inni chcą się bawić ze swoimi rówieśnikami, poznawać nowych znajomych czy przyjaciół czy też po prostu się bawić. Jednak znalazłoby się chyba kilka innych lepszych czasowo terminów aby to uskutecznić niż przeddzień być może 3-meczowego maratonu. Maratonu, który dla kilku zawodników z tej kadry na pewno będzie najlepszym wspomnieniem z ich CAŁEJ kariery sportowej. Nawet jeśli ci zawodnicy byli tam grzeczni jak baranki to dla mnie jako wiernego kibica polskiego basketu nie powinno ich po prostu tam być. I nie przekonuje mnie argument, że były tam też inne reprezentacje. Inne reprezentacje mnie nie obchodzą tak jak mój zespół narodowy.

Żeby jednak nie kończyć dzisiejszej notki w tak ponury sposób to na koniec coś miłego. Jednym z fajniejszych zjawisk towarzyszącym tym mistrzostwom są kibice we wrocławskiej hali Orbita. Mając okazję obserwować na żywo to co się dzieje na trybunach przed, podczas i po meczach tego zespołu muszę przyznać, że jest to imponujące. Dlaczego? Proszę mi pokazać drugi inny zespół kadry młodzieżowej gdzie na ich mecze przychodzi tyle osób i to nie tylko po to aby posiedzieć w milczeniu ale tez po to aby zedrzeć dla tych chłopaków gardła. Moment kiedy w meczu Polski z Włochami kibice obserwowali wydarzenia na parkiecie na stojąco już w trzeciej(!) kwarcie jest godny odnotowania. Myślę, że jest to na prawdę ewenement nie tylko na skalę polską ale także i europejską. Oby tylko porażka nie popsuła także w znacznym stopniu atmosfery na trybunach.

czwartek, 21 lipca 2011

Miasto Wrocław, które swego czasu było uznawane za stolicę polskiego basketu, dawno już nie gościło tak dużej koszykarskiej imprezy jaka rozpocznie się już dziś. 2 lata temu na Dolnym Śląsku, podczas dorosłego Eurobasketu, grały 4 zespoły w ramach fazy grupowej. Tym razem do Wrocławia zawitały całe rozgrywki Mistrzostw Europy do lat 18.

 

Na Dolny Śląsk z całego starego kontynentu przyjeżdża aż 16 ekip, które w ciągu 10 dni rozegra pomiędzy sobą aż 70 meczów. To jednak większość par oczu ekspertów z naszego, ale i nie tylko kraju, będzie skierowane na polski zespół. To podopieczni Jerzego Szambelana od dłuższego czasu byli przygotowywani pod tą imprezę i ten występ. Po ubiegłorocznym sukcesie w światowym czempionacie do lat 17 oraz podtrzymaniu  tej opinii już w tym roku w mistrzostwach świata do lat 19 oczekiwania od tego zespołu są duże. Czy to dobrze czy źle to już powinien każdy sam ocenić. Tak jak na przykład to zrobił Łukasz Cegliński z Gazety Wyborczej. Faktem jest jednak to, że w kraju w którym sukcesy koszykarskie nie są na porządku dziennym każdy promyk nadziei jest na wagę złota.

W pierwszej fazie turnieju kadra polskich koszykarzy zmierzy się z zespołami Słowenii, Grecji oraz Chorwacji. Nie będę się specjalnie rozpisywał o tych trzech zespołach z dwóch powodów. Pierwszy z nich jest taki, że na chwilę obecną nie czuję się na tyle „w temacie” aby móc napisać coś nowatorskiego i odkrywczego na ich temat ponad to co już do tej pory się okazało. I takim płynnym sposobem właśnie przechodzimy do powodu drugiego czyli tekstu, który już się ukazał jakiś czas temu w którym opisane są te właśnie ekipy. Żałuję jedynie tego, że żadnej z nich nie uda mi się zobaczyć na żywo w pierwszym etapie rozgrywek w starciu z Polakami i nie tylko. Po dużych perturbacjach z akredytacjami dla dziennikarzy na tą imprezę, co swoją drogą zasługuje chyba na oddzielną notkę, na Dolnym Śląsku melduję się w niedzielę. Wtedy już od poniedziałku wszystkie moje kolejne teksty na temat tej imprezy będą z samego centrum wydarzeń czyli wrocławskiej hali Orbita, a być może też i AWF.

 

Na zakończenie zapraszam jeszcze do obejrzenia relacji fotograficznej z oficjalnego otwarcia mistrzostw, które się odbyło już wczoraj z udziałem wszystkich reprezentacji. Jak donoszą ludzie, którzy pojawili się już we Wrocławiu „mistrzowska gorączka” zaczyna być coraz bardziej odczuwalna. Osoby, które nie mogą lub nie chcą się wybrać na mecz mogą śledzić poczynania przede wszystkim Polaków za sprawą transmisji z ich meczów przez telewizję SportKlub. Będzie się działo.

piątek, 08 lipca 2011

Odkąd kadra młodych polskich koszykarzy zdobyła wicemistrzostwo świata do lat 17, bardzo wiele osób zaczęło się interesować tymi chłopakami. Niemal od razu zaczęły się pojawiać co chwilę newsy mówiące o ich postępach lub też o nich samych. W minionych dniach „chłopaczki Szambelana” ponownie skupili na sobie uwagę tych, którzy na co dzień ze sportem młodzieżowym nie mają wiele wspólnego.


Całe to zamieszanie wokół tego zespołu pojawiło się przy okazji kolejnej dużej imprezy na której polska reprezentacja miała okazje wystąpić. Na odbywające się właśnie na Łotwie Mistrzostwa Świata do lat 19 Polacy jechali jako drużyna, która przede wszystkim chce zebrać jak najwięcej nauki. Polska miała najmłodszy skład ze wszystkich ekip biorących udział w tej rywalizacji co w tej kategorii wiekowej nie jest bez znaczenia. Rok czy też w niektórych przypadkach dwa lata różnicy pomiędzy graczami to czasami prawdziwa przepaść w dorosłej koszykówce. Owe mistrzostwa świata były ważne w dwój sposób. Pierwszym i najważniejszym celem tej wyprawy było zbieranie kolejnych doświadczeń z silniejszymi i bardziej doświadczonymi rywalami przed przede wszystkim czekającymi Polskę za kilkanaście dni Mistrzostwami Europy do lat 18 we Wrocławiu. Drugim aspektem tego wyjazdu była możliwość pokazania się większości zawodników szerszej publiczności czyli menagerom, skautom i innym tej maści ludziom. Oba zadania zostały wykonane praktycznie w całości.

Już pierwsza faza grupowa pokazała, że Mateusz Ponitka i spółka nie będą chłopcami do bicia, a będą walczyć jak równy z równym w każdym spotkaniu. O ile mecz otwarcia z Tunezją okazał się być spacerkiem wygranym różnicą niemal 30 punktów, to już Brazylia postawiła naszych koszykarzy do pionu. W sumie ostatnia kwarta wygrana przez zespół z Ameryki Południowej 28:19 zaważyła o losach tego meczu. Starcia z takimi zespołami jak Rosja, Argentyna czy gospodarze imprezy Łotwa pokazały potencjał jaki drzemie w tym zespole. Mecze te pomimo tego, że miały zróżnicowany przebieg to jeden mianownik był na szczęście wspólny - zwycięstwo. O Polakach zaczynało być coraz głośniej jednak oni sami stanęli przed szansa na wyjście do fazy pucharowej z pierwszego miejsca w grupie. Aby spełnić ten cel należało wygrać z Australią. Ten próg był już jednak za wysoki. Porażka 20 punktami oraz inne wyniki sprawiły, że już w 1/8 finału Polska stanęła naprzeciwko Litwy, głównego faworyta do tytułu.

Mówiąc o reprezentacji Litwy w tym turnieju wiele osób ma na myśli jedno nazwisko - Jonas Valanciunas. Podkoszowy naszych wschodnich sąsiadów to prawdziwa gwiazda tej imprezy. Jest on najlepiej punktującym, zbierającym, blokującym, a także ma na swoim koncie najwięcej double double ze wszystkich zawodników biorących udział w tej imprezie. Prawdziwy potwór w swojej kategorii wiekowej. Nie przez przypadek też Toronto Raptors wybrali go w tym roku z 5 numerem draftu i zaproszą go do Kanady w sezonie 2012/2013. Być może plan „europejskich Raptors” na parkietach NBA zacznie w końcu przynosić jakieś korzyści dzięki temu graczowi. Dziś jednak musiał sobie z nim radzić przede wszystkim Przemek Karnowski, który jest naszą nadzieją na polską koszykówkę. Jak wypadła rywalizacja tych dwóch zawodników?

Statystycznie rzecz biorąc Litwin stłamsił naszego reprezentanta. 26 punktów, 24 zbiórki(!!!) i 5 bloków to była odpowiedź na 16 punktów i tylko 5 zebranych piłek Przemka. Cały Polski zespół był pomimo kilku przebłysków ze swojej strony po prostu słabszy. O losach meczu zaważyło aż 19 punktów z rzędu Litwinów zdobytych na przełomie pierwszej oraz drugiej kwarty. Cała reszta spotkania to pościg Polaków za swoimi starszymi kolegami. Pościg niemal że udany ponieważ w pewnym momencie po kolejnym rzucie za 3 punkty Michalaka było już tylko 60:64. Każdy oglądający to spotkanie zaczął chyba na prawdę wierzyć, że ten mecz w dalszym ciągu jest do wygrania. Niestety głupie straty w ataku, brak szybkiego powrotu do obrony i nieprzemyślane decyzje w ataku zaważyły na kolejnym runie Litwinów i końcowym zwycięstwie 87:75. Najjaśniejszą postacią w polskiej ekipie był wspomniany Michał Michalak, który w tym meczu rzucił 29 punktów z czego aż siedmiokrotnie uczynił to rzutami z dystansu.  Brawo.

Co więc ten wynik oznacza dla naszej kadry? Formalnie tylko tyle, że pozostaje im jeszcze możliwość walki o 5 miejsce na świecie wśród starszych kolegów. Nieformalnie już do tej pory nasi koszykarze zyskali to czego nigdy nie zdołaliby osiągnąć na jakimkolwiek treningu. Mecz zawsze będzie meczem i będzie mógł on nauczyć więcej niż dziesiątki godzin suchych treningów. Dzięki kolejnym doświadczeniom zdobytym na Łotwie jestem przekonany, że we Wrocławiu zobaczymy ekipę przygotowaną na walkę do upadłego i nastawioną na jeden jedyny cel - Mistrzostwo Europy.

sobota, 23 kwietnia 2011

Już dokładnie za 3 miesiące Wrocław jak za dawnych lat na dokładnie 10 dni stanie się polską stolicą koszykówki. Wszystko to za sprawą rozegranych tam Mistrzostw Europy do lat 18 w którym wezmą udział najlepsi młodzi gracze młodego pokolenia na starym kontynencie. Wśród nich jako gospodarze rzecz jasna wystąpią vice mistrzowie świata czyli reprezentacja Polski.


Całe to przedsięwzięcie ma na chwile obecną swoje dwie strony - sportową i organizacyjną. O pierwszej  z nich póki co jest chyba za wcześnie jeszcze dyskutować ponieważ do czasu imprezy zostało jeszcze sporo czasu i nawet nie wiadomo dokładnie z jakimi zawodnikami przyjadą poszczególne reprezentacje. O tym będzie można dyskutować, pisać czy się spierać w późniejszym czasie. W minionym tygodniu poznaliśmy jednak trochę szczegółów organizacyjnych dotyczących tych mistrzostw i zapowiada się, że słowa Przemysława Koelnera mówiące o „postaraniu się o najlepszą imprezę w historii” nie są ani trochę na wyrost.

Planowany budżet tego przedsięwzięcia na chwilę obecną wynosi niecałe 1,5 miliona złotych. W propagowanie tej imprezy już teraz włączyło się bardzo wiele znanych osobistości ze świata koszykówki i nie tylko. Na czele całej tej grupy stoją tacy gracze jak Adam Wójcik, Maciej Zieliński, Michał Ignerski czy też oczywiście Marcin Gortat.

Co więcej cała impreza będzie niejako połączona z jeszcze jednym bardzo szczytnym celem. Mianowicie propagujące cały turniej hasło „I believe!” będzie propagowało również wspieranie Instytutu Onkologii pp. Prof. Alicji Chybickiej. Z tej okazji organizatorzy wypuszczają 500 specjalnych karnetów o wartości 200 zł na wszystkie mecze Polaków oraz finał. Jeżeli Polska nie zdobędzie tytułu, organizatorzy będą chcieli przekazać 25 tys. zł na instytut prof. Chybickiej. Ciekawe prawda?

Już teraz można tez zobaczyć 3 oficjalne spoty reklamujące tą imprezę. Enjoy!

Jak wam się podobają? Dla mnie super. Nawet pomimo tej literówki w tytule. Nie wiem też dokladnie dlaczego ale mam dziwne wrażenie, że cała ta akcja promocyjna młodzieżowych mistrzostw Europy jest bardziej spójna i przemyślana niż jej odpowiednik do dorosłego Eurobasketu w 2009 roku w naszym kraju. Choćby dlatego wróżę jej całkiem spory czysto organizacyjny sukces, a o sportową stronę myślę że zadbają nasi młodzi gracze z Mateuszem Ponitką i Przemkiem Karnowskim na czele. To właśnie oni będą chcieli udowodnić że to ubiegłoroczne vice mistrzostwo świata nie było dziełem przypadku ale efektem ich ciężkiej pracy i talentu. Tak więc jeśli nie mieliście jeszcze planów na tegoroczne wakacje to być może właśnie teraz dowiedzieliście jak spędzić ostatnie dni lipca.

wtorek, 22 marca 2011

Ostatni tydzień jeśli chodzi o koszykówkę zdominowany był przez rozpoczęty z bardzo dużym impetem March Madness. Młodzi koszykarze z zarówno wielkich jak i też małych uczelni w Stanach Zjednoczonych rozpoczęli wyścig o miano najlepszej uniwersyteckiej drużyny za oceanem. Jednak oprócz tego niewątpliwie najciekawszego wydarzenia wydarzyło się kilka innych ciekawych rzeczy o których myślę warto napomknąć.

Tak jak za oceanem w młodzi koszykarze wylewali siódme poty w swoich arcyciekawych meczach, tak również u nas w kraju w miniony weekend młodzi koszykarze zmierzyli się w finale Mistrzostw Polski Juniorów. Gospodarzami tej imprezy byli gracze Śląska Wrocław którzy pod nieobecność seniorskiego zespołu w ekstraklasie potrafili zebrać pokaźną liczbę widzów na swoich meczach. Zanim jednak doszło do najważniejszych rozstrzygnięć w tej imprezie przez polską koszykarska blogosferę przetoczyła się pewna burza wywołana notką opisującą postawę koszykarzy z Warszawy. Jest to tekst zarówno subiektywny jak i też dość agresywny jednak takie są prawa internetu. Los jednak sprawił, że opisywani młodzi zawodnicy z Warszawy dotarli aż do ścisłego finału tych rozgrywek gdzie zmierzyli się w nim z gospodarzami. Po raz kolejny to jednak Śląsk wykorzystał atut własnej hali i wsparcie publiczności i sięgnął po tytuł Mistrza Polski. Jest to całkiem dobry prognostyk przed planowanym powrotem zespołu z Wrocławia na koszykarskie salony.

Zdjęcia zarówno z samego meczu jak i też z wręczenia nagród można zobaczyć TUTAJ oraz TUTAJ.

Kontynuując jeszcze wątek polskiego pokolenia młodych koszykarzy, którzy są nadzieją na lepszą przyszłość tej dyscypliny w tym kraju, warto wspomnieć o wyróżnieniu jakie spotkało dwóch z nich. Przemysław Karnowski który niedawno gościł w Bielsku Podlaskim oraz Mateusz Ponitka z pierwszoligowego zespołu AZS Politechnika Warszawa zostali zaproszeni do udziału w słynnym meczu Nike Hoop Summit. Impreza ta ma już 15-letnią historię i cieszy się dużą popularnością w Stanach Zjednoczonych. Jest to bowiem mecz w którym naprzeciwko siebie po jednej stronie parkietu stają najlepsi młodzi koszykarze USA, a po drugiej najlepsi zawodnicy z reszty świata. O wielkości tego wydarzenia świadczy fakt że w latach ubiegłych występowali w takim spotkaniu tacy gracze jak Elton Brand, Kevin Durant, Kevin Love, John Wall czy też nawet sam Kevin Garnett. Jam mówią sami zainteresowani będzie to dla nich pierwszy wyjazd do „ziemi obiecanej” jaką na pewno jest USA oraz prawdziwym spełnieniem marzeń. Myślę tez że będzie to dla nich niezła motywacja aby za jakiś czas wrócić tam ale jeszcze bardziej zawodowym znaczeniu. Wielki mecz odbędzie się już 9 kwietnia i zapewne będzie go można obejrzeć na żywo w internecie.

W minionym tygodniu ze wszystkich informacji jakie do mnie dotarły ze świata sportu szeroko rozumianego zaciekawił mnie news tylko po części sportowy, a po części niemal że kryminalny. Otóż przed mecze Los Angeles Clippers a Cleveland Cavaliers miała miejsce sytuacja, która jest dla mnie co najmniej dziwna. Mianowicie chodzi mi o zdarzenie polegające na wtargnięciu na parkiet podczas rozgrzewki przed meczem człowieka uzbrojonego w wielki rzeźnicki nóż. Na szczęście po dość sprawnej interwencji policji nikomu nic się nie stało, a tylko skończyło się na strachu. Jednak w tym wszystkim najbardziej ciekawią mnie dwie rzeczy. Jedna to taka czego dokładnie chciał i co miało na celu to całe zamieszanie wywołane przez tego człowieka. Druga zaś to jakim cudem udało mu się wejść do hali z takim potencjalnym narzędziem zbrodni. Znając i pamiętając swoje doświadczenia z kontroli jakie trzeb przejść wchodząc do hali wydaje mi się to dość mocno nieprawdopodobne.

Na zakończenie dzisiejszego przeglądu wątek piłkarski, a właściwie bardziej marketingowy. Gdy mówimy o Poznaniu w kontekście piłki nożnej to praktycznie każdy w tej samej chwili myśli o zespole Lecha Poznań. Być może jednak za jakiś czas się to zmieni. Dlaczego? Dlatego że istnieje w tym mieście również klub Warty Poznań którego pani prezes, była modelka rozpoczęła już jakiś czas temu aktywną ekspansję mająca na celu ściąganiu jak największej ilości kibiców na mecze jej zespołu. Jaki jest efekt jej starań? Na ostatnim meczu pierwszej ligi z GKS Katowice na trybunach stadionu miejskiego w Poznaniu zasiadło aż 20 tysięcy kibiców. Taką lub też tylko zbliżoną frekwencją na zapleczu Ekstraklasy może się poszczycić w latach ubiegłych tylko kilka innych klubów. Złośliwi obserwatorzy twierdzą, że nie jest to tak wielki sukces biorąc pod uwagę fakt, że bilety na ten mecz były rozdawane za darmo. Jednak ten sukces pokazuje, że przy mądrym zarządzaniu i ciekawych pomysłach nawet w Polsce można skutecznie zachęcić ludzi do przyjścia na stadion i to nawet w takim mieście gdzie jest drugi silniejszy zespół. Duże brawa i ciekawe jak to wszystko dalej się rozwinie.

Na zakończenie jeszcze wrócę jednak do tematu. którym dziś zacząłem czyli do NCAA i March Madness. Do dalszych gier awansował zespół BYU który ma swoich szeregach niejakiego Jimmera Fredette. Zawodnik ten to w obecnym sezonie prawdziwy postrach obrońców którzy muszą się z nim mierzyć. Oto dwa dobitne przykłady dlaczego grając przeciwko temu graczowi obrona musi mieć się na baczności.

 
1 , 2